Mistrzostwa świata 2014

MŚ 2014 - Klinsmann o drużynie USA: To jeszcze nie ten poziom

Piłkarze Stanów Zjednoczonych po raz kolejny zagrają na mundialu, ale, jak mówi selekcjoner Juergen Klinsmann, nie mają szans na zwycięstwo, bo to jeszcze nie ten poziom.

Dwadzieścia lat po mistrzostwach świata w piłce nożnej w USA, soccer - jak określa się tu tę najpopularniejszą w świecie grę - nie jest już sportem niszowym. Daleko mu jednak do pozycji koszykówki czy baseballu, m.in. dlatego, że brakuje wielkich gwiazd.

Reklama

Amerykanie zakwalifikowali się do rozpoczynających się w czwartek mistrzostw w Brazylii, ale niemiecki selekcjoner reprezentacji Jurgen Klinsmann wprost przyznał, że nie mają szans na zwycięstwo, bo "to jeszcze nie ten poziom".

- By wygrać, musielibyśmy zagrać siedem razy mecze naszego życia - powiedział magazynowi "New York Times".

By podnieść poziom, Klinsmann ściągnął do zespołu kilku graczy z Niemiec, głównie synów amerykańskich żołnierzy służących w zlokalizowanych tam bazach. Mają oni amerykańskie paszporty, ale wyrośli w Niemczech, w kulturze piłki nożnej.

Choć futbol przestał być w USA elitarnym sportem amerykańskiej, białej, wyższej klasy średniej z przedmieść, jakim był w latach 70., to wciąż dzieciaki grające na podwórkach nie marzą - jak w Niemczech czy Polsce - że pewnego dnia zostaną piłkarzem. Amerykańscy chłopcy chcą być koszykarzami, grać w baseball lub futbol amerykański.

Te trzy dyscypliny - jak tłumaczy prof. Andrei S. Markovits z University of Michigan, autor książek i publikacji porównawczych na temat kultury sportu w USA i Europie - zdominowały amerykańską przestrzeń sportową zanim na przełomie XIX i XX w. z Anglii do USA dotarł "soccer". Ta używana jedynie w USA nazwa też pochodzi z angielskiego slangu.

- Jak jesteś z biednej rodziny i masz atletyczny talent, to wybierasz koszykówkę czy baseball, bo to one otwierają drogę do wielkich pieniędzy - wyjaśnia Markovits.

Ponadto - zauważa - amerykańscy piłkarze są mało szanowani zarówno przez zawodników z innych krajów, jak i przez amerykańskich atletów z czołowych dyscyplin sportowych.

- Jak mają być szanowani, jeśli grają za naprawdę psie pieniądze w porównaniu z koszykarzami, futbolistami czy hokeistami - zauważył Tomasz Frankowski, były piłkarz m.in. Wisły Kraków, który w 2008 roku grał w Chicago Fire w USA.

- W budżetach amerykańskich klubów na pensje piłkarzy przeznacza się ok. trzech milionów dolarów. To bardzo mizerne środki, nawet jak na polskie warunki - dodał.

Wspomina, że ogromna większość zawodników w jego klubie zarabiała po 2-4 tys. dolarów miesięcznie. - Sam sobie zadawałem pytanie, jak ci chłopcy mają dawać radość fanom - dodał.

Ale zastrzegł, że na mecze przychodziło średnio około 15 tys. widzów, czyli więcej niż na mecze polskiej Ekstraklasy. - Przy jakości zawodników, która jest średnia, jest to w moim odczuciu duże zainteresowanie - dodał.

Spore nadzieje na wzrost popularności piłki nożnej wiązano z organizacją w USA mistrzostw świata w 1994 roku. Na fali tych zawodów powstała MLS (Major League Soccer), która liczy obecnie 19 zespołów. Ogromnym postępem jest to, że wszystkie mecze pierwszej ligi są transmitowane w telewizji; wcześniej tylko kilka rocznie.

Świetne wyniki osiągają w piłce nożnej Amerykanki, które czterokrotne zdobyły mistrzostwo olimpijskie. Ale wyczekiwana rewolucja nie nadeszła. Według sondażu zrealizowanego na przełomie maja i czerwca dla "Washington Post i ABC-News tylko 28 proc. Amerykanów uważa się za fanów piłki nożnej. To nawet o kilka procent mniej niż tuż przed mistrzostwami 20 lat temu.

Z kolei aż 49 proc. respondentów określiło piłkę nożną jako sport nudny lub bardzo nudny. Choć coraz więcej dorosłych gra w piłkę nożną, to liczba młodych graczy (w wielu 6-12 oraz 13-17) spadła poniżej tej z 1994 r. , podał "WP".

- World Cup w 1994 r. to były najwspanialsze mistrzostwa, jakie FIFA kiedykolwiek zorganizowała; z wielką widownią. Ale FIFA wypożyczyła USA na te zawody. To było jak cyrk, który przyjechał do miasteczka: wielka sprawa dopóki trwa, ale po wyjeździe każdy zapomina. Dwa dni po meczu finałowym amerykańskie media zapomniały o piłce nożnej - powiedział Markovits.

Z okazji mistrzostw w Brazylii media znowu zainteresowały się tym sportem.

- "New York Times" to moja biblia, ale jestem na nich zły, bo nigdy nie piszą o zawodnikach z New York Red Bulls, a teraz piszą o soccerze, bo są globalną gazetą i muszą - powiedział Markovits.

Jego zdaniem w kulturze sportowej nawet ważniejsze od samej gry są debaty i analizy przed i po meczach: kto powinien grać, a kto nie, co jada zawodnik, czy ma depresje. W MLS wciąż tego brakuje. Ale i tu sytuacja się powoli zmienia.

Gdy dwa tygodnie temu Klinsmann ogłosił, że w Brazylii nie zagra Landon Donovan, jeden z najbardziej znanych zawodników MLS i najlepszy strzelec reprezentacji w historii, wzbudziło to tak duże kontrowersje w środowisku piłkarskim, że zostało zauważone w mediach.

- Po raz pierwszy mieliśmy prawdziwą debatę. To początek kultury sportowej, ale to zajmie jeszcze ze 20-30 lat - ocenił Markovits.

Nawet najwięksi miłośnicy piłki nożnej nie liczą, że uda jej się zdetronizować któryś z czołowych amerykańskich sportów. Ale USA to wielki kraj i zdaniem ekspertów jest miejsce na cztery lub nawet pięć silnych dyscyplin. Perspektywy dla piłki nożnej są niezłe, bo jest popularna wśród rosnącej w USA populacji latynoskiej.

Zdaniem Frankowskiego radykalna zmiana nie nastąpi dopóki do Ameryki nie zaczną przyjeżdżać gwiazdy z innych państw "w najlepszym sportowo wieku".

- A to nie nastąpi, dopóki budżety klubów MLS nie wzrosną do 30-40 mln USD, jak w Europie - powiedział.

Lidze już teraz udaje się ściągnąć wielkie nazwiska, jak Francuz Thierry Henry czy wcześniej Anglik David Beckham, ale u schyłku ich kariery.

Jeszcze bardziej, zdaniem prof. Markovitsa, pomogłoby, gdyby Ameryka "stworzyła" swoją własną gwiazdę. Jeśli nie na miarę Messiego czy Cristiano Ronaldo, to przynajmniej "minigwiazdę".

- Mogę sobie wyobrazić, że Jozy Altidore, jeden z najlepszych amerykańskich napastników, strzela w Brazylii fenomenalnego gola przeciwko Niemcom lub Portugalii, co doprowadza do wygranej i wyjścia z grupy. Wtedy uruchomi się maszyna kreującą gwiazdę i jest szansa, że kilkuletni chłopak w Kalifornii zapragnie zostać nowym Altidore - zaznaczył.

W przyszłość amerykańskiej piłki wierzy też Pele, brazylijski gwiazdor, który w latach 70. kończył swą piłkarską karierę w nowojorskim klubie Cosmoms, popularyzując ten niszowy wówczas sport w USA.

- Poczekajcie ze 20 lat i zobaczycie, że Stany Zjednoczone zdobędą mistrzostwo. Świat będzie zaskoczony - powiedział cytowany w "WP".

Z Waszyngtonu Inga Czerny

Dowiedz się więcej na temat: Juergen Klinsmann | reprezentacja USA | Mundial 2014
Najlepsze tematy