Boniek: Ja takiej piłki nigdy nie będę robił

W sobotę o godzinie 16 (transmisja w Polsacie) po raz drugi w historii finał piłkarskiego Pucharu Polski odbędzie się na Stadionie Narodowym. Lech Poznań zagra z Legią Warszawa. Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek uważa, że mecz podwyższonego ryzyka da odpowiedź, czy dorośliśmy już do wielkiej piłki.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Lech - Legia!

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

Tomasz Kowalczyk: Przed nami wielkie święto. Nie może się Pan już doczekać soboty?

Zbigniew Boniek: - Wszystko w swoim czasie. W tej chwili mamy na głowie jeszcze rozgrywki dla dzieci, czyli Puchar Tymbarku, gdzie finaliści też w sobotę rozegrają mecz na Stadionie Narodowym. Dzień przed finałem czekają nas oficjalne treningi finalistów. Wszystko przygotujemy w detalach, staramy się zrobić wielką frajdę dla kibiców Lecha, dla kibiców Legii i dla wszystkich, którzy ten mecz będą chcieli obejrzeć.

A jak takie finały wyglądały we Włoszech? W Rzymie z pewnością widział pan takie mecze, w których ważna jest logistyka i zabezpieczanie imprezy. Chcemy trochę z tego przeszczepić do Polski?

- Nie. Uważam, że mamy własny klimat, polską rzeczywistość i musimy robić wszystko według polskich standardów. Nie są to mecze łatwe; to spotkania, w których jest z pewnością trochę ryzyka. Wszyscy mają pewne obawy, ale ja uważam, że to będzie "papierek lakmusowy" dla nas wszystkich. I odpowiedź na pytanie: czy dorośliśmy już do wielkiej piłki, czy ciągle mamy jakieś wątpliwości. 

- Nie zapominajmy, że o godzinie dwunastej, pierwszej dzieci zagrają w finałach turnieju "Z podwórka na Stadion". Na meczu będą cztery tysiące zaproszonych dzieci, mam nadzieję, że wszyscy razem staniemy na wysokości zadania i będzie to dobrze wyglądało.

To takie połączenie ognia z wodą, piknik rodzinny i kibice zwaśnionych stron. Nie będzie łatwo wszystkiego pogodzić. 

- Pewnie, że nie będzie łatwo, ale ja bym nie przesadzał z tymi zwaśnionymi stronami. Wiadomo, że między dobrymi drużynami zawsze jest rywalizacja. Musimy się nauczyć, że na mecz piłkarski mogą przyjść przykładowy Kowalski i Malinowski i każdy może kibicować swojej drużynie. Jeżeli nie zrobimy kroku do przodu, to będziemy ciągle organizować mecze, w których dla kibiców jednej i drugiej drużyny są specjalne klatki. Mnie się taka piłka nie podoba; o takiej piłce absolutnie nie myślę i mam nadzieję, że takiej piłki nie będzie trzeba robić. Albo powiem inaczej: ja takiej piłki nigdy nie będę robił.

A jak będzie zabezpieczony stadion? Pamiętamy, że w 2012 roku na Stadionie Narodowym nie odbył się mecz między Legią i Wisłą o Superpuchar Polski... 

- Wtedy nikt nie był na to gotowy.

Co się zmieniło? 

- Wszystko się zmieniło, Stadion Narodowy w 2012 roku był prawie w budowie, jeszcze nie był skończony, a już chciano robić mecz. Za nami duża liczba spotkań na tym obiekcie, mistrzostwa Europy, wszystko jest zrobione, dopieszczone. Od 2012 roku zmieniła się troszeczkę nasza rzeczywistość piłkarska.

Ale będą też dodatkowe zabezpieczenia, których nie było wcześniej na Stadionie Narodowym i strefy buforowe.

- Muszą być. Strefy może nawet są duże, ale to organa administracji państwowej tak sobie to wymyśliły. My chcemy mieć fajny, spokojny finał, gdzie kibice jednej i drugiej strony będą mogli kibicować swoim drużynom i mają więcej biletów niż ci, którzy 27 maja będą gośćmi na finale Ligi Europejskiej. Tam kibice dostaną około ośmiu i pół tysiąca wejściówek, na finale Pucharu Polski będzie ponad 10 i pół tysiąca kibiców każdej ze stron. 

- Obawy? Ja zawsze byłem optymistą i wierzę, że rozum ludzki, chęć oglądania dobrej piłki zawsze zwycięży z innymi przeszkodami. Jeżeli dwóch kibiców pobije się "na rogu ulic Cmentarnej i Skonania", to nie mówmy o takich rzeczach. Myślę, że my źle do tego podchodzimy. Cały czas o tym mówimy, jakby nas interesowało, czy coś się nie stanie. Nic się nie ma prawa stać; idą kibice Legii, idą kibice Lecha, idziemy oglądać fajny mecz. 

- A jak przyjdzie piętnaście osób, które chcą rozrabiać, to można powiedzieć, że zawsze ich trudno od samego początku utrzymać w ryzach. Uważam, że ten mecz jest dobrze zabezpieczony i uważam, że powinniśmy myśleć pozytywnie.

Finał Pucharu Polski to spotkanie lidera z wiceliderem. Obie drużyny spisują się jednak średnio, liderująca Legia ma 8 porażek na koncie, Lech to z kolei mistrz remisów. Co to oznacza przed finałem; czeka nas mecz ofensywny czy niekoniecznie? 

- Mecz na pewno będzie dobry z prostej przyczyny. Będą emocje, bo musi być zwycięzca, nawet jak będzie 0-0, to z każdą minutą atmosfera będzie bardziej napięta. Potem mogą być rzuty karne. My nie mamy żadnego wpływu na poziom sportowy spotkania, ale mecz na pewno będzie dobry, ciekawy, emocjonujący. Przy takich ustaleniach zostańmy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje