Polska - Walia: Zmiennicy nie zawiedli

Po zwycięstwie w tak ciężkim meczu, selekcjoner kadry, Jerzy Engel może już z większym optymizmem patrzeć na dublerów. Kadra na upragnione finały mistrzostw świata krystalizuje się po każdym spotkaniu. W wyniku plagi kontuzji i żółtych kartek zawodników, którzy w poprzednich meczach odgrywali czołowe role w zespole, selekcjoner zmuszony był skorzystać ze zmienników. Mecz z Walią miał potwierdzić ich wartość.

Na najbardziej newralgicznej pozycji, czyli w środku pola, za Świerczewskiego i Kałużnego zagrali Tomasz Zdebel oraz Arkadiusz Bąk.

Reklama

Zdebel nie zawiódł, ale też i nie zachwycił. Daleko mu jeszcze do miana króla środka pola, ale chęci do gry nie można temu zawodników odmówić. Znacznie lepiej szło mu w destrukcji niż w konstruowaniu ataków, stąd występ jego nie był błyskotliwy. Zauważył to trener, zmieniając go w drugiej połowie na Jacka Krzynówka, który zanotował przyzwoity występ w tak ważnym spotkaniu.

O wiele korzystniej zaprezentował się pomocnik Polonii Warszawa, Arkadiusz Bąk. Co prawda kilka razy zbyt łatwo stracił piłkę, ale ogólnie można być zadowolonym z jego postawy. Bardzo dobrze zastawiał się przy przyjęciu piłki, próbował dokładnie dogrywać piłkę do napastników, a co chyba najważniejsze, walczył jak równy z równym z silniejszymi fizycznie rywalami.

Przed spotkaniem z Armenią, Jerzy Engel może znów mieć dylemat, tym razem bogactwa. Czy wystawić Bąka zamiast Kałużnego, który w lidze spisywał się fatalnie, czy też pozwolić pomocnikowi Wisły na grę, mając na uwadze liczbę zdobytych bramek w eliminacjach?

Do gry w obronie wrócił po dłuższej przerwie Jacek Bąk, zastępując kontuzjowanego imiennika, Zielińskiego. Mecz z Walią zawodnik Olympique Lyon może zaliczyć do udanych. Uprzedzał groźnych napastników gospodarzy i kilka razy dokładnie obsłużył pomocników prostopadłymi podaniami. To właśnie on celnym zagraniem puścił w bój Tomasza Iwana, który asystował przy bramce Olisadebe. Główną cechą Bąka jest doskonały przegląd sytuacji na boisku. Oby tylko omijały go kontuzje.

Drugim zawodnikiem powracającym do gry w reprezentacji był Andrzej Juskowiak. Napastnik WfL Wolfsburg od kilku spotkań nie może przełamać magicznej liczby trzynastu bramek w kadrze. W Cardiff na Millennium Stadium również nie udało mu się pokonać bramkarza rywali. Przy ocenianiu Juskowiaka trzeba wziąć pod uwagę fakt, że jest on innym typem napastnika niż Olisadebe czy Kryszałowicz. Andrzej nie inicjuje akcji, tylko czeka na dokładne podanie z linii pomocy i wtedy pokazuje swój nieprzeciętny talent do zdobywania bramek. Celnych podań w meczu z Walią miał niewiele, stąd nie miał okazji wykazania się.

Reasumując - dwóch z owych zmienników (Jacek i Arkadiusz Bąk) pokazało, że potrafi walczyć i grać na wysokim poziomie. Zdebel musi jeszcze nabrać pewności siebie, bo talent do gry z pewnością posiada, a Juskowiak powinien przestać myśleć o "pechowej trzynastce" i zacząć grać mniej pasywnie.

Kto poleci do Japonii i Korei? Z pewnością Ci, którzy sprawdzają się w meczach eliminacyjnych, nawet jeśli są tylko dublerami.

Andrzej Łukaszewicz, Cardiff

Dowiedz się więcej na temat: engel | mecz | jerzy engel | selekcjoner | Walia | Zmiennicy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje