Rafał Radziszewski: Rzucili się na nas i strasznie atakowali

- W decydującym meczu dopisało nam szczęście. Cieszymy się, że wygraliśmy i teraz trochę poświętujemy - powiedział bramkarz Comarch Cracovii Rafał Radziszewski, który było bohaterem siódmego decydującego spotkania z GKS Tychy o mistrzostwo Polski. "Pasy" wygrały 2-1 i zdobyły 11. tytuł w historii klubu.

W Krakowie ostatni mecz finału obserwował nadkomplet widzów. Po dwóch tercjach Cracovia prowadziła 2-0. - Profesor Janusz Filipiak wszedł do szatni i już nam gratulował. My tonowaliśmy nastroje, bo wiedzieliśmy, że jest jeszcze 20 minut, a w hokeju to dużo czasu. Straciliśmy szybko bramkę w trzeciej tercji, która nas trochę załamała. Tyszanie rzucili się na nas i strasznie atakowali. Było to chyba najdłuższe 17 minut w moim życiu. Ten czas się dłużył. Wierzyłem w drużynę, że damy radę i tak się stało - skomentował Radziszewski.

Zdaniem bramkarza Cracovii decydujące dla losów tytułu było spotkanie numer sześć w Tychach. "Pasy" wygrały wówczas 3-2.

- Komplet widzów i wszyscy gotowi na świętowanie mistrzostwa. Wiedzieliśmy, że albo wygramy albo kończymy sezon. Jeszcze bardziej zjednoczyliśmy się i widać było na lodzie, że jesteśmy mocniejsi. Po tym meczu wiedziałem, że nie przegramy siódmego meczu - zaznaczył.

Radziszewski podkreślił, że batalia o złoto toczyła się fair play. - Wiadomo, że są nerwy i zdarzają się jakieś głupie faule, ale to są emocje i takich rzeczy należy się spodziewać. Nie było jednak chamskich zagrań i naprawdę wielkie brawa dla przeciwnika - stwierdził Radziszewski.

Dowiedz się więcej na temat: Rafał Radziszewski | Hokeiści Comarch Cracovii | GKS Tychy | plh

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje