43 dni do Euro 2016. "Stadion może być azylem"

- Jestem przekonany, że podczas Euro 2016 stadiony będą bezpieczne. Mogą być nawet azylem. Gorzej może być natomiast w strefach kibiców - przyznaje w rozmowie z Interią Andrzej Kruczyński, kierownik ds. bezpieczeństwa podczas Euro 2012 na Stadionie Narodowym, a obecnie wiceprezes Instytutu Bezpieczeństwa Społecznego.

Interia: Mistrzostwa Europy we Francji będą bezpieczne?

Reklama

Andrzej Kruczyński: - Nie powinno nic się wydarzyć. Organizator zrobi dużo, by była to impreza bezpieczna. Będzie tu zaangażowanie wszystkich służb, które muszą stanąć na wysokości zadania. Stadiony, wbrew pozorom, będą najbardziej bezpieczne. Gorzej może być w strefach kibiców, bo tam może się coś wydarzyć. Nie mówię tu o zamachach, ale o panikach. Stadiony będą najbardziej bezpieczne. Nie jest tajemnicą, że taki obiekt można perfekcyjnie przygotować. Kontrole będą zaostrzone i nie spodziewam się tam jakichś wielkich, dziwnych sytuacji. Kibiców można też poprosić, by przyszli na stadion nie standardowo trzy godziny przed meczem, ale np. pięć godzin wcześniej. Jest to święto i bawić można się już na obiekcie.

W listopadzie przy słynnym Stade de France doszło do zamachu. Francja jest przygotowana na podobne przypadki?

- Stade de France świetnie sobie poradził z ostatnią sytuacją. Pokazał, że stadion może być azylem. Azylem, czyli bezpiecznym miejscem, gdzie kilkadziesiąt tysięcy osób zostało na obiekcie. Gdy służby sprawdziły dokładnie teren na zewnątrz, kibice wyszli. Są to nowe rozwiązania, o których świat jeszcze nie słyszał, ale trzeba się na to przygotować. Tego typu sprawy też nie mogą być zrobione z zaskoczenia, ale wszystko musi być ustalone z zawodnikami i trenerem. Nie może być też tak, że szkoleniowiec o wszystkim co się wydarzyło wie, a piłkarze nie mieli pojęcia. Tak było wtedy na Stade de France i według mnie to skandal. Nie będzie wtedy czasu na powoływanie sztabów kryzysowych i ustalanie, co się stało, ale podejmowanie decyzji. Jeżeli możemy przewidzieć niektóre scenariusze zdarzeń, a da się to zrobić, to trzeba z tego skorzystać, żeby było prościej. Nie mówię o 20 możliwościach, a pięciu-sześciu.

W listopadzie zawodnicy nie wiedzieli co się stało, ale trenerzy już tak. Dziwne.

- Sami zawodnicy powinni być szkoleni na tego typu przypadki. Wiadomo, że piłkarze skupiają się na wyniku, który jest dla nich najważniejszy, ale też oni są głównymi aktorami tych wydarzeń. Ich sposób reakcji, zachowania, postępowania może okazać się kluczowy. Powinny być przyjęte pewne standardy: albo zostajemy na płycie, albo schodzimy powoli do szatni, bo nie możemy propagować zachowań, które mogłyby doprowadzić do paniki. Piłkarzy przecież obserwują kibice i biorą z nich przykład.

Kiedy należy o to zadbać? Czas ucieka, bo Euro rozpocznie się za niewiele ponad miesiąc.

- Już. Wszystkie reprezentacje powinny mieć takie same standardy. Nie może być tak, że Polacy zostali przeszkoleni w ten sposób, a Francuzi czy Anglicy inaczej. Nie zakładam tego, ale może być tak, że mecz zostanie przerwany. Na taki wariant też trzeba się przygotować. Wiemy, co się dzieje obecnie np. z dronami, jaka to jest zmora obiektów sportowych. A zabezpieczenia, o których mówi się, że są rewelacyjne i fantastyczne, to nie wiem czy ich skuteczność sięga 15-20 procent.

Aż tak?

- Taka jest brutalna prawda.

Dlaczego niebezpiecznie może być akurat w strefach kibica?

- Bo stadiony na pewno sobie poradzą. Obiekt da się przygotować, zadbać, by był bezpieczny. Wielki problem to strefa kibica. Chodziły pogłoski, że można z nich zrezygnować. To jest jednak mało prawdopodobne i nie wiem, czy do końca przemyślane. Jeśli nawet organizator ich nie stworzy, to i tak powstaną samoczynnie - w pubach, knajpach, na ulicach. Tam kibice zbieraliby się naturalnie. I wtedy dużo trudniej byłoby nad nimi zapanować. Według mnie dużo prościej będzie zadbać o bezpieczeństwo na stadionie niż w strefie kibica.

Nie chcemy rozważać czarnego scenariusza, ale gdyby coś się jednak we Francji stało, należałoby odwołać pozostałe mecze i zakończyć turniej?

- Gdyby coś się stało, decyzja nie będzie jednoosobowa, ale podjęta przez wielu ważnych ludzi. Gdy np. mówi się, że mecze mogłyby być rozgrywane bez udziału kibiców, to tego nie widzę. W grę nie może też wchodzić przenoszenie spotkań, że np. dziś nie zagramy, tylko za dwa dni. Czy odwołać cały turniej? Nie zdarzyła się jeszcze taka sytuacja, a byliśmy świadkami wielu zdarzeń. Wielka Brytania ma w tym duże doświadczenie, prezes PZPN też może mówić długo o pewnej tragedii (w 1985 roku na stadionie Heysel w Brukseli zginęło 39 osób, a w spotkaniu Juventusu z Liverpoolem grał Zbigniew Boniek - przyp. red.). Teraz turniej powinien być dokończony bez względu na to, co się stało. Pytanie też, jaka byłaby skala ewentualnej tragedii. Mam jednak nadzieję, że to nie nastąpi i nie musimy o tym rozmawiać.

Gdy w 2012 roku pilnowaliście bezpieczeństwa w Polsce mieliście pod opieką cztery stadiony. Francuzi mają ich dziesięć, więc skala trudności rośnie.

- Z perspektywy czasu można powiedzieć, że mieliśmy łatwiej, ale tak naprawdę nasze doświadczenie przed imprezą było niewielkie. Wszystkiego musieliśmy się nauczyć, a nie jest tajemnicą, że pomagali nam np. Brytyjczycy. Francuzi mają większe doświadczenie, ale trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo to twór żywy. Problemy, które były w 2012 roku, a problemy, które są w 2016 roku, to dwie różne rzeczy. Do tego po prostu trzeba się przygotować. Gdy wielki turniej zawita do Kataru, będziemy mówić o czymś zupełnie innym. Bo tam będzie wchodzić w grę temperatura, woda, śmieci. Tak się złożyło, że dziś mówimy o innych sprawach, ale problemy są po to, by je rozwiązywać.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Kruczyński | Euro 2012 | Euro 2016

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje