Komendant Działoszyński: Zamykanie stadionów to ostateczność

- Zamykanie stadionów to narzędzie, z którego korzysta nie tylko Polska, ale też UEFA. Ten krok traktujemy jako ostateczność i stosujemy wtedy, gdy nie ma właściwych działań organizatora imprezy masowej. Bezpieczeństwo jest nadrzędnym celem - podkreśla komendant główny policji nadinspektor Marek Działoszyński.

Nadinspektor Działoszyński spotkał się z nami podczas seminarium "Pseudokibice a wizerunek Polski na świecie", jakie zorganizowała w miniony czwartek i piątek Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie. Polskie stadiony są coraz bardziej bezpieczne. W tym roku tylko sześć z ponad 240 meczów Ekstraklasy miało zakłócony porządek.

Reklama

- Doświadczenia Euro 2012, modyfikacja Ustawy o Bezpieczeństwie Imprez Masowych, permanentne egzekwowanie prawa przyczyniają się do tego, że na polskich stadionach - zwłaszcza tych najwyższych klas rozgrywkowych - jest bezpiecznie - podkreśla Marek Działoszyński.

- Zdarzają się nadal incydenty z użyciem rac i obserwuję je ze zdziwieniem, gdyż cała Europa Zachodnia przestała się już w to bawić, rac, które są niebezpieczne dla innych uczestników widowisk. Pojawiają się jeszcze hasła na transparentach, które nie mają nic wspólnego z emocjami sportowymi, a po prostu świadczą o braku kultury - dodaje komendant główny policji.

Race (nie mylić z petardami hukowymi) są największą kością niezgody między kibicami a policją. Ultrasi uważają je za ważny element opraw meczowych. - Jeszcze pięć lat temu nikomu nie przeszkadzały i nagle zostały zabronione - zwraca uwagę prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, który - podobnie jak Ekstraklasa S.A. apeluje, by Ustawę o Imprezach Masowych zmodyfikować, dopuszczając w niej - w sposób kontrolowany - użycie rac.

- Pod kierunkiem organizatora meczu mogłyby je używać osoby przeszkolone spośród kibiców tak, by race zostały użyte bez zagrożenia dla bezpieczeństwa widowiska - tłumaczy szef departamentu rozgrywek Ekstraklasy SA Marcin Stefański, który od ponad roku postuluje legalizację rac.

Ustawodawca pozostaje jednak głuchy na te wnioski. Co więcej, do Szczytna na ciekawe seminarium przybyli przedstawiciele komend wojewódzkich, sędziów orzekających w sprawach z pseudokibicami w roli głównej, Ekstraklasy S.A., PZPN-u, MSZ-u, CBŚ-u, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, ale nie było nikogo z Ministerstwa Sportu ani Sejmowej Komisji Sportu i Turystyki, czyli ludzi najbardziej władnych w ewentualnej zmianie Ustawy o Organizacji Imprez Masowych.

Boniek: To następny cios w polską piłkę

Zamiast liberalizacji, od nowego roku wejdzie zaostrzenie przepisów. Imprezą masową będzie widowisko z udziałem co najmniej 300 widzów. Dotychczas limitem był 1000 kibiców. Komendant Działoszyński zmianę tę uzasadnił w ten sposób:

- Zdarzały się sytuacje, na które dość stanowczo reagowaliśmy. Zdarzało się też poddawanie walkowerem spotkań, z obawy przed tym, że będzie niebezpiecznie po najeździe dużej grupy kibiców gości, z którymi organizator może sobie nie poradzić - wylicza komendant Działoszyński. - My deklarujemy wsparcie takim organizatorom i zrobimy wszystko, aby podobne zdarzenia nie miały miejsca nawet w tych niższych ligach.

Głośnym incydentem burdy na stadionie niższej ligi była sierpniowa wizyta Polonii Warszawa w IV lidze na stadionie KS Łomianki, którego kibice sympatyzują z Legią doprowadzili do przerwania meczu jeszcze w I połowie.

PZPN-owi nie podobają się zapowiadane zmiany.

- Co pięć dni apelujemy o liberalizację Ustawy o Imprezach Masowych. Zamiast tego będzie zmniejszenie do 300 liczby widzów oznaczającego imprezę masową. Przy całym szacunku dla policji, to następny cios w polską piłkę - alarmuje Zbigniew Boniek. - Już teraz koszty organizacji meczów pożerają lwią część budżetów klubów z niższych lig, a gdy jeszcze nałożymy na nie obowiązek instalowania monitoringu, to odstraszymy od piłki największych zapaleńców, pasjonatów. Powinniśmy iść w drugą stronę, tymczasem nadal chcemy odstraszać kibiców od przychodzenia na stadiony.

- Z jednej strony z ust policji słyszę, że stadiony są już bezpieczne i trzeba tylko umiejętnie wykluczać z trybun niewielką grupę bandytów, eliminować incydenty coraz rzadziej zdarzające się na naszych arenach, a z drugiej widzę wymyślanie dodatkowych rygorów organizatorom spotkań z niższych lig. W każdym normalnym kraju obowiązuje zasada: mało, ale konkretnych i przestrzeganych przepisów - argumentuje Boniek.

W klubach niższej ligi nikt na razie nie zdaje sobie sprawy z ogromu wydatków, jakie przed nimi postawi zmodyfikowana ustawa.

- Nawet nie wiedziałam, że szykuje się zmiana w Ustawie o Organizacji Imprez Masowych. Nie zajmowaliśmy się tą sprawą - mówi Agnieszka Gabrysz - dyrektor ds. marketingu i reklamy lidera opolsko-śląskiej grupy III ligi - Skry Częstochowa.

O planowanych zmianach nie wie też skarbnik Kaszubii Kościerzyna (III liga pomorsko-zachodniopomorska) Andrzej Miler. - Na razie nie jestem w stanie oszacować kosztów dostosowania stadionu do nowych wymogów - mówi.

Podczas swego wystąpienia inaugurującego seminarium w Szczytnie, komendant główny Marek Działoszyński zwrócił uwagę na fakt, że na 31 wniosków policji o ukaranie zakazami stadionowymi osób za brak zachowania porządku, PZPN rozpatrzył pozytywnie tylko osiem.

- Współpraca z PZPN-em jest. Przedstawiciele związku są gośćmi Komendy Głównej na spotkaniach zespołów interdyscyplinarnych co najmniej raz w miesiącu, omawiamy problemy - uzasadnia komendant Działoszyński. - Ale mamy uwagi jeśli chodzi o reakcje na nasze wnioski. I już nie rozstrzygając tego, jaka to powinna być reakcja, jej całkowity brak dowodzi deklaratywnej chęci współpracy, bo w praktyce ona się nie przekłada na skutki, których byśmy oczekiwali. To jest to pole, które należy jeszcze zagospodarować - uważa komendant Działoszyński.

Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek nie zgadza się z zarzutem, że jego związek lekceważy wnioski policji. - My jako PZPN w tym roku organizowaliśmy cztery mecze reprezentacji Polski i dwa finału Pucharu Polski. Odnośnie nich nie było żadnych zarzutów. Często policja przysyła do nas wnioski o zamknięcie stadionu czy ukaranie zakazem stadionowym za mecz niższych lig, których nie organizujemy my, tylko wojewódzkie związki. Te mecze nie leżą w naszych kompetencjach - podkreśla Boniek.

Zamykanie ostatecznością?

Największą burzę podczas seminarium w Szczytnie wywołał temat zamykania stadionów, o co często wnioskuje policja.

Marcin Stefański z Ekstraklasy SA, przygotowując się do konferencji, zapytał kilkanaście europejskich krajów o to, ile razy u nich zamknięto stadion z uwagi na użycie rac. Były wśród nich m.in. Anglia, Niemcy, Ukraina, Dania, Szwecja. Kilka nacji nie zrozumiało nawet pytania. Inne odpowiedziały zgodnie: zero zamkniętych aren z powodu użycia rac na trybunach.

W Polsce, tylko w tym roku, doszło do 12 przypadków zamknięcia trybun, bądź nawet całych stadionów, bo kilkanaście osób na trybunach użyło niewinnych rac świetlnych, które nikomu krzywdy zrobić nie mogą. Niewinnych, ale jednak prawnie zakazanych. Bazując na prawie, policja nie ma wyjścia - wnioskuje o karanie klubów, na których stadionach używane są race. Dlaczego tak surowo, zamknięciem stadionu? Trudno znaleźć logiczne uzasadnienie i trudno nie doszukiwać się w tym drugiego, politycznego dna.

- Mamy prosty wybór - albo będziemy przestrzegać prawa, albo zajmie się nami prokuratura za to, że tego nie robimy - bronią się policjanci.

Derby, po których na stadion nie wpuszczono kibiców

Ostatnio po derbach Cracovia - Wisła - w zgodnej opinii dziennikarzy sportowych - najspokojniejszych w ostatnim czasie, wojewoda Jerzy Miller zamknął stadion. - Nikt nie zginął, nikt nie został nawet ranny - zwróciliśmy uwagę policjantom z Małopolskiej Komendy Wojewódzkiej, którzy wnioskowali o zamknięcie areny do końca roku.

W odpowiedzi padły argumenty, że klub-organizator dopuścił do tego, by tuż przed meczem na stadion wniesiono pirotechnikę (prawdopodobnie w elementach oprawy, tzw. sektorówkach, godzinę przed meczem psy nie wykryły żadnych śladów petard, ani rac), a chuligani rzucali w siebie petardami wzmocnionymi metalowymi śrubami. - Po tym wszystkim prezes klubu powiedział, że on może zapłacić karę za race, bo jemu się oprawa z użyciem ich podobała - podkreślał mł. Inspektor Paweł Dzierżak zastępca komendanta wojewódzkiego w Krakowie.

Stefański zapytał Dzierżaka, czy warunkiem koniecznym udzielenia zgody Cracovii na imprezę masową, był zakaz wnoszenia sektorówek. - Mówiło się o tym - usłyszeliśmy odpowiedź. - To nie to samo, co pisemny zakaz - zaznaczył Marcin Stefański z Ekstraklasy S.A., który jest prawnikiem z wykształcenia.

W rozmowie z dziennikarzami do zamykania aren odniósł się też komendant główny. - Zamykanie stadionów to narzędzie, z którego korzysta nie tylko Polska, ale też UEFA. Ten krok traktujemy jako ostateczność i stosujemy wtedy, gdy nie ma właściwych działań organizatora imprezy masowej. Bezpieczeństwo jest nadrzędnym celem - podkreśla Marek Działoszyński.

Obecny na seminarium Bogdan Kuzio - dyrektor biura zarządu Legii zaznaczył, ze UEFA zamknęła stadion mistrzom Polski nie za race, tylko za treści o charakterze rasistowskim na kibicowskich transparentach.

- Ustawa o organizacji imprez masowych od 1 stycznia przyszłego roku rozszerzy obowiązek instalowania monitoringu na obiekty niższych klas. Szukamy pomysłu na dalsze poprawianie bezpieczeństwa i dyscyplinowanie tych, którzy porządek naruszają - uzasadnia komendant Działoszyński.

- Obserwujemy nowe zjawisko - kibice bez klubów, bez obiektów, czyli duże grupy kibiców, którzy do niedawna byli w Ekstraklasie na nowoczesnych obiektach, a dzisiaj jeżdżą na mecze do miejsc, w których właściwie nie ma żadnej infrastruktury, by organizować bezpieczny mecz. I tylko dlatego chcemy ograniczenia liczby widzów do 300, by można było stosować zabezpieczenia wynikające z Ustawy o Bezpieczeństwie Imprez Masowych - dodaje nadkomisarz.

Michał Białoński, korespondencja ze Szczytna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje