Boniek: Właśnie dlatego nie zwalniam Fornalika

- Za dużo mówimy o odpowiedzialności lub winie samego selekcjonera, za mało analizujemy grę samych piłkarzy, ich błędy, niewykorzystane sytuacje. Pytam głośno: ile w tym winy Waldka, że Rybus nie trafia w sytuacji sam na sam, czy Polanski nie potrafi zagrać prostej piłki do Lewandowskiego - w ten sposób prezes PZPN Zbigniew Boniek tłumaczy decyzję o pozostawieniu na stanowisku selekcjonera Waldemara Fornalika, mimo porażki z Ukrainą i remisu ze słabą Mołdawią.

W związku z licznymi spekulacjami dotyczącymi przyszłości selekcjonera reprezentacji Polski, Waldemara Fornalika - prezes Zbigniew Boniek udzielił wywiadu oficjalnej stronie Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Reklama

Panie prezesie, podobno dziś miał Pan zdecydować o przyszłości Waldemara Fornalika na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski?

Zbigniew Boniek: - Śmieszą mnie tego rodzaju spekulacje i plotki. Czytam gdzieś, że się spotkałem lub mam się z Waldkiem zobaczyć... To normalne, że prezes rozmawia ze swoimi pracownikami. Telefonicznie lub w cztery oczy. Mój gabinet jest otwarty dla wszystkich pracowników PZPN, chcących porozmawiać czy wymienić poglądy. 

Naród chce, a nawet żąda krwi, czyli dymisji selekcjonera Fornalika.

- Naród? Czy grupa dziennikarzy, bojowych internautów chcących mieć wpływ na personalne decyzje prezesa PZPN? Niech spekulują, wymieniają listy trenerów - ewentualnych następców Fornalika. Patrzę na to i oczom nie wierzę. Są tam ludzie, którym bliżej do trenerskiej trumny niż na trenerską ławkę. Jedno jest pewne: nie kieruje się ,,piarem", bo wiem, że gdybym trenera Fornalika zdymisjonował, to w kilku gazetach czy portalach zarobiłbym kilka punktów. Nie chcę ludzi krzywdzić i zmieniać ich dla samej zmiany. Nie boję się też odpowiedzialności za jakąkolwiek decyzję w sprawie naszego selekcjonera.

Każdego selekcjonera bronią wyniki. Nie da się tego powiedzieć o ostatnich rezultatach Fornalika.

- Spokojnie. Za dużo mówimy o odpowiedzialności lub winie samego selekcjonera, za mało analizujemy grę samych piłkarzy, ich błędy, niewykorzystane sytuacje. Pytam głośno: ile w tym winy Waldka, że Rybus nie trafia w sytuacji sam na sam, czy Polanski nie potrafi zagrać prostej piłki do Lewandowskiego? Wiem, że odpowiedzialność przenosi się głównie na selekcjonera. Ale ja uważam, że wartość dobrej ekipy piłkarskiej dzieli się następująco: 80 procent sami zawodnicy, trener - 20. Kiedy przyglądamy się pracy naszego selekcjonera, to wiemy, że zremisował z Anglią, wygrał u siebie z Mołdawią, zremisował na wyjeździe z Czarnogóra, przegrał u siebie z Ukrainą - to się mogło wydarzyć bo Ukraińcy to silny team...

Remis z Mołdawią jest niewybaczalny!

- Tak, to zabolało, ale przecież jakby to nie brzmiało nieco naiwnie, ciągle jesteśmy w grze. Trzeba wygrać u siebie z Czarnogórą, San Marino, a z Ukrainą i Anglią na wyjeździe.

Czy selekcjoner zobowiązał się do zdobycia dwunastu punktów w czterech meczach?

- To nie jest kwestia zobowiązania selekcjonera.  Nie wiem, co dałaby zmiana na tym stanowisku. Wyobraźmy sobie nowego selekcjonera zza granicy. Przychodzi i zaczyna pracę, znając naszą trójkę z Dortmundu, dwóch bramkarzy z Premiership i może jeszcze kogoś z zagranicznej ligi. Ciężko od takiego szkoleniowca byłoby wymagać odpowiedzialności za wynik np. w meczach z Ukrainą i Anglią. A to trochę za mało. I co zmieniamy go po trzech miesiącach? Przypominam, że poprzedni selekcjoner z zagranicy (Leo Beenhakker) przegrał dwa pierwsze mecze i zremisował trzeci. Jako prezes PZPN nie mogę poddać się emocjom i naciskom, zwłaszcza tym medialnym. Nie wykluczam też, że Waldek będzie miał moralne prawo chodzić i mówić: ,,Nie dano mi szansy gry do końca". U nas naprawdę wielu ludzi docenia się dopiero wtedy, kiedy znajdą się w alei zasłużonych. 

Jakie główne grzechy prezentuje dziś na boisku nasza reprezentacja?

- Przede wszystkim za mało wygrywa i zdobywa mało punktów. O szczegółach nie chcę mówić.  Warto jednak zastanowić się, że odpowiedzialność za wynik leży przede wszystkim na barkach zawodników. Trener w drużynie odgrywa wielka rolę ale zacznijmy sobie uzmysławiać, że jego bezpośredni  wpływ na zwycięstwo lub porażkę jest bardzo znikomy. To piłkarze są głównymi aktorami. Spływa na nich wielki splendor, ale tez musza udźwignąć  odpowiedzialność na boisku.  Zwycięstwa i sławę  trzeba wyszarpać, wywalczyć, wypocić.

Czy ma Pan żal do piłkarzy i samego selekcjonera?- Nie. Wiem, że im bardzo na tym zależy i oczekuję, że solidna praca przyniesie skutki w najbliższych meczach o punkty. Na dzień dzisiejszy żal mi przede wszystkim kibiców, bo to dla nich gra reprezentacja narodowa, i dziś nie dostarcza zbyt wielu pozytywnych emocji.

Na ile niezakwalifikowanie się reprezentacji Polski do finałów mistrzostw świata w Brazylii jest groźne dla związku?

- Droga do Brazylii jest daleka, trudna, może w końcu nieosiągalna, ale nikt na razie nam jej nie zamknął. Sport uczy pokory, ale  też waleczności i walki do ostatniego gwizdka. Zamiast płakać i narzekać chciałbym bardzo, by reprezentacja pokazała  w kolejnych  meczach lepszą i skuteczniejszą grę. Trener Fornalik ma kontrakt do końca grudnia i niech myśli spokojnie, jak wygrywać następne spotkania. Jako prezes PZPN kontrakty respektuję . Gdyby projekt ,,Brazylia 2014" się nie powiódł, będzie odpowiedni czas i miejsce na podjęcie stosownych decyzji.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje