Artur Boruc - oto mecze, które stworzyły legendę wybitnego bramkarza reprezentacji Polski

Dwie wielkie imprezy piłkarskie i wiele innych znakomitych występów uczyniły z Artura Boruca legendę reprezentacji Polski. Po 13 latach słynny zawodnik żegna się ostatecznie z kadrą narodową z największą liczbą gier wśród polskich bramkarzy. - Należał do europejskiej czołówki. Poza tym to równy gość - mówi Interii trener Bogusław "Bobo" Kaczmarek, który "załatwił" Borucowi wycieczkę do domu podczas Euro 2008.

W piątkowy wieczór na PGE Narodowym 37-letni Boruc po raz ostatni włoży trykot reprezentacji Polski w oficjalnym meczu. Towarzyska potyczka z Urugwajem zakończy piękną przygodę z drużyną narodową. Będzie to jego 65. występ w zespole "Biało-Czerwonych". 63 reprezentacyjne mecze na koncie ma Jan Tomaszewski, 60 - Jerzy Dudek.

Reklama

- Biorąc pod uwagę nie tylko klasę sportową, ale także osiągnięcia na arenie międzynarodowej, pierwsza trójka polskich bramkarzy w historii, według mnie, to: Tomaszewski, Józef Młynarczyk i Dudek. Później stawiałbym na Boruca - mówi trener Kaczmarek, który współpracował z tym bramkarzem w latach 2006-08, będąc asystentem selekcjonera Orłów Leo Beenhakkera.

- Mogę o Arturze mówić tylko dobrze albo bardzo dobrze. W czasie naszej dwuletniej współpracy w reprezentacji należał do europejskiej czołówki i mówię to bez nadmiernej przesady - podkreśla szkoleniowiec.

Boruc? - Człowiek do tańca, różańca i wielu innych rzeczy. Bardzo wrażliwy. Ale to jest gość, który kocha życie i wyznaje zasadę, że "jak się kochać, to z księżniczką, a jak napadać, to na bank". To jest chyba motto jego życia. Kawalarz, z wielkim dystansem do siebie - dodaje Kaczmarek.

Prawie zatrzymał Niemców

"Ale że Dudka nie wzięli na mundial?" - to hasło rozpowszechnił w jednym ze swoich skeczy Kabaret Moralnego Niepokoju. Nie wzięli Dudka, ale wzięli Boruca. A konkretnie na mistrzostwa świata 2006 roku w Niemczech zabrał go selekcjoner Paweł Janas.

W reprezentacji zadebiutował w 2004 roku, a w meczu o punkty - 3 września 2005 roku, zajmując miejsce między słupkami wobec kontuzji Dudka. Polska pokonała 3-2 Austrię na Stadionie Śląskim i znacznie przybliżyła się do niemieckiego mundialu. Na finałowym turnieju Boruc był najjaśniejszym punktem reprezentacji Janasa, która wygrała tylko mecz pocieszenia z Kostaryką.

26-letni wówczas Boruc znalazł się na ustach piłkarskiego świata po drugim meczu grupowym, w którym Polska przegrała 0-1 w Dortmundzie z gospodarzami turnieju.

Po niespodziewanej, przynajmniej w naszym kraju, inauguracyjnej porażce 0-2 z Ekwadorem Orły grały z Niemcami "o życie". Faworyt był zdecydowany, ale naprzeciw niego stanął polski bramkarz. Boruc bronił jak w transie. Zatrzymywał w sytuacjach sam na sam choćby Miroslava Klose, Lukasa Podolskiego, czy Olivera Neuville’a.

Końcówka meczu przypominała już "obronę Częstochowy", zwłaszcza po czerwonej kartce dla Radosława Sobolewskiego. Ale Boruc robił swoje. Nie brakowało mu też szczęścia, gdy w jednej akcji piłka dwukrotnie trafiła w poprzeczkę. Kiedy wydawało się, że Polska wywiezie z Dortmundu sensacyjny remis, w doliczonym czasie gry niepilnowany Neuville znalazł sposób na polskiego bramkarza, po zagraniu z prawej strony Davida Odonkora.

Cały wysiłek polskiej drużyny, z Borucem na czele, poszedł na marne. "Biało-Czerwoni" żegnali się z mundialem już po dwóch meczach.

Boruc musiał poczekać

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski, Holender Leo Beenhakker, na starcie podziękował Borucowi, a w pierwszym meczu eliminacji Euro 2008 postawił na Dudka, potem przyszła kolej na Wojciecha Kowalewskiego. Po kontuzji tego ostatniego szybko słynny szkoleniowiec przekonał się, że to jest czas Boruca. Artur wystąpił w dziewięciu meczach eliminacyjnych i jako pewniak do gry pojechał na austriacko-szwajcarskie mistrzostwa.

- Po sromotnej porażce 1-3 z Finlandią na starcie eliminacji, w polskiej bramce zaistniał inny wspaniały bramkarz, jakim był Kowalewski, który stał między słupkami choćby w pamiętnym meczu z Portugalią, wygranym 2-1. Po jego kontuzji do bramki znów wszedł Boruc - wspomina "Bobo" Kaczmarek.

- Dlaczego na pozycji bramkarza zawsze mieliśmy fachowca wysokiej klasy? Bo mieliśmy dużą rywalizację. Proszę popatrzeć na naszych zawodników z tamtych lat: Dudek, Kowalewski, Boruc, Łukasz Fabiański. Nie widziałem w Europie lepszej czwórki - mówi nasz rozmówca.

Wielki mecz w Wiedniu

Finały Euro zaczęły się dla Polski od porażki 0-2 z Niemcami. Orły wciąż były jednak w grze, a kolejnym przeciwnikiem miała być Austria, współgospodarz turnieju.

W bitwie z Austriakami Boruc przechodził sam siebie. Zwłaszcza w pierwszej połowie koszmarnie grający "Biało-Czerwoni" co rusz rzucali swojego bramkarza na pastwę atakujących z impetem rywali. Przed przerwą Boruc ratował polski zespół w beznadziejnych sytuacjach, cztery razy broniąc w akcjach sam na sam. To właśnie dzięki niemu do przerwy Polska prowadziła 1-0. Bramkę ze spalonego zdobył Roger Guerreiro.

Druga połowa był już lepsza w wykonaniu Orłów, mimo że to gospodarze dążyli do wyrównania. Dopięli swego w doliczonym czasie gry po problematycznym rzucie karnym, podyktowanym przez angielskiego sędziego Howarda Webba.

Polskie i światowe media wystawiły Borucowi za występ przeciwko Austrii najwyższe noty. Wtedy też powstał słynny do dziś przydomek "Borubar". Obecny na meczu w Wiedniu śp. prezydent Lech Kaczyński po spotkaniu pytany był o to, który z polskich piłkarzy mu się podobał. "Artur Boruc bardzo" - odpowiedział prezydent. Internauci momentalnie podchwycili tę wypowiedź, twierdząc, że prezydent powiedział "Artur Borubar".

Boruc świetnie spisywał się także w meczu z Chorwacją, przegranym 0-2 przez reprezentację Polski. Kadra odpadła z kolejnego wielkiego turnieju już po fazie grupowej i znów najlepszym piłkarzem naszej ekipy był Boruc.

Awionetką do syna

Podczas Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii Borucowi urodził się syn. Rozgrywający znakomite mistrzostwa bramkarz koniecznie chciał czym prędzej go zobaczyć i zaplanował krótki wypad ze zgrupowania. Pojawił się problem, jak przekonać do tego Beenhakkera.

- Artur przyszedł i powiedział: "Trenerze, urodził mi się syn. Załatwiłem już awionetkę i chcę lecieć. Dajcie mi 12 godzin". Obiecałem mu, że spróbuję porozmawiać z Leo i go przekonać, ale nie mogłem nic zagwarantować. Wiedziałem, że Beenhakker w niektórych sprawach jest totalnie pryncypialny - wspomina trener Kaczmarek.

- Holender położył dłoń na siwych włosach i był w fazie zamyślenia. Ostatecznie się zgodził. Tego samego dnia po godzinie 22 uśmiechnięty Boruc stawił się z powrotem na zgrupowaniu. Krzyknął "trenerze", pokazał nagranie z dzieckiem. Nie zapomnę tego do końca życia. Powiedziałem Leo, że Boruc wrócił i mamy zawodnika jeszcze o 30 proc. silniejszego. Nam to nie zaszkodziło, a Arturowi bardzo pomogło - opowiada popularny "Bobo".

Koniec u Nawałki

Kolejne eliminacje okazały się fatalne, tak dla Boruca, jak i reprezentacji Polski. W karierze przytrafiał mu się udział w aferach alkoholowych w kadrze, czy też koszmarne błędy, jak w meczach ze Słowacją, bądź Irlandią Północną. Nie skorzystał z jego usług Franciszek Smuda. Zagrać o punkty pozwolił mu jeszcze Waldemar Fornalik w przegranych eliminacjach mundialu 2014.

Adam Nawałka wystawiał Boruca już tylko w meczach towarzyskich, choć powoływał go regularnie i zabrał na Euro 2016 do Francji. W marcu tego roku bramkarz ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery. Choć nie brakowało w niej wpadek, legendę Boruca zbudowały przede wszystkim dwa, co paradoksalne, przegrane turnieje finałowe mistrzostw świata i Europy.

Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Artur Boruc | reprezentacja Polski | Bogusław Kaczmarek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje