Jacek Bąk: Latem piłkarze uciekają z Kataru

"Latem upał w Katarze jest tak duży, że drużyny klubowe uciekają stamtąd do Europy. Trudno wyobrazić sobie wtedy rozegranie piłkarskich mistrzostw świata" - powiedział Jacek Bąk, 96-krotny reprezentant Polski, który dwa sezony spędził w tamtejszej lidze.

Polska Agencja Prasowa: Zdziwił się pan, gdy w 2010 roku FIFA przyznała Katarowi organizację mistrzostw świata?

Reklama

Jacek Bąk: Bardziej się ucieszyłem niż zdziwiłem, bo wiem, że Katarczycy mogą zorganizować wyjątkową imprezę. Dla tego kraju i jego mieszkańców byłoby to niesamowite wyzwanie, ale i jednocześnie olbrzymia nobilitacja, promocja. Na pewno zrobiliby wszystko, co w ich mocy, by zadziwić świat, nie tylko piłkarski.

Na pewno nie grożą Katarowi kłopoty finansowe...

- Oczywiście, pieniądze na inwestycje to żaden problem. Na pewno byłby to mundial z wielką pompą, inny niż wszystkie wcześniejsze. Nie wiem jednak, czy działacze FIFA przyznając temu państwu jego organizację wzięli pod uwagę wymiar sportowy. Na jakości mistrzostwa na pewno stracą. W czerwcu i lipcu, gdy zwyczajowo odbywają się wielkie turnieje, tam w piłkę praktycznie nie da się grać.

Pan jako zawodnik klubu Al-Rajjan przeżył to na własnej skórze...

- Ze względu na panujące upały, ligę kończyliśmy zwykle na początku maja. Po ponadmiesięcznym odpoczynku wracaliśmy do zajęć, ale w lecie, czyli terminie mistrzostw świata, wszystkie drużyny po prostu uciekały do Europy. Wracaliśmy w sierpniu i pierwsze mecze rozgrywaliśmy ok. godz. 20-21. Mimo to termometry wskazywały ponad 40, czasem nawet 50 stopni Celsjusza.

Jak reagują w takich warunkach organizmy zawodników?

- Strata trzech, czterech kilogramów podczas meczu to norma. Zdarzało się, że chudłem i pięć. Organizm potrzebuje kilku dni, by się zregenerować, a przecież program MŚ jest ustawiony tak, że między spotkaniami są 3-4 dni przerwy. Pamiętam przypadek, że wróciłem do Kataru po dwóch meczach kadry. Byłem zmęczony, a czekał mnie jeszcze występ w klubie. Nie dotrwałem do końca na boisku. Było mi słabo, kręciło mi się w głowie, w szatni siedziałem godzinę, zanim doszedłem do siebie.

Uczestniczył pan w mundialu w Korei Płd. w 2002 roku, gdzie też klimat dawał się wam ze znaki...

- Ale tamtejszych temperatur, nawet przy dużej wilgotności, nie ma nawet sensu porównywać z tym, co czeka piłkarzy w Katarze. Tam wszystko jest tak niesamowicie nagrzane, że nawet po zachodzie słońca nie czuć ulgi. Przed debiutem trochę się przestraszyłem, bo zobaczyłem na rozgrzewce, że kibice na trybunach ledwo dyszą. Jakoś dałem radę, ale poziomu ligowego, tempa gry nie sposób zestawić z tym, co prezentują zespoły na MŚ.

Katarczycy roztaczają jednak piękne wizje stadionów z klimatyzacją...

- Oni są w stanie wybudować wszystko, nawet całe miasto od podstaw i to na środku pustyni, o czym sam się przekonałem. Jednak nie bardzo wyobrażam sobie stadion z klimatyzacją, chyba, że z zamkniętym non-stop dachem, co oznaczałoby w istocie grę w hali. Ale co poza obiektem? Fani z Europy, których pewnie najwięcej przyjechałoby na MŚ, mieliby kłopot ze zniesieniem upałów.

FIFA rozważa przeniesienie turnieju na styczeń. Byłoby łatwiej?

- Na pewno, choć i wtedy zdarzają się dni, że jest 25, a nawet 30 stopni. Do tego dochodzi ciepły, taki ciężki wiatr. Na pewno klimatu nie można porównać z Europą, ale to okres bardziej sprzyjający grze w piłkę. Pojawiają się jednak inne problemy, m.in. z rozgrywkami ligowymi w Europie. FIFA ma twardy orzech do zgryzienia.

A gdyby jej szef Joseph Blatter i jego współpracownicy zapytali o podpowiedź pana?

- Wydaje mi się, że oni teraz kombinują, jak Katarowi odebrać mundial, ale jednocześnie wyjść z tego z twarzą. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłyby mistrzostwa w styczniu bądź lutym, ale jednak tam. To na pewno byłoby ciekawe doświadczenie, niepowtarzalny turniej i nikt by się za organizację nie wstydził.

A jak z zainteresowaniem mieszkańców Kataru futbolem?

- Średnio. Oni są dość wygodni. Wielką piłkę najchętniej oglądają w telewizji. Przeciętnie na mecze ligowe przychodzi tysiąc, może dwa tysiące ludzi. Choć te najważniejsze potrafią ściągnąć na trybuny nawet 30 tysięcy.

No i drużyna gospodarzy nie byłaby wśród faworytów...

- Z tego co wiem, to oni już rozpoczęli przygotowania, czyli ruszył proces nadawania obywatelstwa piłkarzom z innych krajów, głównie Brazylijczykom, bo w nich są mocno zakochani. Myślę, że mogą sklecić dość ciekawą reprezentację, a gdyby jednak mundial był latem, to jej szanse idą w górę.

Rozmawiał Paweł Puchalski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje