Liga Mistrzów. Emilio Butragueno o parze Real - PSG: To mógłby być finał

Real Madryt – Paris Saint-Germain i FC Barcelona – Chelsea to najciekawsze pary 1/8 finału Ligi Mistrzów. Emilio Butragueno, były znakomity napastnik „Królewskich”, a dziś jeden z dyrektorów w klubie, uważa, że rywalizacja z francuską drużyną to przedwczesny finał. Z kolei Antonio Conte, trener Chelsea, wezwał zawodników, by nie myśleli o Barcelonie tylko o najbliższym meczu z Huddersfieldem.

Real Madryt broni trofeum wywalczonego dwa razy z rzędu jako jedyny zespół w historii Champions League. Pierwszy mecz na Santiago Bernabeu 14 lutego. Para wyjątkowo ekscytująca biorąc pod uwagę ambicje paryżan, którzy, przed bieżącym sezonem, wzmocnili się za gigantyczne pieniądze, sprowadziwszy Neymara i Kyliana Mbappe. To był sygnał, że bicie rywali na krajowym podwórku znudziło się i klub chce w końcu awansować do finału Ligi Mistrzów.

Reklama

Z całą pewnością w Paryżu i w Madrycie liczono na łaskawszy los w pierwszej rundzie fazy pucharowej. Emilio Butragueno, były znakomity napastnik Realu, a dziś dyrektor w klubie z Madrytu, nie jest zachwycony wylosowanym rywalem.

- To mógłby być finał, patrząc na siłę obu klubów. Można powiedzieć, że 1/8 finału to trochę za wcześnie (na takiego przeciwnika). Jesteśmy pretendentami do zdobycia trofeum. Myślę, że dla nich to też nie jest dobre losowanie. To będzie bardzo ekscytująca rywalizacja - stwierdził były piłkarz, który reprezentował barwy "Królewskich" w latach 1981-1995.

Wielkie kluby miały pecha. Paris Saint-Germain wygrało swoją grupę przed Bayernem Monachium. Problem w tym, że Real zajął drugie miejsce za Tottenhamem. Analogicznie Bayern, który w teorii powinien wpaść na groźniejszego rywala, zmierzy się z Besiktasem.

Innym zespołem, jaki nie został nagrodzony łatwiejszym rywalem za zwycięstwo w grupie, jest FC Barcelona. Katalończycy wyprzedzili Juventus i wpadli na Chelsea, podczas gdy turyńczycy zmierzą się z Tottenhamem.

W poprzednim sezonie PSG także nie miało szczęścia. Zaraz po wyjściu grupy zespół Unaia Emery’ego wpadł na Barcelonę i doświadczył jednej z najbardziej oszałamiających porażek w historii rozgrywek. W pierwszym spotkaniu paryżanie wygrali 4-0 na swoim terenie, ale w rewanżu polegli 1-6 i odpadli.

Tym razem Katalończycy zagrają z Chelsea. Spotkania z tym rywalem przynosiły w przeszłości mnóstwo emocji. W 2009 roku Barcelona wyeliminowała w półfinale "The Blues", po golu Andresa Iniesty w 93. minucie. - Pie... hańba - krzyczał wówczas do kamery Didier Drogba, który miał ogromne pretensje do sędziego Henninga Ovrebo. Norweg nie podyktował żadnego rzutu karnego dla Chelsea, choć - zdaniem londyńczyków - mógł co najmniej cztery.

Chelsea zrewanżowała się trzy lata później, wyeliminowawszy Barcelonę w dwumeczu 3-2. W tamtym roku pierwszy raz w historii, i jak dotąd ostatni, ekipa z Londynu wygrała Ligę Mistrzów. "Przeżyliśmy kilka wspaniałych chwil na Stamford Bridge, czyż nie?" - napisano na oficjalnym koncie twitterowym Barcelony w nawiązaniu do poprzednich konfrontacji.

Obecny trener Chelsea Antonio Conte stwierdził, że wydarzenia sprzed lat nie mają żadnego znaczenia dla tu i teraz. - Przeszłość to przeszłość. Musimy zareagować pozytywnie. Na razie nie myślimy o Barcelonie tylko o najbliższym meczu z Huddersfieldem - stwierdził Włoch.

Trener Barcelony Ernesto Valverde spodziewa się bardzo trudnej przeprawy. - To ciężkie losowanie ze względu na wielkość przeciwnika. To mistrzowie Anglii, ale i tak jesteśmy podekscytowani perspektywą tego dwumeczu, pomimo skali trudności. Mocny, silny fizycznie rywal z jasnym planem taktycznym. Po ściągnięciu Moraty dodali sobie szybkości w ataku, a Hazard znakomicie spisuje się między formacjami - ocenił Valverde.

Pierwsze mecze fazy pucharowej Ligi Mistrzów 13-14 oraz 20-21 lutego. Rewanże 6-7 oraz 13-14 marca.

kip

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje