Czarnogóra - Polska 2-2 w 1. meczu o punkty eliminacji MŚ

Reprezentacja Polski zremisowała w Podgoricy z Czarnogórą 2-2 w pierwszym meczu eliminacji do mistrzostw świata w Brazylii w 2014 roku. Już w pierwszych minutach meczu doszło do skandalu. Czarnogórscy pseudokibice obrzucili polskiego bramkarza - Przemysława Tytonia petardami!

Zobacz zapis relacji tekstowej na żywo z meczu Czarnogóra - Polska

Reklama

Waldemar Fornalik postanowił hołdować zasadzie, że grają ci, którzy mają pewne miejsce w swoich klubach. Dlatego zostawił na ławce Damiena Perquisa, który nie zdążył zadebiutować w Betisie Sewilla, a posłał do boju - u boku Marcina Wasilewskiego - Kamila Glika, który gra po 90 minut w Torino i zespół nie traci goli.

Dla niektórych pewnym zaskoczeniem jest też odsunięcie od składu Rafała Murawskiego, któremu na pewno nie pomogła ostra krytyka z ust trenera Jagiellonii - Tomasza Hajty. Inna rzecz, że "Muraś" grał ostatnio w Lechu przeciętnie, dlatego Fornalik postawił na twardziela z drugiej Bundesligi - Ariela Borysiuka.

Lepszego otwarcia tego spotkania Waldemar Fornalik, ani fani "Biało-czerwonych" nie mogli sobie wymarzyć. Już w czwartej minucie prostopadłe podanie Eugena Polanskiego otworzyło drogę do bramki Robertowi Lewandowskiemu, a ten z impetem wpadł w pole karne, a tam ściął go z nóg Stefan Savić. Ewidentny karny! Na bramkę strzałem w lewy róg zamienił go Jakub Błaszczykowski zdobywając swojego 11. gola w kadrze.

Czarnogórscy pseudokibice odreagowali obrzucając petardami polskiego bramkarza - Przemysława Tytonia. Sędzia przerwał mecz, ale po chwili nakazał grać dalej. Gdy nasz bramkarz wrócił między słupki, w jego kierunku znów poleciały petardy. Mimo protestów naszych piłkarzy i sztabu szkoleniowego, arbiter wznowił grę.

Zdecydowanie za wcześnie daliśmy się zepchnąć do obrony Częstochowy. Owszem, mająca dwóch wirtuozów z Serie A - Joveticia i Vuczinicia, ale jednak średnia europejska drużyna, jaką jest Czarnogóra, zamykała nas z łatwością w polu karnym! Na skrzydłach szaleli Vukczević (prawe) z Vołkovem i dzielnie go wspierającym obrońcą Lille - Baszą (lewe). Vuczinicia niczym cień pilnował Kamil Glik, a Marcin Wasilewski starał się nie odstępować Joveticia. Ale i tak obaj robili zamęt.

Zbyt głębokie stawianie zasieków obronnych zemściło się w 27. min, gdy Vuczinić wycofał piłkę przed "szesnastkę" do Nikoli Drinczicia, a ten z pierwszej piłki wypalił w lewy róg i Tytoń był bez szans. Nikt z naszych pomocników nie obstawił Drinczicia i to się zemściło.

Za mało było kontr Polaków, a jeszcze bardziej denerwowały proste straty, przez które nasi biegali za piłką, zamiast nią grać. Dopiero w 39. minucie wyszła na niezła akcja, gdy Obraniak rozegrał piłkę z Grosickim, a "Lewy" znowu wdarł się w pole karne, ale uderzył za wysoko.

W końcówce I połowy Polaków dopadła zadyszka, a i Czarnogórcy nie forsowali tempa, ale w dosyć szczęśliwych okolicznościach wywalczyli w doliczonym czasie rzut rożny. Marcin Wasilewski wybijał piłkę głową na aut, ale ta pechowo wyszła za linię końcową.  Po dośrodkowaniu z kornera Drinczicia Tytoń nie wyszedł do piłki, a Glik nie zdążył za Vucziniciem, więc ten z bliska wpakował piłkę do siatki. I mogliśmy sobie tylko pluć w brodę, że za wcześnie w głowach naszych piłkarzy skończyła się ta pierwsza połowa.

Na drugą połowę, w miejsce Grosickiego wszedł Adrian Mierzejewski i nasza ofensywa się ożywiła. "Mierzej" miał lepsze wsparcie niż "Grosik" w Wawrzyniaku, który wreszcie odważniej ruszał do przodu. I po faulu na Jakubie mieliśmy rzut wolny, który wykonał Obraniak, a Mierzejewski ładnym strzałem głową w prawy róg wyrównał! Wcześniej mógł to zrobić - po błędzie bramkarza Bożovicia (wyszedł i nie złapał piłki) - Lewandowski, lecz przewrotką nie trafił do siatki.

Wydawało się, że przez ostatnie 20 minut będziemy grać z przewagą, po tym jak Pavczević wyleciał z boiska za uderzenie w twarz Roberta Lewandowskiego, ale za moment dał się sprowokować Ludo Obraniak, który pchnął bez piłki Kaszalicia, ten teatralnie upadł, a sędzia dał się nabrać i pokazał Polakowi czerwoną kartkę.

Już do końca oba zespoły grały bardzo nerwowo. "Biało-czerwoni" mieli kilka okazji do wyprowadzenia groźnych kontr, jednak zabrakło precyzji. Także pod naszą bramką doszło do krótkich spięć, ale rywalom nie udało się oddać celnego, groźnego strzału.

Z Podgoricy Michał Białoński

Czarnogóra - Polska 2-2 (2-1)

Bramki: 0-1 Jakub Błaszczykowski (6. z karnego), 1-1 Nikola Drinczić (27.), 2-1 Mirko Vucinić (45. + 3 głową), 2-2 Adrian Mierzejewski (55. głową)

Czerwone kartki: Savo Pavićević (69. za uderzenie łokciem w twarz) - Ludovic Obraniak (73. za popchnięcie rywala bez piłki)

Sędzia: Kristinn Jakobsson (Islandia). Widzów: ok. 12,5 tys.

Czarnogóra: Mladen Bozovic; Savo Pavicevic, Marko Basa, Stefan Savic, Milan Jovanovic (65-Filip Kasalica); Simon Vukcevic (70-Milorad Pekovic), Nikola Drincic (84-Miodrag Dzudovic), Elsad Zverotic, Vladimir Volkov; Mirko Vucinic, Stevan Jovetic.

Polska: Przemysław Tytoń; Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Kamil Glik, Jakub Wawrzyniak; Jakub Błaszczykowski, Ariel Borysiuk (69-Rafał Murawski), Eugen Polanski, Ludovic Obraniak, Kamil Grosicki (46-Adrian Mierzejewski); Robert Lewandowski (90-Marek Saganowski).

Remis z Czarnogórą - jak ocenisz grę Orłów? Komentuj!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje