Vardar Skopje - Wisła Płock 25-24 w 1/8 finału Ligi Mistrzów

Piłkarze ręczni Orlenu Wisły Płock przegrali na wyjeździe z Vardarem Skopje 24-25 w drugim meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów i nie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek. W pierwszym spotkaniu w Polsce był remis 30-30.

Płocczanie przez niemal cały mecz prowadzili, momentami dwoma, a zdarzyło się, że i trzema golami. Gościom zabrakło zimnej krwi w ostatnich pięciu minutach, kiedy wygrywając 24-23 popełnili dwa błędy, które wykorzystali mistrzowie Macedonii.

Reklama

Obie drużyny w 1/8 finału LM spotkały się także przed rokiem. Wówczas nie było wyraźnego faworyta pojedynku, ale po pierwszym meczu, wygranym przez płocczan 32-26, więcej szans na awans do ćwierćfinału przyznawano im. W rewanżu jednak drużyna macedońska zwyciężyła 31-20 i cieszyła się z wejścia do kolejnego etapu.

W tym sezonie również pierwszy mecz odbył się w Płocku. Krótko przed końcem goście prowadzili w Orlen Arenie czterema bramkami, ale skończyło się remisem po 30. To w uprzywilejowanej sytuacji stawiało gospodarzy rewanżu.

Mecz w Skopje od początku był wyrównany. Dzięki trzem kolejnym golom Dimitrija Żytnikowa w 6. min był remis 3-3, potem dwukrotnie Rodrigo Corrales obronił rzuty karne, niestety w 10. min  czerwoną kartką za faul na Igorze Karacziciu został ukarany Portugalczyk Tiago Rocha i była to duża strata dla płockiego zespołu, bo zawodnik był jedynym kołowym w jego składzie.

To odrobinę podłamało płocką ekipę, która pozwoliła rywalom na zdobycie nawet trzybramkowej przewagi (8-5 w 14. minucie), ale Orlen Wisła szybko doszła do siebie i po chwili było 9-9, po tym, jak gola rzutem przez całe boisko na pustą bramkę uzyskał Corrales.

W 27. min po raz szósty dopisał do swojego konta bramkę Żytnikow, dając drużynie na prowadzenie 13-12. Tuż przed przerwą reprezentant Rosji na listę strzelców wpisał się po raz siódmy, a wynik pierwszej połowy ustalił po indywidualnej akcji Rumun Valentin Ghionea. 15-13 dla gości.

Po przewie płocczanie znakomicie radzili sobie z rywalami, zdobywając w 34. minucie trzybramkową przewagę (18-15). W 39. min Petar Angełow obronił karnego rzucanego przez Michała Daszka i w tym momencie gospodarze zaczęli odrabiać starty. Zrobiło się 19-19, a chwilę potem wyszli na prowadzenie.

Po trzech kwadransach pojedynku było 21-20 dla Vardaru, ale po przerwie na żądanie trenera Cadenasa jego zawodnicy uzyskali trzy gole z rzędu. Błędy płocczan sprawiły, że po chwuli znowu był remis (23-23).

Ostatnie minuty spotkania były niezwykle emocjonujące. W 57. min przy remisie 24-24 rzut karny wykonywany przez Igora Karaczicia obronił Marcin Wichary, ale chwilę później Rosjanin Timur Dibirow strzelił 25. gola, jak się okazało gola na miarę zwycięstwa i awansu. Tuż przed końcowym gwizdkiem szanse na wyrównanie miał Serb Ivan Nikczević, który miał idealną sytuację, ale Arpad Sterbik wyczuł jego intencje. Ta bramka i tak nie premiowałaby awansem płockiej drużyny, bo w Płocku padł wynik wyższy (30-30).

Do ćwierćfinału awansuje Vardar Skopje, a Orlen Wisła, po bardzo dobrym spotkaniu, żegna się z Ligą Mistrzów.

Krzysztof Kisiel (drugi trener Orlen Wisły): - Jesteśmy wkurzeni, że przegraliśmy jedną bramką, ale stało się to przy dużym osłabieniu drużyny. W naszym zespole nie mogło z powodu kontuzji wystąpić trzech podstawowych zawodników. Zagraliśmy odważnie, dobrze w obronie, świetny mecz zaliczył Rodrigo Corrales w bramce, zresztą wszyscy spisali się bardzo dobrze. Graliśmy do końca, ale w samej końcówce trochę zabrakło zimnej krwi. Zawodnicy zostawili na parkiecie serce, pokazali, że potrafią walczyć z najlepszymi. Niestety zabrakło nam też trochę sił i nie ustrzegliśmy się błędów, tylko w drugiej połowie popełniliśmy ich chyba siedem. Ale przy takiej walce wszystko może się zdarzyć. Mecz już jest historią, byliśmy bardzo blisko awansu, blisko jak nigdy dotąd, ale jeszcze nam się nie udało.

Artur Zieliński (prezes SPR Wisła Płock): - Wiedzieliśmy gdzie i z kim gramy. Pamiętaliśmy, że tu tylko Barcelona wygrała dwiema bramkami, pozostałe drużyny także te aspirujące do Final Four, schodziły z parkietu pokonane. Mecz był bardzo trudny, nasza drużyna weszła w to spotkanie zupełnie inaczej niż przed rokiem, kiedy już na starcie przegraliśmy pojedynek. Pokazaliśmy dziś, że mamy charakter, także charyzmę, wynik zmieniał się z minuty na minutę, był ogromny ładunek emocji. Jestem dumny z chłopaków, przecież wielu z nich miało w pamięci mecz z ubiegłego roku, ale się nie dali, a na początku drugiej połowy nawet pojedynek toczył się pod nasze dyktando. O wyniku tak trudnego spotkania zadecydowała jedna bramka, to dowód, że jesteśmy dobrze przygotowani i nie mamy powodu do wstydu. Jednak czujemy ogromny niedosyt, zabrakło trochę szczęścia, ale to oznacza, że jesteśmy w dobrej formie i na pewno powalczymy o złoto w lidze krajowej. Skoro nie udało się wygrać i awansować, to przynajmniej możemy być zadowoleni, że nie zawiedliśmy w meczu kolejki, pokazaliśmy piękną piłkę ręczną, trzymająca w napięciu do ostatniej minuty.

Vardar Skopje - Orlen Wisła Płock 25-24 (13-15)

Vardar: Arpad Sterbik, Petar Angełow - Matjaz Brumen 2, Alem Toskić 8, Jorge Maqueda, Igor Karaczić 4, Alex Dujshebaev 4, Ilija Abutović, Luka Cindrić 3, Timur Dibirow 2, Daniił Sziskariew 2, Mijajlo Marsenić.

Orlen Wisła: Marcin Wichary, Rodrigo Corrales - Michał Daszek 3, Adam Wiśniewski 2, Miljan Puszica, Valentin Ghionea 5, Tiago Rocha, Angel Montoro 1, Marko Tarabochia, Jose de Toledo 3, Ivan Nikczević 3, Dmitrii Żytnikow 7.

Kary: po 8 minut. Czerwona kartka: w 10 min Tiago Rocha za faul oraz Ilja Abutovic w 29 min.

Pierwszy mecz: 30-30; awans Vardar.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Vardar Skopje | Wisła Płock

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje