Marcin Lijewski wraca do Wybrzeża Gdańsk

"Historia zatoczyła koło" - powiedział Marcin Lijewski, który po 13 latach znów będzie bronił barw Wybrzeża Gdańsk.

Marcin Lijewski trafił do Wybrzeża w 1996 roku z Ostrovii Ostrów Wielkopolski. W tym zespole występował przez pięć lat, a dwa ostatnie sezony uświetnił zdobyciem mistrzostwa Polski. W wieku 37 lat popularny "Szeryf" wrócił do gdańskiego klubu, którego trenerem, podobnie jak 13 sezonów temu, jest Daniel Waszkiewicz.

Reklama

"Kiedyś powiedziałem sobie, że chciałbym zakończyć przygodę z piłką ręczną tam, gdzie ona się na dobre rozpoczęła. Historia zatoczyła zatem koło i bardzo się z tego cieszę. Moja rodzina pochodzi z Gdańska i ja też czuję się rodowitym gdańszczaninem. Mam do tego klubu wielki sentyment, ale nie uważam się za jego ikonę. Nie lubię zresztą tego typu określeń" - zapewnił.

Nowy zawodnik Wybrzeża ma w dorobku 251 występów w reprezentacji Polski oraz srebrny i brązowy medal mistrzostw świata. W 2002 roku w barwach Orlenu Wisły Płock trzeci raz został mistrzem Polski, natomiast kolejne 11 lat spędził w Niemczech, gdzie sięgnął po trzy tytuły mistrza tego kraju, a w 2013 roku triumfował z HSV Hamburg w Lidze Mistrzów. Znakomity prawy rozgrywający zapewnia jednak, że pomimo różnych sukcesów nie zabraknie mu motywacji do podjęcia kolejnego wyzwania.

"Czuję się bardzo dobrze i o swoją postawę jestem spokojny. W Gdańsku na pewno jest spory głód handballa na wysokim poziomie. Wybrzeże to przecież wielka firma, która na pewien czas zniknęła ze sportowej mapy, ale dzięki grupce fanatyków odrodziła się i teraz my jesteśmy odpowiedzialni za to, aby nawiązać do jej dawnych sukcesów. Jako kontynuatorzy wielkich tradycji musimy zrobić wszystko, aby przyciągnąć do hali jak najwięcej kibiców " - stwierdził.

Lijewski zdaje sobie również sprawę, że oczekiwania wobec jego osoby będą w Gdańsku ogromne. "Jestem na to przygotowany. Muszę się też liczyć z tym, że właśnie ja mogę zostać obarczony odpowiedzialnością za ewentualne niepowodzenia zespołu. Uważam jednak, że piłka ręczna to sport zespołowy, w którym nie można chwalić jednego zawodnika po zwycięstwie, jak i szukać kozła ofiarnego po porażce" - ocenił.

Gdański beniaminek ma za zadanie utrzymać się w ekstraklasie, natomiast awans do fazy play off byłby osiągnięciem ponad wyznaczony plan. Były reprezentant Polski uważa, że miejsce w pierwszej ósemce absolutnie nie przekracza możliwości zespołu.

"Ważne jest, jak ci młodzi chłopacy poradzą sobie z nowym wyzwaniem i spiszą się w pierwszych meczach. Ci zawodnicy mają talent i wielką chęć do pracy. Zaimponowali mi swoją dojrzałością oraz profesjonalnym podejściem do zajęć. Pamiętam, że będąc w ich wieku miałem w głowie mnóstwo różnych rzeczy, ale trening był na odległym miejscu. Im brakuje tylko doświadczenia i odpowiedniej liczby minut na parkietach ekstraklasy" - zauważył.

Starszy z braci Lijewskich podpisał kontrakt na rok i jeszcze nie wie, czy go przedłuży. Po zakończeniu kariery planuje, podobnie jak kilku jego kolegów z parkietu, zostać trenerem.

"Wydaje mi się, że wiedza i doświadczenie, które nabywałem przez 11 lat gry w Niemczech są bezcenne. Chciałbym wykorzystać je w pracy szkoleniowej, ale nie z dziećmi tylko z ukształtowanymi już zawodnikami. Na razie sam przez najbliższy rok będę uganiał się za piłką. Co będzie dalej, nie wiem, bo w moim wieku nie można snuć długofalowych planów. Biorę to, co daje los i jeśli zdrowie pozwoli, a gra nadal będzie sprawiała mi radość, przedłużę umowę. Jeśli nie, zwyczajnie podziękuję, bo nie chcę niczego ciągnąć na siłę" - podsumował Marcin Lijewski.


Dowiedz się więcej na temat: Marcin Lijewski | Wybrzeże Gdańsk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje