Orlen Wisła Płock - MOL Pick Szeged 27-33 w Lidze Mistrzów piłkarzy ręcznych

Czwartą porażkę w piątym meczu grupy A Ligi Mistrzów ponieśli piłkarze ręczni Orlenu Wisły Płock. Przegrali u siebie 27-33 (12-15) z węgierskim MOL Pick Szeged.

Obie drużyny tylko raz, w sezonie 2008/2009 spotkały się w jednej grupie w Lidze Mistrzów. Z tamtego zespołu gra dziś w Pick Szeged Szabolcs Zubai, a w ekipie Orlen Wisły - Marcin Wichary. Wtedy piłkarzem węgierskiego teamu był, grający dziś w Płocku Valentin Ghionea, zaś do Szegedu przeprowadzili się: bramkarz Marin Sego, a w lipcu 2017 roku - Dimitri Żytnikow.

Reklama

Rywale mają znacznie dłuższą historię w Lidze Mistrzów, w ostatnich trzech sezonach dwukrotnie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek, w poprzednim i w 2014/2015. Płocczanie swoje zmagania kończyli dwukrotnie na wyjściu z fazy grupowej, w ostatnim sezonie ten wyczyn im się nie udał.

Gospodarze rozpoczęli bardzo źle. W czwartej min przegrywali 0-4 i trener Piotr Przybecki poprosił o czas. Po powrocie na parkiet, Ghionea jako pierwszy wpisał się na listę strzelców, ale nie na wiele się to zdało, bo w 7. min goście prowadzili 6-1.

Jeszcze w 12. min płocczanie przegrywali 4-9, ale potem wzięli się za odrabianie strat pięć minut później było tylko 8-9. Wtedy to trener Juan Padtor poprosił o przerwę w grze. W 13. min Adama Borbelego zastąpił w bramce Adam Morawski i to jego obrony przyczyniły się do zmiany sytuacji na parkiecie. Po strzale Gilbeto Duarte był remis 9-9.

Gospodarze niedługo cieszyli się z dobrego wyniku. Trzy udane interwencje Jose Sierry węgierska drużyna zamieniła na gole i znów prowadziła 13-10. Ostatecznie trzybramkową przewagę utrzymała do przerwy.

W drugiej połowie gdyby nie Morawski, to Wisła straciłaby wszelkie szanse na zdobycie choćby punktu. Płocki bramkarz starał się jak mógł trzymać wynik, ale jego koledzy nie potrafili wykorzystać stworzonych sytuacji. Popełniali błędy techniczne, gubili piłkę, a kiedy już dochodzili do czystych sytuacji, pudłowali.

Po trzech kwadransach płocczanie przegrywali 17-23 i szanse na korzystny wynik były coraz mniejsze. Próbowali coraz to nowych rozwiązań, grali siedmioma zawodnikami przeciwko sześciu, nic to nie pomagało. W 49. min na tablicy był wynik 20-28, a Morawskiego zmienił w bramce Marcin Wichary.

To też na niewiele się to zdało, bo płocczanie zawodzili w ataku. Przegrywali wyraźnie, pomimo że przyjezdni wcale nie zaprezentowali piłki ręcznej na najwyższym poziomie.

To była czwarta porażka wicemistrzów kraju w tej edycji LM, którzy jedyny punkt zdobyli w meczu z PPD w Zagrzeb.

Najbliższe spotkanie w Płocku, to pierwsza w tym sezonie "święta wojna". Za tydzień, 18 października w Orlen Arenie Wisła podejmie PGE VIVE Kielce.

Orlen Wisła - MOL Pick Szeged 27-33 (12-15)

Orlen Wisła: Marcin Wichary, Adam Borbely, Adam Morawski - Michał Daszek 7, Gilberto Duarte 3, Przemysław Krajewski 2, Nemanja Obradović, Valentin Ghionea 3, Tomasz Gębala, Sime Ivic 5, Maciej Gębala 1, Igor Żabic 3, Lovro Mihic 3, Jose de Toledo.

MOL Pick Szeged: Jose Sierra, Marin Sego - Jonas Kallman 2, Richard Bodo 4, Stefan Sigurmannsson, Sergej Gorbok 2, Thiagus Petrus Goncalves 2, Balint Fekete, Zsolt Balogh 3, Stas Skube 3, Alen Blazevic, Matej Gabor 4, Mario Sostaric 6, Bence Banhid 1, Denis Buntic 5, Dmitry Zhitnikov 1.

Kary: Orlen Wisła - 8  min, Pick Szeged 10 min. Sędziowali: Ivan Pavisević i Milos Razratović z Czarnogóry. Widzów: ok. 3 tys.

Powiedzieli po meczu:

Juan Carlos Pastor (trener MOL-Pick Szeged): "Dla nas był to bardzo ważny mecz, cieszymy się ze zwycięstwa, ponieważ trudno wygrać na tym obiekcie. Są to dla nas bardzo ważne punkty w kontekście awansu. Pierwszą połowę zaczęliśmy bardzo dobrze, zarówno w ataku jak i obronie. W drugiej części pierwszej połowy zaczęły się pojawiać problemy, gdy Wisła zdejmowała bramkarza i grała z przewagą jednego zawodnika, wtedy udało się płockiej drużynie odrobić straty. Udało nam się jednak stworzyć kilka czystych sytuacji i dzięki temu mogliśmy skończyć pierwszą połowę z przewagą trzech bramek. W drugiej połowie kontrolowaliśmy grę w przewadze Wisły.

- Zaczęliśmy zdobywać bramki i to się okazało kluczowe w kontekście naszego zwycięstwa, każde zwycięstwo na wyjeździe cieszy i jest tym bardziej cenne. Jestem dumny ze swojej drużyny, bo każdy zawodnik wychodzący na boisko coś wniósł od siebie w tą wygraną. Wiem, że jeszcze dużo pracy przed nami, ale takie są te rozgrywki".

Dimitri Żytnikow (rozgrywający Pick Szeged): "Z ławki to wyglądało bardzo ciężko. Początek poszedł nam łatwo, ale później był remis i mecz zaczął się od nowa".

Piotr Przybecki (trener Orlen Wisły Płock): "Mogę mieć pretensje o początek meczu, który nam nie wyszedł. Na pewno byliśmy w ataku zbyt wolni i trudno nam się rozgrywało piłkę przeciwko obronie 5-1. W tym meczu brakowało nam trochę rozwiązań z ławki rezerwowych, dlatego zaczęliśmy zdejmować zawodnika z bramki i wstawiać do pola, aby mieć przewagę. I to nam się udawało w pierwszej połowie. Szeged jest na tyle mądrą drużyną, że po pewnym czasie potrafiła na to zareagować. Pojedynek w Zagrzebiu sprawił, że straciliśmy za dużo energii, być może to było pokłosie słabej koncentracji na początku meczu".

Sime Ivić (rozgrywający Orlen Wisły Płock): "Bardzo trudno jest połączyć rozgrywki ligowe z grą w Lidze Mistrzów. Źle zaczęliśmy ten mecz w obronie - na stojąco, co goście szybko wykorzystali. Później Wisła próbowała dochodzić rywali, przewaga się zmniejszała, ale goście kontrolowali wydarzenia na parkiecie i zasłużenie wygrali. My musimy rozpoczynać nasze mecze z większą koncentracją i energią oraz z lepszym nastawieniem i wreszcie coś wygrać".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje