Piłkarski PP. Chrobry Głogów czekał na ćwierćfinał 38 lat

Po 38 latach piłkarze pierwszoligowego Chrobrego Głogów ponownie zagrają w ćwierćfinale Pucharu Polski. Rywalem zespołu z Dolnego Śląska będzie Arka Gdynia. „Nie mamy nic do stracenia, a wiele do zyskania” – powiedział pomocnik Chrobrego Mateusz Machaj.

Awans Chrobrego do ćwierćfinału Pucharu Polski jest jednym z największych sukcesów w historii klubu z Dolnego Śląska. Głogowianie mają szanse powtórzyć wynik z sezonu 1979/80, kiedy dotarli aż do półfinału. W drodze do najlepszej czwórki pokonali wówczas m.in. Zagłębie Sosnowiec (2-1), Gwardię Koszalin (1-0) a w ćwierćfinale Stal Stocznię Szczecin (2-1). Chrobrego zatrzymała dopiero Legia Warszawa (0-4), która później sięgnęła po Puchar Polski.

Reklama

W środę na drodze Chrobrego po powtórzenia sukcesu sprzed blisko 40 lat stanie grająca w Ekstraklasie Arka. Pomocnik głogowian Mateusz Machaj przyznał, że daje się odczuć w klubie rangę tego spotkania. "Wszyscy chyba wiedzą o co gramy i przed jaką szansą stajemy. Nie ma jednak dodatkowej presji, bo nie mamy nic do stracenia, a za to wiele do zyskania. Jak nie awansujemy dalej, to nie będzie tragedii, bo przed sezonem pewnie nikt się nie spodziewał, że tak daleko dojdziemy. Nie zadawalamy się jednak tym i chcemy więcej" - dodał.

W drodze do ćwierćfinału podopieczni trenera Grzegorza Nicińskiego pokonali m.in. Ruch Chorzów (3:1) oraz Piasta Gliwice (2-1). W obu przypadkach to rywale strzelali pierwsi gola, ale głogowianie potrafili odpowiedzieć.

Mateusz Machaj przyznał, że do wszystkich poprzednich meczów w PP przystępowali i przygotowywali się jak do ligowych spotkań i podobnie będzie też teraz. "Trener na pewno przygotuje nam analizę rywala, ale tak jest zawsze przed każdym pojedynkiem. Arka ostatnio wyraźnie odżyła, wygrywa, strzela gole i pnie się w tabeli ekstraklasy. To oznacza, że są w formie i nie będzie to łatwy mecz, ale o tym wiedzieliśmy już wcześniej. Nie uważam jednak, abyśmy byli bez szans" - dopowiedział pomocnik Chrobrego.

Starcie z Arką na pewno będzie wyjątkowym meczem dla trenera Nicińskiego, który jest wychowankiem gdyńskiego klubu, a w poprzednim sezonie już jako szkoleniowiec doprowadził zespół z Trójmiasta aż do finału Pucharu Polski. W samym finale jednak już Arki nie poprowadził, bo wcześniej z powodu słabych wyników w lidze został zwolniony.

Machaj zapewnił, że na środowy mecz nikogo nie będzie trzeba mobilizować. "Gramy o jak najlepszy wynik dla Chrobrego, ale też gramy dla siebie. Puchar to doskonała okazja pokazania się całej Polsce, zwłaszcza, że to ćwierćfinał i wszystkie spotkania na tym etapie budzą już duże zainteresowanie. Można się wypromować i dlatego każdy będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony" - wyjaśnił.

Pierwszy mecz głogowianie zagrają u siebie, rewanż w Gdyni, ale według pomocnika Chrobrego nie ma to większego znaczenia, bo aby awansować, trzeba będzie zagrać dwa równe spotkania na maksimum swoich możliwości.

"Jasne jest, że najlepiej byłoby wygrać pięć, czy sześć do zera. Ale jesteśmy realistami. Pierwsze założenie jest takie, aby nie stracić gola u siebie. Jeżeli coś się uda nam strzelić, będzie super. Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy faworytami, ale tak jak mówiłem, nie mamy nic do stracenia, a wiele do zyskania" - podsumował Machaj.

Początek pierwszego ćwierćfinałowego meczu Chrobry - Arka w środę o godz. 18.

Terminarz spotkań 1/4 finału Pucharu Polski


Dowiedz się więcej na temat: Chrobry Głogów | Arka Gdynia | Grzegorz Niciński | Puchar Polski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje