Piłkarski Puchar Polski - Probierz: Nie ma mowy o odpuszczaniu

Piłkarze Lechii, którzy walczą o zakwalifikowanie się do górnej ósemki Ekstraklasy, nie zamierzają w pucharowych meczach z Jagiellonią oszczędzać się przed ligowymi spotkaniami. - O odpuszczaniu tych rozgrywek nie ma mowy - zapewnił trener Michał Probierz.

- Rywalizację w Pucharze Polski z Jagiellonią traktujemy tak samo poważnie jak zmagania w Ekstraklasie. O odpuszczaniu tych rozgrywek i skoncentrowaniu się tylko na lidze absolutnie nie ma mowy. Do Białegostoku jedziemy w najsilniejszym składzie i w środę zagramy o zwycięstwo. Te mecze traktujemy również jako okazję do zgrywania zespołu. Kilku zawodników doszło do nas pod koniec okresu przygotowawczego oraz w trakcie rozgrywek i takie spotkania sprawią, że będą lepiej rozumieć się na boisku - dodał gdański szkoleniowiec.

Reklama

Lechia i Jagiellonia to regularni w ostatnich latach rywale w Pucharze Polski. Od kiedy gdańszczanie awansowali do Ekstraklasy, czyli w 2008 roku, tylko w jednym sezonie nie zmierzyli się w PP z drużyną z Białegostoku. Trzy razy górą w tej rywalizacji była Jagiellonia, podczas kiedy biało-zieloni raz awansowali do dalszej fazy. W sumie rozegrano sześć meczów, a emocji w tych konfrontacjach nie brakowało.

Ta seria rozpoczęła się w sezonie 2008/2009 - 7 października 2008 roku w meczu 1/16 finału Lechia przegrała na własnym stadionie 0-1, a zwycięskiego gola strzelił dla gości w ostatniej minucie Paweł Zawistowski.

Rok później lepsza także była "Jaga", która 6 kwietnia 2010 roku w pierwszym spotkaniu półfinału wygrała na wyjeździe 2-1, natomiast w rozegranym 4 maja rewanżu zremisowała w Białymstoku 1-1. Sezon 2010/2011 należał do gdańszczan, którzy wyeliminowali rywali w ćwierćfinale. W pierwszym spotkaniu 2 marca 2011 roku biało-zieloni zremisowali u siebie 0-0, natomiast dwa tygodnie później w Białymstoku 1-1, ale bramka zdobyta na wyjeździe dała im awans do półfinału.

W sezonie 2011/2012 te zespoły miały okazję odpocząć od siebie, ale już w następnej edycji ponownie spotkały się w 1/8 finału. W Białymstoku w regulaminowym czasie był remis 2-2, a awansie gospodarzy do ćwierćfinału przesądziły lepiej egzekwowane karne 5-4.

Siódme pucharowe spotkanie odbędzie się w środę o 18.30 w Białymstoku, natomiast rewanż zaplanowano 25 marca w Gdańsku. Na Podlasie nie pojechał kontuzjowany bramkarz Bartosz Kaniecki, a ponadto w domu zostali Paweł Stolarski i Maciej Kostrzewski. Tych dwóch ostatnich zastąpili Marcin Pietrowski i Wojciech Zyska, którzy z powodu urazów nie udali się do Kielc na ostatni ligowy mecz z Koroną. Właśnie Pietrowski jest piłkarzem, którzy najczęściej miał okazję brać udział w pucharowej rywalizacji z Jagiellonią. 26-letni pomocnik wystąpił w pięciu z sześciu tych spotkań.

- Te mecze trochę się mieszają i zlewają, bo co chwila gramy z tym zespołem. Przecież w tym sezonie już dwa razy zmierzyliśmy się z nim w Ekstraklasie. I to z dobrym skutkiem, bo u siebie wygraliśmy 2-0, a na wyjeździe 1-0. Zdecydowanie gorzej idzie nam w pucharze. Trzy razy odpadliśmy z Jagiellonią, dlatego wypada teraz poprawić ten bilans. Do Białegostoku nie jedziemy, żeby odbębnić to spotkanie i sobie pograć tylko je wygrać - powiedział Pietrowski.

Pietrowski przekonuje również, że ewentualny sukces w Pucharze Polski może być dla gdańskiej drużyny pewną formą rehabilitacji za wyniki osiągane w lidze. - Jaka jest sytuacja Lechii w Ekstraklasie, każdy wie. Nic nie jest jeszcze przesądzone, niemniej może okazać się, że udany występ tych rozgrywkach może być dla nas główną słodyczą w tym sezonie - dodał.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje