Transfery. Dlaczego polskie kluby nie potrafią sprzedawać piłkarzy za miliony?

​Serbowie, Chorwaci i Czesi potrafią sprzedawać młode gwiazdy swoich lig za ogromne pieniądze. W ostatnich latach wielkie europejskie kluby płaciły za talenty z tych krajów po kilkanaście milionów euro. Największe gwiazdy polskiej Ekstraklasy kosztują znacznie mniej. Dlaczego?

Przeanalizowaliśmy największe transfery w ligach zbliżonych poziomem do polskiej Ekstraklasy w ostatnich piętnastu latach. Wnioski są jednoznaczne - zamiast kupować średnich piłkarzy z zagranicy, znacznie lepiej szkolić własny narybek. To właśnie utalentowani wychowankowie klubów z Serbii, Chorwacji czy Czech są najwyżej cenionym towarem na transferowym rynku.

Reklama

Najdrożej sprzedanym z Ekstraklasy w ostatnich latach zawodnikiem jest Adrian Mierzejewski. Za ofensywnego pomocnika Polonii Warszawa Trabzonspor zapłacił w lecie 2011 roku nieco ponad 5 mln euro. 

Właścicielem stołecznego klubu był wówczas Józef Wojciechowski i to dzięki jego umiejętnościom negocjacyjnym udało się przekonać Turków, aby sięgnęli tak głęboko do kieszeni.

Kolejne miejsca w czołówce największych transferów z polskiej ligi zajmują młodzi zawodnicy. Robert Lewandowski miał 21 lat, gdy zamienił Lecha Poznań na Borussię, Łukasz Fabiański był o rok starszy, gdy z Legii Warszawa odchodził do Arsenalu. Ledwie 19 lat miał Dawid Janczyk, kiedy z Legii przechodził do CSKA Moskwa.

Polskie kluby przyzwoite pieniądze zarabiały także na zagranicznych gwiazdach. Wisła za Brazylijczyka Marcelo dostała prawie 4 mln euro, Lech za "wynalazki" działu skautingu - Artjoma Rudniewa i Aleksandara Tonewa - zarobił ponad 3 mln. Te kwoty nie robią jednak wielkiego wrażenia, gdy spojrzeć na to, jakie interesy potrafią ubijać Serbowie czy Chorwaci.

Zarobili na wychowankach ponad 50 mln!

Serbowie na brak talentów nigdy nie narzekali. Ich narodowa kadra od lat nie potrafi osiągnąć spektakularnego sukcesu, ale jeśli spojrzeć na kluby, w jakich występują reprezentanci tego kraju, trudno nie być pod wrażeniem. Chelsea, Manchester City, Benfica, Liverpool - to wszystko zespoły, w których grają piłkarze z Serbii.

Chociaż tamtejsza Superliga w rankingu UEFA jest notowana znacznie niżej od polskiej (Ekstraklasa jest 19., liga serbska 27.), to wielkie kluby chętnie sięgają po młodych Serbów. Mocarze europejskiego futbolu płacą nawet ponad 10 mln euro za fantastycznych nastolatków, których na bałkańskich boiskach wyławiają ich skauci.

Wysłannicy wielkich klubów swoje sieci zarzucają szczególnie na wychowanków Partizana Belgrad. Dlaczego? Akademia tego klubu to prawdziwa instytucja. W 2006 roku UEFA przyznała jej nagrodę dla najlepszej szkółki na świecie, a w kolejnych latach na swoich wychowankach Partizan zarobił ponad 50 mln euro!

"La Masia" Europy Wschodniej

Nieprawdopodobny sukces osiągnęła w ostatnich latach także szkółka Dinama Zagrzeb, określana jako "La Masia" Europy Wschodniej. To nie żart - akademia chorwackiego klubu jest stawiana w jednym rzędzie ze szkółkami Ajaksu, Arsenalu czy Sportingu Lizbona.

- Mamy oko do talentów, jak nikt inny w Europie. W dodatku rocznie wydajemy na akademię milion euro. Silne zachodnie kluby przeznaczają na ten cel 8 mln na rok - mówi szef komitetu technicznego chorwackiej federacji Romeo Jozak.

W lecie ubiegłego roku, do akademii Dinama postanowił przenieść się z wielkiej Barcelony 16-letni supertalent Dani Olmo, który w barwach młodzieżowych drużyn "Blaugrany" strzelał bramki seriami.

- Przyszedłem tutaj, bo Dinamo to idealne miejsce dla młodego piłkarza. Wiem, że będę pracował z najlepszymi trenerami i dostanę szansę gry w pierwszym zespole. A potem nikt nie będzie blokował mi możliwości odejścia z klubu - powiedział po podpisaniu kontraktu z chorwackim zespołem Olmo.

Rzeczywiście, Dinamo nie boi się stawiać na młodzież i świetnie na tym wychodzi. Na Luce Modriciu zarobiło 20 mln euro, za Eduardo i Vedrana Czorlukę działacze wzięli ponad 10 mln. Duże pieniądze dostają za swoje młode gwiazdy także inne chorwackie kluby - Rijeka w styczniu zarobiła na Andreju Kramariciu (eks-Dinamo) 9 mln euro, a Hajduk Split sprzedał Nikolę Kalinicia do Blackburn za 7 mln.

Okazuje się zatem, że naprawdę duże pieniądze zarabia się na wychowankach, a nie na zagranicznym szrocie!

Czesi też potrafią zarobić kokosy

Doskonale wiedzą o tym także Czesi. Kiedy w styczniu 2001 Spartę Praga opuszczał Tomasz Rosicky, Borussia Dortmund zapłaciła za niego aż 15 mln euro. Rosicky był wówczas uważany za ogromny talent. W kolejnych latach Czesi nie doczekali się równie obiecującego gracza, choć nadal potrafią dobrze zarobić na nastolatkach.

Tamtejsza liga pod względem sum transferowych płaconych za najlepszych graczy, prezentuje się podobnie jak polska Ekstraklasa. Kłopot w tym, że w rankingu UEFA Czesi są znacznie wyżej - na 14. miejscu, a w eliminacjach Ligi Mistrzów grają dwa zespoły z tego kraju. Czeskie kluby wydają zatem pieniądze znacznie bardziej rozsądnie niż ekipy z Ekstraklasy.

Sąsiadami Czechów w rankingu UEFA są Rumuni, którzy pod względem finansowym są o półkę wyżej niż polskie kluby. Za gwiazdy tamtejszej Ligi 1 silne europejskie kluby płacą grubo ponad 5 mln euro, a najdrożej sprzedany w ostatnich latach Vlad Chiriches ze Steauy kosztował prawie 10 mln.

BATE, czyli Liga Mistrzów tanim kosztem

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja klubów cypryjskich. Czołowe zespoły z tego kraju nie przywiązują wagi do wychowywania zawodników. Zamiast tego kupują piłkarzy - głównie z Portugalii i Hiszpanii - którzy nie radzą sobie w mocniejszych ligach. Nawet jednak ich transfery okazują się bardziej trafione niż te wykonywane przez polskie kluby - przecież APOEL Nikozja w roku 2012 potrafił awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów!

Na Białorusi hegemonem już od dziesięciu lat jest BATE Borysów, które nie dysponuje dużymi pieniędzmi, a jednak potrafiło stworzyć zespół, który stać na to, by grać w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W białoruskiej lidze próżno szukać wielkiej kasy, a głównym kierunkiem transferów najlepszych graczy jest rosyjska Premier Liga.

Znacznie mniejsze pieniądze niż w Polsce za swoich najlepszych graczy zarabiają kluby ze Słowenii i Słowacji. Co znamienne, czołowe zespoły z tamtych lig więcej niż 2 mln euro zarabiały w ostatnich latach wyłącznie na graczach 22-letnich i młodszych. Nawet to nie przeszkodziło jednak klubom ze Słowenii (Maribor) i Słowacji (Artmedia, Żilina) awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

W lecie padnie transferowy rekord w Polsce?

Dlaczego polskie zespoły nie potrafią zarobić na swoich zawodnikach dwucyfrowych kwot?

Powody są dwa. Po pierwsze, nawet czołowe zespoły z Ekstraklasy nie szkolą piłkarzy tak dobrze, aby silne zespoły były gotowe zapłacić za nich grube miliony euro. Po drugie, tak długo, jak nasze drużyny nie pokażą się w Lidze Mistrzów, bardzo trudno będzie przekonać mocne europejskie kluby, że piłkarze, którzy rozdają karty w Ekstraklasie, mogą poradzić sobie także w poważniejszych ligach.

Nie zmienia to faktu, że już tego lata możemy być świadkami nowego rekordowego transferu w polskiej lidze. Media od kilku tygodni donoszą, że Ondrej Duda, młoda gwiazda Legii Warszawa, jest bardzo blisko przenosin do Interu Mediolan. Według informacji włoskiej prasy, Duda może kosztować nawet 8 mln euro! 

Czy doniesienia w sprawie transferu Słowaka się sprawdzą? Przekonamy się już wkrótce.

Autor: Bartosz Barnaś

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje