Mourinho nie jest pewny, czy Real sprosta zadaniu

To będzie jego fiasko? Jose Mourinho uważa, że dzisiejszy rewanż z Borussią Dortmund w półfinale Champions League to najważniejszy mecz Realu Madryt w ostatniej dekadzie. "The Special One" zasugerował jednak, iż nie jest pewny, czy jego piłkarze sprostają zadaniu. Trójka Polaków awansuje do finału? To się w głowie nie mieści!

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Real - Borussia. Początek o 20.45

Reklama

Relację na żywo możesz też śledzić na urządzeniu mobilnym

Zmasowana kampania klubu z Santiago Bernabeu, by po klęsce 1-4 w Dortmundzie przywrócić wiarę w awans do finału wśród piłkarzy i kibiców, niezbyt wiele obchodzi Mourinho. Portugalczyk ma własne metody motywacyjne, odnosząc się do swoich podwładnych z ironią i sarkazmem. Przed dzisiejszym rewanżem z Borussią wrócił do starcia w Dortmundzie opowiadając, że jego gracze są tak "godni", "przyzwoici" i "niewinni", iż nie potrafili nawet sfaulować Roberta Lewandowskiego, czyli człowieka, który wbił im cztery bramki. "Tymczasem po 10 minutach Ronaldo oberwał już pięć kopniaków" - dodał.

Jeśli stwierdzenie Mourinho traktować dosłownie, łatwo udowodnić mu demagogię. W statystykach starcia na Signal Iduna Park zarejestrowano dwa faule na Ronaldo i jeden na Lewandowskim, dokonany przez Sergio Ramosa. Ogólne wrażenie większości obserwatorów było jednak podobne do odniesionego przez trenera "Królewskich". Jeszcze w Dortmundzie Ramos wyznał hiszpańskiej prasie: "Zabrakło nam charakteru, mnie pierwszemu".

Oddali pole ludziom będącym na dorobku


Trudno się nie zgodzić się z Mourinho. To niewiarygodne, żeby w starciu o pierwszy od 2002 roku finał Champions League, gracze Realu, starannie wyselekcjonowani, doświadczeni i sowicie opłacani, oddali pole tak łatwo grupie piłkarzy na dorobku. Już przed wyjazdem do Dortmundu "The Special One" tłumaczył swoim gwiazdom, że to dla nich życiowa szansa, tymczasem "zachowywali się, jakby to był mecz towarzyski".

Mourinho nie jest więc pewien, czy ta grupa piłkarzy jest zdolna do właściwej reakcji dzisiaj na Santiago Bernabeu? Mimo iż wszyscy gracze Realu, zaczynając od Cristiana Ronalda, nawołują fanów do stworzenia niezapomnianej atmosfery na trybunach, trener ogłasza tylko, że ewentualną klęskę, czyli odpadnięcie z rywalizacji weźmie na siebie. Wydaje się jednak niemożliwe, by gospodarze nie wypruwali sobie żył na boisku. Kibice nie wybaczyliby im tego bardzo długo.

Fani największym majątkiem BVB


Juergen Klopp zapewnia, że gracze z Dortmundu są tego świadomi. Stojąc u progu życiowego sukcesu, nie mają prawa się cofnąć. Trzy gole przewagi nad taką drużyną jak Real w boju o finał Ligi Mistrzów, są wystarczającym zobowiązaniem do walki. Zobowiązaniem nie tylko wobec siebie, ale wiernych fanów z Dortmundu, będących największym majątkiem klubu. Kiedy groził mu upadek, dziesiątki tysięcy zdyscyplinowanych ludzi natychmiast wykupiły jego akcje.

Możliwość porównywania się z Realem Madryt, to dla Borussii Dortmund bezdyskusyjny powód do dumy. Kiedy klub z Westfalii walczył o przetrwanie, wchodząc na giełdę we Frankfurcie, "galaktyczni" z Madrytu byli królami piłkarskiej Europy. Od tamtej pory "Królewscy" liderują liście najbogatszych przedsiębiorstw futbolowych, Borussia odbudowała swoją pozycję dzięki skromności, pracowitości, pracy z młodzieżą i znakomitym ruchom transferowym. Tym najgenialniejszym był zakup Roberta Lewandowskiego z Lecha Poznań za marne 4,5 mln euro. Podkreśla to duża część hiszpańskich mediów.

Trójka Polaków w finale?


Wielu polskim kibicom wciąż nie mieści się w głowach, że mogliby zobaczyć trzech rodaków w finale Champions League. Dotąd bohaterami na tym poziomie byli tylko Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk i Jerzy Dudek. Lewandowski przyćmił ostatnio wszystkich w Dortmundzie, nie tylko Łukasza Piszczka i Kubę Błaszczykowskiego. Prawy obrońca Borussii jest jednak cichym bohaterem zespołu, borykając się z urazami, zaciska zęby i kiedy trzeba dotrzymuje kroku Ronaldo. Kapitan reprezentacji Polski przeszedł w ostatnim roku metamorfozę nie mniejszą niż Lewandowski. Stał się jednym z tych graczy, którzy sami potrafią rozstrzygać mecze. Trudno wykluczyć, że na Bernabeu zobaczymy dziś kolejnego "polskiego" gola, i to zdobytego inną nogą niż w Dortmundzie.

Bez względu na obawy i sarkazm Mourinha, zobaczymy dziś w Madrycie fascynujące widowisko. Kolos zrobi wszystko, by ratować swoje szanse, goście z Dortmundu czują, że nie mogą postawić wyłącznie na defensywę. Już pierwszy mecz pokazał, że drużyna Kloppa ma więcej atutów w ataku. Taktyka obliczona na przeczekanie i upływ czasu byłaby samobójstwem. Gole muszą paść, pytanie dla kogo, ile i kto je strzeli? Można się spodziewać znacznie większych emocji niż sześć dni temu.

Połamie sobie zęby na Kloppie?


Bez względu na to, co mówi Mourinho, dla niego też jest to jeden z najważniejszych meczów w karierze. Karierze pełnej niewiarygodnych triumfów, przede wszystkim w Champions League. W 2004 roku jego Porto wyeliminowało Manchester United, sześć lat później jego Inter - Barcelonę, by w finale pobić Bayern. W Madrycie dostał środki, jakimi wcześniej nie dysponował, wszystko podporządkowano marzeniu o "La Decima". Gdyby ją zdobył, innych trenerów odsunąłby w cień. W 1/8 finału Real stanął na krawędzi nieszczęścia w rywalizacji z Manchesterem United, ale się wywinął. I teraz, w decydującej chwili ma połamać sobie zęby na Borussii i Kloppie?

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o dzisiejszym meczu na forum!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje