Andrzej Wójcik o śmierci ojca Janusza: To było nagłe

Legendarny trener Janusz Wójcik, selekcjoner naszej srebrnej drużyny z igrzysk olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, zmarł w poniedziałek w wieku 64 lat. Był skarbnicą anegdot i mniej lub bardziej rubasznych powiedzonek, ale w domu był przede wszystkim mężem i ojcem. O jego ostatnich godzinach życia opowiada syn Andrzej.

Informacja o śmierci Wójcika nie tylko zatrwożyła opinię publiczną, ale przede wszystkim spadła, niczym grom z jasnego nieba, na najbliższych trenera.

Reklama

"W niedzielę wieczorem oglądaliście w restauracji mecz Legii. Po meczu odwieźliśmy tatę do domu, a ja pojechałem pograć w piłkę. Gdy wróciłem, zastałem ojca leżącego na podłodze. To było nagłe" - ubolewa Andrzej Wójcik w rozmowie z "Super Expressem". "Najprawdopodobniej tata dostał ataku epileptycznego, miewał już takie wcześniej" - dodał syn.

Nadmienił, że szybko przeprowadzona operacja w szpitalu udała się, Wójcik senior był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej, ale w poniedziałek, parę minut po godz. 11, nastąpił zgon. "Niestety, od jakiegoś czasu, tata miał problemy z sercem. I ono nie wytrzymało. Zawsze powtarzał: ‘jeśli pompa będzie mi chodzić, to wszystko będzie grało i buczało’ - wspomina Andrzej Wójcik.

Dwa dni wcześniej, 18 listopada, Janusz Wójcik obchodził 64. urodziny.

W olimpijskiej ekipie Wójcika, która w finale igrzysk przegrała 2-3 z Hiszpanią, grali m.in. Andrzej Juskowiak, Wojciech Kowalczyk, Jerzy Brzęczek, Marek Koźminski, Tomasz Wałdoch, czy Grzegorz Mielcarski.

Cieniem na jego karierze położył się fakt, że był zamieszany w korupcję w polskim futbolu.

Był barwną postacią, a jego odważne sądy i opinie odbijały się szerokim echem w środowisku piłkarskim. Wydał autobiografię "Wójt. Jedziemy z frajerami. Całe moje życie".

Art

Dowiedz się więcej na temat: janusz wójcik | Andrzej Wójcik

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje