Szalone sito na zapleczu Ekstraklasy

Beniaminek w pucharach, beniaminek na szczycie, beniaminek sensacją na całą Europę. Naszej Ekstraklasie i jej zapleczu można zarzucić wiele, ale nie to, że wpuszcza na salony słabe i bezbarwne zespoły.

Jedni chcą zmniejszyć Ekstraklasę i utrzymać w niej tylko największe kluby. Inni przeciwnie - chcą ją powiększyć i co sezon wymieniać aż cztery zespoły. Przewijają się argumenty o poziomie ligi, małym zainteresowaniu i męczących podróżach, ale mało kto zwraca uwagę na beniaminków. A ci w ostatnich trzech sezonach błyszczą jak rzadko. Jeśli nie sportowo, to chociaż dodają kolorytu.

Medale i rozgłos...

Reklama

Jeszcze w sezonie 2013/2014 nic na to nie wskazywało. Beniaminkami były GKS Bełchatów i Górnik Łęczna, które wniosły niewiele, a dziś nie mogą odnaleźć się w niższych ligach. Rok później jednak coś się zmieniło i to na tyle, że od tego czasu z ligi nie spadł żaden beniaminek.

Dwa lata temu awansowało Zagłębie Lubin i Termalica Bruk-Bet Nieciecza, czyli połączenie jakości sportowej ze specyficzną reklamą polskiej piłki. Zagłębie nie weszło jako kopciuszek, ale niemal wyważyło drzwi do Ekstraklasy - zdobyło brązowy medal, awansowało do pucharów, wyeliminowało w nich Partizana Belgrad i przede wszystkim pokazało światu kilku zawodników oraz trenera Piotra Stokowca, który gdyby był mniej skromny, to już dziś wpychano by go do największych klubów ligi.

Termalica piłkarsko też nie odstawała. W pierwszym sezonie utrzymała się, a kto wie jakby skończyłaby drugi, gdyby ktoś w Niecieczy nie wpadł na szalony pomysł zwolnienia Czesława Michniewicza. Ale drużyna z maleńkiej wioski dała Ekstraklasie przede wszystkim rozgłos, bo o rekordowo małej miejscowości w najwyższej klasie rozgrywkowej pisano w całej Europie.

... trofea, kibice, liderzy klasyfikacji strzelców

Rok później liga przywitała Arkę Gdynia i Wisłę Płock. Pierwsi zdobyli Puchar oraz Superpuchar Polski i nie skompromitowali się w pucharach (a to normą w tym sezonie nie było), a drudzy weszli do ligi z takim impetem, że w Płocku zaczęto snuć marzenia o pucharach, choć skończyło się walką o utrzymanie. Wisła jednak pokazała na salonach kolejnego dobrze zapowiadającego się trenera - Marcina Kaczmarka.

W tym roku z beniaminkami znów nie można się nudzić. Górnik Zabrze z ligą przywitał się z przytupem: liderem klasyfikacji strzelców Igorem Angulo, świetnymi stałymi fragmentami gry, Marcinem Broszem, czyli kolejną nadzieją polskiej szkoły trenerskiej i w efekcie drużyną, która do niedzieli była liderem. A jakby tego było mało, to Górnik mocno podkręcił Ekstraklasie frekwencyjny licznik, bo każdy mecz przy Roosevelta ogląda ponad 20 tys. widzów!

Sandecja na razie niczym wielkim nie zaskoczyła, za to odkurzyła trenera Radosława Mroczkowskiego. I choć drużyna jest relatywnie biedna i na dodatek bez swojego stadionu, to na razie od Ekstraklasy nie odstaje i kręci się w okolicach środka tabeli.

Na salony w łachmanach już nie wpuszczają?

Na razie wygląda na to, że od trzech lat ekstraklasowy beniaminek to klub po poważnym teście w I lidze. I to teście, który potrafi sprawić psikusa największym i gdzie dzieją się rzeczy czasem trudno wytłumaczalne (w poprzednim sezonie Górnik na cztery kolejki przed końcem był dziewiąty, a skończył na drugim miejscu).

Obecnie na zapleczu zęby na awans ostrzyły sobie Zagłębie Sosnowiec i GKS Katowice, które teraz zajmują miejsca w... strefie spadkowej, a lepsze są tylko od... Ruchu Chorzów, 14-krotnego mistrza Polski.

Za to na czele I ligi w najlepsze bawią się Chojniczanka Chojnice i Miedź Legnica (czyli drużyny, które Ekstraklasy jeszcze nigdy nie miały), a goni ich Odra Opole (36 lat bez Ekstraklasy) i Chrobry Głogów, czyli kolejny klub bez najwyższej klasy rozgrywkowej w swojej historii.

Może ci ostatni beniaminkowie to zbieg okoliczności, a może jednak w tym szalonym I-ligowym sicie jest jakaś metoda, która nie wpuszcza już na salony byle kogo?

Piotr Jawor


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje