Tomasz Adamek

Steve Cunningham: Cały świat widział, co się stało

Steve Cunningham (25-5, 12 KO) nie może uwierzyć, że sędziowie punktowi widzieli jego porażkę w sobotnim starciu z Tomaszem Adamkiem (48-2, 29 KO). Tak jak część obserwatorów, "USS" twierdzi, że tego typu werdykty powodują spadek zainteresowania boksem i są przyczyną braku transmisji z pięściarskich gal w ogólnodostępnych w Stanach Zjednoczonych stacjach telewizyjnych.

- Nie rozumiem tego, powinienem wygrać. To niewiarygodne, trzeba coś zrobić z takimi sytuacjami. Cały świat widział, co się stało. Dlatego właśnie boksu nie ma w ogólnodostępnej telewizji - bo dzieją się takie rzeczy, zwycięstwą są przyznawane niewłaściwym zawodnikom - powiedział Amerykanin.

Cunningham przez cały pojedynek świetnie operował lewym prostym, bez trudu przedzierając się przez obronę "Górala". Polak stawiał na silniejsze ciosy, ale pięściarz z Filadelfii zapewnia, że żaden z nich nie zrobił na nim wielkiego wrażenia.

- Wyglądałem na zranionego? Kilka razy mocno mnie trafił, w końcu to walka na mistrzowskim poziomie. Ale nie zranił mnie, dobrze się broniłem - mówi.

Amerykanin doznał w Bethlehem piątej porażki w karierze, w tym trzeciej niejednogłośną decyzją sędziów. 36-letni zawodnik podkreśla, że nie jest gwiazdą boksu i przegrana, nawet w kontrowersyjnych okolicznościach, może go wiele kosztować.

- Nie jestem Bernardem Hopkinsem, który może przegrać z Jermainem Taylorem, a potem walczyć za milion dolarów z Tarverem. Tutaj nie było wielkich pieniędzy, to była tylko szansa. Kolejna walka może znowu będzie szansą, nie wiem. Muszę zadbać o rodzinę. Zrobiłem swoje, wygrałem walkę - twierdzi.

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Adamek | boks | Steve Cunningham
Najlepsze tematy