Jacek Bąk: Czarnogórcy będą szczypać, gryźć i prowokować

- Grzegorz Krychowiak to walczak, który zawsze dużo daje tej reprezentacji. Ma problemy z regularną grą w klubie, ale na pewno nie zapomniał, jak się gra w piłkę - mówi Interii przed meczem Czarnogóra - Polska Jacek Bąk, 96-krotny reprezentant Polski, były gracz m.in. Olympique Lyon, RC Lens czy Austrii Wiedeń.

Łukasz Szpyrka, Interia: W niedzielę reprezentacja Polski zmierzy się z Czarnogórą w el. MŚ. W Podgoricy nasi piłkarze muszą się nastawić na walkę wręcz?

Reklama

Jacek Bąk, 96-krotny reprezentant Polski: - Będzie bardzo ciężko, bo Bałkany to niełatwy teren. Jestem jednak zdania, że w tej chwili mamy klasowy zespół, który poradzi sobie z takim przeciwnikiem. Pamiętamy ostatni mecz, to, co działo się w Rumunii. Tam też było bardzo ostro, głośno, na murawę leciały różne przedmioty, strzelały petardy. Potrafiliśmy jednak sprowadzić rywali na ziemię i to we wspaniałym stylu. Takie mecze hartują. W niedzielę na pewno trzeba będzie dużo walczyć, wybiegać to spotkanie, ale liczą się też umiejętności, a te są po naszej stronie. Wygramy, bądźmy o to spokojni.

Wydaje się pan być przekonany, że Polacy wrócą z trzema punktami.

- Bo nasza reprezentacja jest na dziś bardzo mocna! Nie mogę inaczej podchodzić do takiego spotkania. Gramy z Czarnogórcami, którzy będą nas szczypać, gryźć, prowokować, ale taki mają styl. Piłkarze Nawałki doskonale wiedzą, co może ich spotkać.

Tematem numer jeden na zgrupowaniu reprezentacji jest forma Grzegorza Krychowiaka, który nie gra w klubie. Nawałka powinien na niego postawić w meczu z Czarnogórą?

- Nie wiem, w jakiej jest formie. Wiem jednak, że to walczak, który zawsze dużo daje tej reprezentacji. Ma problemy z regularną grą w klubie, to prawda, ale na pewno nie zapomniał, jak się gra w piłkę. Wierzę, że profesjonalnie podchodzi do swoich obowiązków i daje z siebie jeszcze więcej. Prawdopodobnie brakuje mu rytmu meczowego, ale podkreślę to - nie zapomniał jak się gra w piłkę.

Z panem swego czasu było podobnie. Nie zawsze grał pan w klubie, przydarzały się kontuzje, ale na kadrę zawsze przyjeżdżał pan gotowy do gry.

- Było podobnie w czasach mojej gry w Olympique Lyon. Wiedziałem, że nic z tego nie będzie i odszedłem do Lens. Krychowiak musi mieć profesjonalne podejście, takie jak ja kiedyś. Zapierdzielam, bo kadra na mnie czeka. Jestem tej drużynie potrzebny i muszę zrobić wszystko, by być gotowym do gry. Innego wyjścia nie ma. Musiałem wtedy trenować trzy razy dziennie, dużo pracowałem indywidualnie. Przygoda z piłką to moment, chwila. Trzeba zrobić wszystko, by ten czas jak najlepiej wykorzystać.

Mieszka pan w Lublinie, w którym ostatnio Motor przechodzi duże zmiany. Są nowi prezes i trener, którzy mają sprawić, że niedługo Motor wróci do Ekstraklasy. To realne?

- Na powrót do Ekstraklasy trzeba poczekać parę lat. Wszystko jest na dobrej drodze, bo przychylni klubowi są kibice, miasto i prezydent. Zobaczymy, co wyjdzie z tego projektu, ale na pewno duża piłka jest w tym mieście potrzebna.

W tej chwili na Arenie Lublin grywa Górnik Łęczna, który zajmuje ostatnie miejsce w Ekstraklasie. Ten klub może jeszcze uniknąć spadku?

- Smuda nie ma łatwo, bo dysponuje takimi, a nie innymi piłkarzami. Muszą jednak walczyć, bo sezon nie jest jeszcze stracony. Może jeszcze uciekną spod gilotyny. Będzie ciężko, ale Lubelszczyzna potrzebuje klubu w Ekstraklasie. W I lidze jest jeszcze Wisła Puławy, ale lepiej chodzić na mecze w Lublinie.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama