Kołtoń: Czas herosów, czyli jak pobiliśmy Anglię!

Wiem, wiem, historia mało kogo interesuje. Jednak postanowiłem do niej sięgnąć, zmobilizowany przez mojego szefa z Polsatu Sport, Mariana Kmitę. Prosił, abym skomentował skróty dwóch meczów Biało-Czerwonych w eliminacjach Mundialu 1974 roku. Jedynych, które spowodowały, że zdystansowaliśmy Anglików. Mój Boże, cóż to był za czas, cóż za chwile, cóż za emocje! Jacy herosi narodzili się na oczach milionów Polaków!

Reklama

Oba spotkania skomentowałem z Andrzejem Strejlauem, który przybył do siedziby Polsatu o kulach po ostatnio przeprowadzonej operacji biodra. Jednak umysł 72-letniego trenera pozostaje wspaniały. Były współpracownik Kazimierza Górskiego trafiał w sedno w swoim komentarzu (premiera w Polsacie Sport dziś o godzinie 17.00). 

6 czerwca 1973 roku prawie 100 tysięcy widzów zasiadło na Stadionie Śląskim w Chorzowie, aby śledzić spotkanie Polska - Anglia. Warto przypomnieć, że Biało-czerwoni znajdowali się w ekstremalnej sytuacji. W grupie 5 eliminacji MŚ 1974 były tylko trzy drużyny. Anglia miała za sobą już dwa spotkania z Walią. W listopadzie 1972 roku wygrała w Cardiff 1-0. W styczniu 1973 roku w Londynie zremisowała 1-1. Tymczasem Polacy pojechali do Cardiff w marcu, aby przegrać tam 0-2 - po brzydkim, momentami brutalnym meczu. Wedle ówczesnego regulaminu zwycięstwo premiowane było dwoma punktami, remis jednym. Czyli my mieliśmy zero punktów, a Anglicy trzy. Doprawdy sytuacja była nadzwyczajna - nadzwyczaj trudna dla Polski. Tylko zwycięstwo podopiecznych Kazimierza Górskiego pozwalało myśleć o awansie. 

Warto uświadomić sobie fakt, że wówczas liga angielska była najlepsza na świecie. Że do Chorzowa przyjechała potęga. Anglię ciągle prowadził sir Alf Ramsey, który sięgnął z nią po mistrzostwo świata w 1966 roku, a był także w ćwierćfinale mistrzostw świata 1970 roku oraz w ćwierćfinale mistrzostw Europy 1972 roku. Warto nadmienić, że za każdym razem na drodze Anglików stawali Niemcy. Jeszcze w 1966 roku piłkarze Ramsey'a ich pokonali - choć po dramatycznym spotkaniu, rozstrzygniętym dopiero w dogrywce (w której gol na 3-2 do dziś jest dyskutowany - piłka była za linią, czy też nie...). W ćwierćfinale Mundialu w Meksyku Anglicy z Niemcami prowadzili 2-0, aby jednak przegrać po dogrywce 2-3! W ćwierćfinale ME 1972 roku znowu się spotkali wielcy rywale. Niemcy wygraną 3-1 na Wembley uznają do dziś za najlepszy występ w historii! W rewanżu w Berlinie padł remis 0:0, co pozwoliło Niemcom awansować do turnieju finałowego w Belgii. A tam wygrali we wspaniałym stylu.

Mało kto pamięta, że Kazimierz Górski stanął na drodze Niemców w grupie eliminacji ME 1972. I piłkarzom Helmuta Schoena wcale nie było łatwo. W październiku 1971 roku wygrali w Warszawie 3-1, ale... Prowadziliśmy po golu Roberta Gadochy. Później dwa razy trafił Gerd Mueller, a raz Juergen Grabowski, mający polskie korzenie. Prasa winnym uczyniła debiutanta Jana Tomaszewskiego. "Nie odpowiadało to prawdzie, którą zobaczyliśmy na stadionie X-lecia" - wspomina Strejlau. Tomaszewski na jakiś czas wypadł z kadry, ale w eliminacjach mistrzostw świata 1974 roku znowu się pojawił. 

Mecz z Anglią w Chorzowie był dla Tomaszewskiego dopiero piątym spotkaniem z Białym Orłem na piersi. Zagrał bezbłędnie. A jego koledzy wznieśli się na wyżyny. Przypomnę skład z numerami, ponieważ nigdzie w internecie tego nie sposób znaleźć.

POLSKA: 1. Jan Tomaszewski - 2. Krzysztof Rześny, 3. Mirosław Bulzacki, 5. Jerzy Gorgoń, 4. Adam Musiał - 8. Lesław Ćmikiewicz, 9. Kazimierz Deyna, 6. Jerzy Kraska - 7. Jan Banaś, 10. Włodzimierz Lubański (54 min. - 15 Jan Domarski), 11. Robert Gadocha; ANGLIA: 1. Peter Shilton - 2. Paul Madeley, 6. Bobby Moore, 5. Roy McFarland, 3. Emlyn Hughes - 7. Alan Ball, 9. Martin Chivers, 4. Peter Storey, 8. Colin Bell - 10. Alan Clarke, 11. Martin Peters.

Anglicy zagrali w nietypowych żółtych strojach, co ich legenda Moore tłumaczył następująco: "Nasza angielska szkoła futbolu nawiązuje do kunsztu brazylijskiej wirtuozerii piłkarskiej". Anglicy nie grali źle. Jednak Polacy grali lepiej. I zasłużenie wygrali. W 6. minucie na lewym skrzydle sfaulowany został Włodzimierz Lubański. Po minucie Robert Gadocha bił rzut wolny, a tor lotu piłki starali się przeciąć Moore i Banaś. Piłka chyba - takie mam wrażenie po obejrzeniu x-powtórek - nie dotknęła żadnego z nich. Skozłowała tuż przy nodze Banasia, zaskakując Shiltona. Anglicy mieli przewagę w polu, ale klarownych sytuacji nie było za wiele. Jak już, to świetnie bronił Tomaszewski.

W 47 minucie Moore popełnił błąd. 32-letni mistrz świata z 1966 roku chciał sobie przełożyć piłkę z nogi na nogę, gdy został zaatakowany przez Włodzimierza Lubańskiego. Nasz as popędził z piłkę na bramkę rywala, aby następnie oddać strzał z dość ostrego kąta i wcale niemałej odległości. Piłka - uderzona z potężną siłą - mimo interwencji Shiltona odbiła się od bliższego słupka i wpadła do siatki. Na trybunach szał! Po kilku minutach Lubański doznał kontuzji. Ruszył dynamicznie do piłki na lewym skrzydle. Był przy nim McFarland - doszło do kontaktu, ale Anglik chyba nawet nie faulował. Lubański padł, niczym rażony piorunem. Złapał się za nogę. W pierwszej chwili McFarland sygnalizował arbitrowi, że Polak symuluje, ale po kilku minutach największa gwiazda naszej drużyny opuściła stadion w karetce! 

Lubański wróci do reprezentacji dopiero po trzech latach - już w eliminacjach kolejnego Mundialu. Powoła go Jacek Gmoch, ten który na przedmeczowej odprawie w 1973 roku uprzedzał, że Moore lubi pobawić się piłką na własnym przedpolu i że warto to wykorzystać. Jeszcze w końcówce spotkania na Stadionie Śląskim Lesław Ćmikiewicz sprowokował Alana Balla, innego mistrza świata z 1966 roku. Ten uderzył naszego pomocnika i arbiter z Austrii Paul Schiller pokazał Anglikowi czerwoną kartkę. Ćmikiewicz długo dochodził do sobie. Naprawdę intensywnie rozgrzewał się Henryk Kasperczak, ale ostatecznie nie wszedł - mimo że kilka razy podchodził do niego Górski, co doskonale widać w skrócie przygotowanym przez Polsat Sport.

17 października 1973 roku na Wembley w Londynie doszło do rewanżu. Anglia musiała wygrać z Polską, aby awansować do finałów mistrzostw świata 1974 roku, ponieważ Biało-czerwoni po drodze zdołali zwyciężyć Walię - w Chorzowie było aż 3-0 po golach Gadochy, Grzegorza Laty i Domarskiego. Na tydzień przed meczem Anglia - Polska oba zespołu rozegrały spotkania towarzyskie. Nasz rywal na Wembley rozgromił Austrię aż 7-0. Strejlau, który był wysłannikiem Górskiego na to spotkanie, przyznaje: "Anglicy grali cudownie i wszystko im wychodziło".

Polacy w tym samym czasie również zanotowali wartościowy wynik - remisowali 1-1 z Holandią z Rotterdamie. Na Wembley Polacy wyszli bez strachu, choć w przebudowanym składzie w stosunku do meczu z Anglią w Chorzowie. Na prawej obronie zagrał Antoni Szymanowski - w miejsce Rześnego (na marginesie ten piłkarz na Stadionie Śląskim debiutował! - nie żartuję Górski w obliczu kontuzji miał odwagę posłać w bój debiutanta). W pomocy Kraskę zastąpił Henryk Kasperczak. Ten ostatni liczył wówczas 24 lata i grał 14 mecz z Białym Orłem. Warto jednak podkreślić, że wszystkie dotychczasowe zagrał w 1973 roku. W ataku w miejsce Banasia zagrał Lato. Pamiętam doskonale, jak Kazimierz Górski w swoim mieszkaniu przy Madalińskiego opowiadał: "Panie kolego, selekcjoner zawsze musi szukać, zawsze musi próbować, nigdy nie może się zadowalać". Taki był właśnie genialny Górski (kto chce potwierdzenia, że był geniuszem, niech przeanalizuje skład z finału Igrzysk Olimpijskich w Monachium, z meczu na Wembley i meczów w finałach MŚ 1974). 

Anglicy rzucili się na nas. Grali z rozmachem. Ramsey - podobnie jak Górski - wystawił trzech innych piłkarzy niż w Chorzowie. Oto składy z numerami: ANGLIA: 1. Peter Shilton - 2. Paul Madeley, 5. Roy McFarland, 6. Norman Hunter, 3. Emyln Hughes - 4. Colin Bell, 9. Martin Chivers (86 min - 16. Kevin Hector), 7. Tony Currie - 8. Michael Channon, 10. Alan Clarke, 11. Martin Peters; POLSKA: 1. Jan Tomaszewski - 2. Antoni Szymanowski, 3. Mirosław Bulzacki, 5. Jerzy Gorgoń, 4. Adam Musiał - 8. Lesław Ćmikiewicz, 9. Kazimierz Deyna, 6. Henryk Kasperczak - 7. Grzegorz Lato, 10. Jan Domarski, 11. Robert Gadocha. 

W pierwszej połowie to była nawałnica. Jan Tomaszewski obronił z dziesięć piłek, z czego tak z pięć interweniując fenomenalnie. Polacy nie potrafili wyjść z własnej połowy. To był piłkarski horror, ale dopiero druga połowa - jeśli chodzi o emocje - sięgnęła zenitu. To było coś, co na zawsze pozostanie w pamięci kibiców. A dla tych, którzy tego nie przeżyli, będzie stanowić mit, do którego będą wracać. Warto zwrócić uwagę, że sędzia Vital Loraux z Belgii nie uznał Anglii gola na 1-0, dopatrując się faulu. 

W 57 minucie na lewej stronie o piłkę powalczył Kasperczak, ale ostatecznie posłana wzdłuż linii trafiła pod nogi Huntera, zastępującego odsuniętego Moore'a. Z Hunterem skutecznie powalczył Lato, aby po sekundzie pędzić z piłką przy nodze na bramkę gospodarzy. Mógł zagrać do Gadochy, który pokazał się do gry. Jednak Lato podbiegł pod pole karne i podał do Domarskiego. Kolega klubowy ze Stali Mielec nie zastanawiał się. Atakowany wślizgiem przez Hughes'a, oddał strzał zza linii pola karnego. Piłka leciała płasko po ziemi. Nierozgrzany Shilton puścił ją pod brzuchem. 1-0 dla Polski!!! W 63 minucie padło wyrównanie. Najpierw był faul na 30 metrze, Anglicy błyskawicznie wznowili grę i piłka trafiła do Petersa, który ciągle zmieniał pozycję. Kapitan Anglii wpadł w pole karne, gdzie doszło do starcia z Musiałem. Polak pracował łokciem, nie dotknął piłki. Loraux gwizdnął jedenastkę, którą pewnie wykonał Clark. Shilton tak przeżywał fatalną interwencję, że odwrócił się, przykucnął i czekał na reakcję trybun. 

Pozostawało jeszcze ponad dwadzieścia minut. Anglicy zaatakowali z rozmachem. Tomaszewski bronił fenomenalnie, ale też dwa razy się pomylił. Za pierwszym razem piłkę z linii bramkowej wybił Szymanowski, za drugim Musiał. Zapis BBC pokazuje niezwykłą piłkarską batalię. I wreszcie słyszymy gwizdek. Dla Anglii skończyła się era Ramsey'a, dla Polski zaczęła się wielka era, która przyniosła dwa medale mistrzostw świata. Tak sobie myślę - aby coś znaczyć w piłce, trzeba pokonać wielkich. Czasami już na początku drogi.

Tak było za czasów Górskiego, tak jest i teraz, gdy naszym selekcjonerem jest Waldemar Fornalik. Mogę nie lubić Tomaszewskiego, za jego chamskie wypowiedzi. Mogę nie cenić Laty, za to jak kierował PZPN w roli prezesa. Ba, obaj wzajemnie się nie cierpią. Jednak na zawsze pozostaną herosami. Herosami polskiej piłki.

Roman Kołtoń

Sprawdź, gdzie w telewizji obejrzysz mecze eliminacji MŚ

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Polska - Anglia. Początek we wtorek o godz. 21

Śledź relację na żywo z meczu Polska - Anglia również na urządzeniu mobilnym

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę grupy H el. MŚ 2014

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje