Henryk Kasperczak o najbardziej dramatycznych epizodach w PNA

To będzie szczególne spotkanie dla trenującego reprezentację Tunezji Henryka Kasperczaka. W ćwierćfinałach Pucharu Narodów Afryki, prowadzony przez niego zespół jest już po raz piąty, do tego dzisiejsze spotkanie z Burkina Faso jest jubileuszowym 30. występem, podczas którego polski trener prowadzi drużynę w finałach mistrzostw Czarnego Lądu. Pod tym względem należy do rekordzistów. Trener Kasperczak opowiada Interii o najbardziej dramatycznych epizodach związanych z grą w 1/4 PNA.

W mistrzostwach Czarnego Lądu popularny Henri zadebiutował w 1994 roku. Turniej odbywał się akurat w Tunezji, a dobrze radzący sobie wcześniej na ławce trenerskiej w klubach francuski szkoleniowiec, prowadził ówczesnego mistrza kontynentu Wybrzeże Kości Słoniowej. W ekipie "Słoni" nie było jeszcze wtedy zawodników pokroju Didiera Drogby czy braci Toure, ale na kontynencie afrykańskim była to absolutna czołówka. W meczu o czołową czwórkę "Słoniom" przyszło się spotkać z innym z faworytów imprezy Ghaną, z którą dwa lata wcześniej WKS wygrał w finale PNA po serii karnych 11-10. W składzie "Czarnych Gwiazd" były wtedy takie gwiazdy, jak Abedi Pele czy grający z Janem Furtokiem w Eintrachcie Frankfurt Anthony Yeboah. W decydującym spotkaniu triumfował jednak zespół Kasperczaka, który wygrał 2-1. Zwycięskiego gola w 81 minucie zdobył Abdoulaye Traore, jeden z najlepszych napastników w historii Wybrzeża Kości Słoniowej. Ostatecznie w swoim debiucie na afrykańskim kontynencie Kasperczak skończył ze "Słoniami" na 3 miejscu.

Odmówili strzelania jedenastek

Reklama

Po turnieju u siebie Tunezyjczycy szybko namówili Kasperczaka na pracę w swoim kraju. Na stanowisku selekcjonera "Orłów Kartaginy" wytrzymał 4 lata, co na afrykańskim kontynencie i wtedy i teraz jest ewenementem.

Podczas turnieju w RPA w 1996 r. ekipa z Afryki Północnej, która dwa lata wcześniej na swoich boiskach doznała klęski nie wychodząc z grupy, tym razem, m.in. kosztem WKS, weszła do czołowej ósemki. Tam w ćwierćfinale czekał Gabon. Po regulaminowych 90 minutach i półgodzinnej dogrywce, spotkanie nie zostało rozstrzygnięte. Skończyło się na wyniku 1-1. W tej sytuacji o awansie do czołowej czwórki decydowały karne.

- Ten mecz rozgrywaliśmy bodajże w Durbanie. Lecieliśmy na niego rejsowym samolotem i jakoś tak wyszło, że z opóźnieniem dotarliśmy do hotelu, a potem na stadion, gdzie następnego dnia miało przyjść nam zagrać. O normalnym treningu na głównej płycie nie było już mowy. W tej sytuacji postanowiliśmy się przebrać i przeprowadzić rozruch na bocznym boisku, wykorzystując światło z ulicznych lamp. Chcieliśmy jeszcze poćwiczyć strzelanie karnych, ale z powodu takich, a nie innych warunków nie było to możliwe - opowiada nam trener Kasperczak.

Tuż przed konkursem jedenastek w starciu z Gabonem, doszło do niecodziennej sytuacji. - Wcześniej z całym sztabem ustaliliśmy, kto ma podchodzić do karnych. Piłkarze byli na środku boiska, a sędzia dopuścił do nich tylko głównych szkoleniowców. Podchodzę do swoich zawodników i mówię im, strzelać będziesz ty, ty i ty. A oni na to, że nie czują się na siłach, że nie chcą. Zacząłem krzyczeć: "Czy wyście zgłupieli?!". W końcu zgłosiła się grupa pięciu chłopaków. Wracam na ławkę, a asystenci pytają, kto strzela. Tłumaczę im, kto odmówił, a kto się zgłosił. Moi współpracownicy załamali się. Zaczęli mi tłumaczyć, że z grupy tych wyznaczonych, nikt wcześniej nie podchodził do karnych. W sumie jednak skończyło się dobrze, bo prawie wszyscy trafili i awansowaliśmy do półfinałów - wspomina polski szkoleniowiec. Serię karnych Tunezja wygrała wtedy z Gabonem 4-1.

Ostatecznie turniej w RPA prowadzona przez Kasperczaka Tunezja skończyła na drugim miejscu. W decydującym spotkaniu przegrała z gospodarzami 0-2.

Mieli rywala na łopatkach

Dwa lata później "Orły Kartaginy" miały szansę na powtórzenie swojego wyniku, a może nawet na coś więcej. Wygrały grupę, a w 1/4 przyszło im się zmierzyć z organizującą wtedy turniej Burkina Faso. Mecz w stolicy Wagadugu obserwowało 35 tys. kibiców. Podobnie jak dwa lata wcześniej, tak i teraz o wszystkim decydowały karne, bo po 120 minutach było 1-1.

Trener Kasperczak do dziś zżyma się na wspomnienie tamtego spotkania. - Broniliśmy wtedy wywalczonego dwa lata wcześniej wicemistrzostwa kontynentu. Miałem bardzo dobry zespół, taki, który było stać na powtórzenie wcześniejszego sukcesu, a nawet sięgnięcie po tytuł. W serii karnych dwa razy mieliśmy gospodarzy na łopatach, ale niestety, ulegliśmy. W piłce tak czasami jest - opowiada.

Swoich szans nie wykorzystali piłkarze Esperance. Wystarczyło, żeby do siatki trafił najpierw Sirajeddine Chihi, a potem Taoufik Hicheri, żeby Tunezja była w czołowej czwórce. Tak się jednak nie stało. Potem jeszcze "jedenastek" nie wykorzystał Sami Trabelsi i Burkina Faso wygrała dramatyczne spotkanie 8-7.

Kawałek ziemi w Bamako

Po raz czwarty w ćwierćfinale Pucharu Narodów trener Kasperczak był w 2002 roku. Na kilka miesięcy przed turniejem został selekcjonerem "Orłów z Bamako". Miał im zapewnić sukces, bo akurat ten jeden z najbiedniejszych krajów Afryki, organizował turniej u siebie. Trener Kasperczak wprowadził do zespołu młodych zawodników, jak Seydou Keitę oraz Mahamadou Diarrę, później piłkarzy Barcelony czy Realu.

W 1/4 gospodarze zagrali z czołową wtedy reprezentacją Czarnego Lądu RPA. W ekipie "Bafana Bafana" byli wtedy jeszcze tacy gracze, jak Benni McCarthy (wtedy Porto), Quinton Fortune (Manchester United) czy Siabonga Nomvete (Udinese).

- Mieli wtedy świetny zespół z wieloma dobrymi zawodnikami. Byli jednym z faworytów turnieju. To jednak my okazaliśmy się lepsi i wygraliśmy 2-0 - mówi trener Kasperczak.

Mali skończyło wtedy turniej na 4. miejscu, a naszego trenera uhonorowano niecodziennym prezentem, a mianowicie... kawałkiem ziemi w stolicy kraju Bamako! Kilka lat później pytałem trenera Kasperczaka co stało się z tą ziemią. - Dostałem ją, ale nie wiedziałem, co z nią zrobić. Przecież nie będę jej uprawiał. Powiedziałem chłopakom: "Jak chcecie, to weźcie ją ode mnie". Zajmował się nią potem Djibril Sidibe - odpowiedział Henri.

Mecz o wszystko

Dzisiaj Kasperczaka czeka ćwierćfinał numer 5 Pucharu Narodów Afryki, a jednocześnie spotkanie numer 30 w finałach mistrzostw Czarnego Lądu. Na ten bilans składa się 11 zwycięstw, 9 remisów i 9 porażek. Jak będzie w popołudniowym meczu z Burkina Faso?

 - Na boisko trzeba wyjść bez jakichkolwiek kalkulacji. To przecież tylko jeden mecz. Potrzeba maksimum zaangażowania i chęci wygrania ze strony każdego zawodnika - mówi nam trener Kasperczak.

Jedno jest pewne, jak jego zespół dzisiaj wygra, to na kolejne dziesięć lat nie musi się martwić o pracę na Czarnym Lądzie. Piłkarskie federacje w Afryce będą się biły o jego zatrudnienie.

Michał Zichlarz

XXXI Puchar Narodów Afryki 2017

Ćwierćfinały


Sobota

Burkina Faso - Tunezja

Senegal - Kamerun


Niedziela

DR Konga - Ghana

Egipt - Maroko

Dowiedz się więcej na temat: Henryk Kasperczak | Puchar Narodów Afryki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje