Marzenia na szali

Los wynagrodził Realowi Madryt bardzo trudną drogę do ćwierćfinału, wyznaczając mu za rywala Galatasaray. Barcelona zagra z PSG, z Thiago Silvą, o którego zabiegała i Ibrahimoviciem, którego nie chciała. Hitem jest Bayern – Juve, Polacy z Borussii są zadowoleni.

Wizyta w Maladze, gdzie w tym sezonie przegrało Porto, Milan, a w Primera Division także Real Madryt, to dla Borussii Dortmund wielkie wyzwanie. Mistrz Niemiec wydaje się faworytem tej pary, z wszystkich rewelacji rozgrywek, gra futbol najbardziej dojrzały. Perspektywa awansu do półfinału Roberta Lewandowskiego, Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka jest dla naszego futbolu niemal wydarzeniem epokowym, do tej fazy rozgrywek dobrnęły dotąd zaledwie dwa polskie kluby: Legia (1970) i Widzew (1983). Oczywiście Borussia to mistrz Bundesligi, ale trio z Polski, grające główne role w zagranicznym zespole, to ewenement.

Nikt Borussii awansu jednak nie podaruje, tak samo jak w Dortmundzie, cieszą się z wyroku losu w Maladze. Lepszym rywalem dla zespołu Manuela Pellegriniego mógł być tylko Galatasaray. Z pewnością trener Malagi nie zapomniał emocji sprzed 7 lat, jakie przeżył z Villarreal, z którym otarł się o finał Champions League. Gdyby Juan Roman Riquelme wykorzystał rzut karny w ostatniej minucie rewanżu z Arsenalem, trzeba by grać dogrywkę.

Real Madryt świętuje. Trzecie losowanie Champions League w tym sezonie było dla niego najlepsze z możliwych. Taki rywal jak Galatasaray, który już po awansie do ćwierćfinału osiągnął epokowy sukces, nie powinien zagrozić "Królewskim". Nawet gdyby Drogba i Sneijder wytłumaczyli nowym kolegom, że prawdziwa frajda jest dopiero wtedy, gdy wznosi się główne trofeum.

Reklama

Real już w półfinale? Jak myślisz?

Drogi Barcelony znów krzyżują się ze Zlatanem Ibrahimoviciem (po czerwonej kartce z Valencią, wystąpi dopiero w rewanżu na Camp Nou). Dumny Szwed nosi zadrę w sercu wobec jedynego klubu, który ośmielił się podać w wątpliwość jego wielkość. PSG ma co najmniej jednego gracza, o którym Katalończycy marzyli. Wyścig po Thiago Silvę rozstrzygnęły pieniądze szejków z Kataru.

Dla Paryżan to okazja do udowodnienia, że proces scalania się w zespół, gwiazd za setki milionów przebiega szybciej, niż się powszechnie sądzi. PSG wraca do gry na tym poziomie po kilkunastu latach przerwy, Barca walczy o szósty z rzędu półfinał tych rozgrywek.

Hitem będzie starcie Bayernu z Juventusem. Faworytem wydają się Niemcy, tak jak w półfinale Euro 2012. Wtedy zostali przez Włochów rzuceni na kolana, czy teraz może być inaczej? Fakt jest bezsporny: o ile Real trafia w ćwierćfinale na najsłabszego rywala w tym sezonie Champions League, o tyle Bawarczycy jeszcze tak trudnego jak Juve nie mieli. Zdyscyplinowani w defensywie (jeszcze nie przegrali meczu w tej edycji LM), silni fizycznie, nienaganni technicznie, mający przebłyski geniuszu za sprawą Pirlo mistrzowie Włoch, to przeciwnik, którego najbardziej obawiali się fani Realu głosujący w okolicznościowych ankietach.

Największą zaletą dzisiejszego losowania jest fakt, że w ćwierćfinałach unikniemy bratobójczych pojedynków Hiszpanów i Niemców. Były aż cztery takie opcje: Barca - Real, Barca - Malaga, Malaga - Real i Borussia - Bayern. Nikt nie jest raczej spragniony, by Champions League była przedłużeniem rywalizacji krajowej. Po to powstały rozgrywki międzynarodowe, by porównać odrębne style i różne kultury futbolowe.

Kibice Realu śniący o "La Decima" twierdzili, że lepiej trafić na Barcelonę teraz, niż na przykład w finale. Faktycznie drużyna Jose Mourinho przezwyciężyła kompleks Katalończyków, pokonując ich w dwumeczach trzykrotnie (w lidze, Superpucharze Hiszpanii i Pucharze Króla). Mimo wszystko taki przeciwnik jak Galatasaray musiał wywołać w Madrycie znacznie większą euforię.

Mourinho marzy o swoim trzecim triumfie w Champions League, powtarza, że wcześniej, czy później go osiągnie. Być może, żeby tego dokonać nie będzie musiał nawet opuszczać stolicy Hiszpanii? Droga do trofeum jest jeszcze bardzo daleka. Może Barcelona kryzys ma za sobą? Od 2008 roku Katalończycy na przemian dochodzą do półfinału, lub wygrywają całe rozgrywki. Po 4-0 z Milanem znów mają podstawy wierzyć, że czasy prosperity nie przeminął.

Bayern chce zapomnieć o traumie dwóch przegranych finałów (2010, 2012), Juventus o aferze calciopoli, która zepchnęła klub w otchłań na kilka lat. Katarscy szejkowie z PSG wierzą, że setki milionów euro zostały dobrze wydane. Nie można sobie wyobrazić lepszego potwierdzenia, niż pokonanie Barcelony. Kochający piłkę do szaleństwa fani z Dortmundu są w sytuacji skrajnie przeciwnej. Siłą Borussii nie jest gruby portfel, ale geniusz Juergena Kloppa i jego graczy. Od triumfu w Champions League w 1997 roku, drużyna nigdy nie była tak mocna jak teraz.

Malaga to z kolei stan pośredni między Borussią i PSG. Były obietnice milionowych inwestycji, tymczasem Pellegrini musi liczyć wyłącznie na siebie i swoich graczy. Ci nie zawodzą, jak długo będą w stanie? Jak długo można budować przyszłość i sukces, na pustych słowach? Galatasaray też marzy, że sięgnięcie po Drogbę i Sneijdera okaże się wielkim wybuchem. Wśród ósemki ćwierćfinalistów nie widać nikogo, kto by nie miał czegoś do udowodnienia, lub czuł się absolutnie zaspokojony już teraz.

Czy skład półfinalistów będzie wyglądał tak: Barcelona, Real Madryt, Bayern Monachium, Borussia Dortmund? A może Real, Borussia, Juve, PSG? Możliwości jest wiele, "Królewscy" wydają się jedynym niemal pewnym półfinalistą, druga na tej liście jest Borussia, trzecia Barcelona, w czwartej parze niespodzianki nie będzie.

W Lidze Mistrzów dzień losowania zaczyna wywoływać podobne emocje, jak cała kolejka ligowa w dowolnych rozgrywkach krajowych.

Autor: Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o Lidze Mistrzów z autorem artykułu

Dowiedz się więcej na temat: Liga Mistrzów | Real Madryt | FC Barcelona | Borussia Dortmund

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama