El. ME piłkarek ręcznych - Kudłacz: Grupa nie jest łatwa

Faworyt Czarnogóra oraz Czechy i Polska to trzy zespoły, które pretendują do awansu z grupy 3. do finałów mistrzostw Europy 2014 piłkarek ręcznych - uważa jedna z najbardziej doświadczonych w ekipie biało-czerwonych Karolina Kudłacz.

Polki, które przebywają na wyjątkowo krótkim zgrupowaniu w Warszawie, eliminacje rozpoczną od meczu w Podgoricy w środę z drużyną z Bałkanów (g. 18.00) - wicemistrzem olimpijskim z Londynu i aktualnym mistrzem Europy.

Reklama

"Nasza grupa nie jest łatwa. Są trzy zespoły, które będą rywalizowały o wyjście. Wiadomo, Czarnogóra to zdecydowany faworyt, zespół klasowy, grający właściwie cały czas wspólnie ze sobą jako Buducnost Podgorica, więc to niebywale zgrany team" - powiedziała PAP 28-letnia rozgrywająca HC Lipsk, z którym dwukrotnie (2009, 2010) sięgnęła po mistrzostwo Niemiec.

Wielokrotna reprezentantka Polski docenia także dokonania naszych sąsiadek zza południowej granicy, z którymi podopiecznym duńskiego trenera Kima Rasmussena przyjdzie zmierzyć się w niedzielę w Lublinie (g. 17.30).

"Czeszki pokazały w ostatnich dwóch latach, że są bardzo dobrym zespołem. Potrafiły wygrywać z Norweżkami (mistrzynie olimpijskie i świata - PAP) i Niemkami. Czekają nas więc dwa bardzo trudne mecze" - wyjaśniła.

Trzecim rywalem w grupie, z której do finałów organizowanych wspólnie przez Węgry i Chorwację awansują dwie najlepsze drużyny, jest Portugalia. Teoretycznie najsłabszy zespół, ale w 2008 roku w dość nieoczekiwanych okolicznościach (wygrana u siebie 37:28 i porażka w rewanżu 24:35), wyeliminował biało-czerwone w fazie play off kwalifikacji ME.

"Po porażce w dwumeczu z Portugalią wypadłyśmy na długi okres z obiegu. Chciałybyśmy się teraz odegrać" - podkreśliła Kudłacz.

Zgrupowanie w Warszawie rozpoczęło się w niedzielę, a już we wtorek rano przez Dubrownik drużyna uda się do Czarnogóry. To bardzo mało czasu, aby się należycie przygotować.

"Praktycznie nie mamy zupełnie czasu na przygotowania. Niektóre zawodniczki jeszcze w niedzielę grały ważne spotkania w klubach, m.in. w Lidze Mistrzów. Ja w ciągu ostatnich sześciu tygodni rozegrałam 14 meczów, praktycznie po 60 minut, więc wychodzi dwa i pół meczu na tydzień. Obciążenia są ogromne i zobaczymy jak ludzki organizm jest w stanie do tego się dopasować. Nie chcę w żaden sposób usprawiedliwiać siebie czy inne dziewczyny, ale przed nami ciężkie dwa mecze w trudnym okresie" - powiedziała.

Kudłacz ma pewien żal do międzynarodowych władz, że tak ułożyły kalendarz. "Oburzona to może za mocne słowo, ale smutno mi, że zawodniczki są traktowane przez europejską federację jak maszyny" - dodała.

Właśnie przez to, że drużyna nie jest jeszcze w komplecie, nie czuć do końca atmosfery napięcia przed ważnym spotkaniem. "Koleżanki wciąż dojeżdżają. Dlatego nie czuć jeszcze atmosfery typowo przedeliminacyjnej. Na razie każda jest jeszcze myślami gdzie indziej, ale sądzę, że szybko się pozbieramy i będzie tak jak podczas ostatnich eliminacji mistrzostw świata, w których wygrałyśmy dwumecz ze Szwedkami" - wyjaśniła.

Reprezentacyjna rozgrywająca podkreśliła, że poza zmęczeniem, zarówno ona jak i jej koleżanki, czują się dobrze.

"Na razie żadna z nas na większe urazy nie narzeka. Było dużo spotkań, więc na pewno każdej coś tam gdzieś doskwiera, ale o tym się zapomina walcząc dla reprezentacji Polski" - oznajmiła na koniec rozmowy.

Cezary Osmycki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje