LM: Porażki MU i Juve

Nie najlepiej rozpoczęły pucharową fazę Ligi Mistrzów Manchester United i Juventus Turyn. Mistrzowie Anglii przegrali w Porto 1:2, natomiast mistrzowie Włoch ulegli na wyjeździe Deportivo La Coruna 0:1 w swoich pierwszych meczach 1/8 finału najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek.

W pozostałych środowych spotkaniach Chelsea Londyn wygrała w Stuttgarcie z VFB 1:0, a Olympique Lyon w takim samym stosunku pokonał w San Sebastian miejscowy Real Sociedad.

Reklama

Na Riazor w La Coruni spory zawód przeżyli kibice Juventusu. Mistrzowie Włoch praktycznie całe spotkanie bronili się przed atakami świetnie dysponowanych piłkarzy Deportivo. Napór podopiecznych Javiera Irrurety przyniósł efekt w 37. minucie. Scaloni dośrodkował w pole karne, gdzie niefortunnie głową interweniował Thuram. Francuz odbił piłkę głową wprost pod nogi Alberto Luque, który precyzyjnym wolejem z ostrego kąta pokonał bezradnego Buffona.

Juventus w pierwszej połowie stracił nie tylko gola, ale również swojego najlepszego napastnika, Davida Trezegueta, który po walce o górną piłkę nieszczęśliwie upadł na murawę i doznał kontuzji barku. W przerwie meczu zastąpił go Miccoli, który mógł nawet zdobyć wyrównującą bramkę, ale jego strzał doskonale obronił Francisco Molina (przed przerwą bramkarz Deportivo także doskonale interweniował w sytuacji sam na sam z Del Piero). Zespół z Galicji mógł zdobyć następne gole, ale po uderzeniach Victora Juventus od wyższej porażki uratował Buffon.

Piłkarze FC Porto pokonali 2:1 Manchester United w pierwszym występie na nowym stadionie. Na Estadio Dragao gospodarze wystąpili bez kontuzjowanego Derleia, zawieszonego za kartki Costinhy i pozyskanego Sergio Conceicao, który występował już w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów w barwach Lazio. W Manchesterze zabrakło Silvestre'a, który w ostatnim spotkaniu ligowym nabawił się kontuzji.

Mecz lepiej rozpoczął się dla gości, którzy w 14. minucie objęli prowadzenie. Z rzutu wolnego krótko podał Giggs, mocny strzał Scholesa odbił przed siebie Baia, a jako pierwszy do piłki doszedł Fortune i wykorzystując bierną postawę obrońców skierował ją do siatki.

Wyrównanie padło kwadrans później. Akcję zainicjował Dmitrij Alejniczew, dośrodkował mocno pod bramkę, gdzie uderzeniem z powietrza Howarda pokonał Benny McCarthy. Chwilę później tylko świetna interwencja angielskiego bramkarza zapobiegła stracie drugiego gola, gdy z dystansu strzelał ponownie McCarthy. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.

Druga połowa należała do gospodarzy, którzy dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej zagrażali bramce Howarda. Decydująca o losach meczu okazała się 78. minuta. Na pole karne dośrodkował Nuno Valente, a McCarthy wyskoczył wyżej od Gary'ego Neville'a i strzałem głową zdobył swojego drugiego gola.

Jak się okazało, nie był to koniec nieszczęść Manchesteru. Tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra Roy Keane brutalnie sfaulował Victora Baię i sędzia bez wahania pokazał mu czerwoną kartkę. Tym samym kapitan "Czerwonych Diabłów" nie wystąpi w rewanżu na Old Trafford.

Blisko awansu do ćwierćfinału są piłkarze Chelsea Londyn, którzy pokonali w Stuttgarcie VfB 1:0. To pierwsze zwycięstwo "The Blues" po dwóch porażkach 1:2 z Arsenalem w lidze i Pucharze Anglii. Niemcom nie udało się natomiast przełamać fatalnej serii. W ostatnich ośmiu ligowych meczach wygrali tylko raz, a w sobotę ulegli również 0:1 Kaiserslautern.

W meczu z Chelsea "złota bramka" padła już w 12. minucie meczu. Prawą stroną popędził Glenn Johnson i mocno dośrodkował pod bramkę w kierunku Crespo. Piłka nie dotarła do Argentyńczyka, bowiem wcześniej jej lot przeciął wchodzący wślizgiem Fernando Meira. Portugalczyk uczynił to jednak tak nieszczęśliwe, że futbolówka tuż przy słupku znalazła się w bramce bezradnego Hildebranda.

W drugiej połowie obie drużyny miały szanse na zmianę wyniku, bardziej zdecydowanie próbowali atakować gospodarze, ostatecznie jednak wynik nie uległ zmianie.

To pierwsza porażka VfB na własnym boisku w tej edycji Ligi Mistrzów. W trzech dotychczasowych meczach w fazie grupowej Niemcy odnieśli trzy zwycięstwa i pokonali m.in. Manchester United.

W baskijskim San Sebastian rewelacja poprzedniego sezonu Primera Division, Real Sociedad nie sprostał mistrzom Francji, drużynie Olympique Lyon. Na Anoeta losy spotkania rozstrzygnęły już w 18. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Maoludy piłkę do własnej bramki skierował Argentyńczyk Gabriel Schurrer. W rewanżu, który za dwa tygodnie zostanie rozegrany w Lyonie zdecydowanym faworytem do awansu wydają się więc piłkarze Olympique.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje