PZPN jeszcze przed wyborami oszacuje straty po przełożeniu meczu

Prawdopodobnie w czwartek, na dzień przed zjazdem sprawozdawczo-wyborczym, Polski Związek Piłki Nożnej ogłosi, jakiej wielkości straty finansowe poniósł w związku z przełożeniem meczu Polska - Anglia - powiedział członek zarządu związku Jacek Masiota.

Mecz eliminacji MŚ 2014 Polska - Anglia miał być rozegrany we wtorek o godz. 21. Został przełożony na środę z powodu złego stanu murawy na Stadionie Narodowym. Po kilkugodzinnych opadach deszczu boisko było zalane wodą. Delegat FIFA, po konsultacjach z sędziami, a wcześniej przedstawicielami obu ekip, uznał, że w takich warunkach rozegranie meczu jest niemożliwe.

Reklama

PZPN w środę podjął decyzję o wystąpieniu z roszczeniami do Ministerstwa Sportu i Turystyki, reprezentowane przez Narodowe Centrum Sportu, o naprawienie szkód w związku z nierozegraniem wtorkowego pojedynku.

- Przełożenie meczu zdublowało koszty organizacyjne - zatrudnienie ochrony, stewardów, kateringu czy choćby zakwaterowania reprezentacji, która musiała zostać w hotelu noc dłużej. Największe straty będą wynikać ze zwrotu za niewykorzystane bilety. W tej chwili trudno oszacować jaka to będzie kwota, kibice dopiero się zgłaszają - powiedział Masiota.

We wtorek nad bezpieczeństwem zgromadzonych na stadionie czuwali pracownicy firmy Impel, za której wybór odpowiadało NCS. Dzień później z kolei na obiekcie, decyzją PZPN, pojawili się ochroniarze z agencji Zubrzycki. Jak poinformowała rzeczniczka związku Agnieszka Olejkowska, zmiana nie była wynikiem dopuszczenia do wtargnięcia na murawę kibiców w pierwotnym terminie rozgrywania spotkania.

- Zgodnie z zawartą umową, to NCS było odpowiedzialne za zatrudnienie ochroniarzy obecnych na stadionie we wtorek. W środę nie było już jednak odpowiedniej liczby osób, dlatego załatwiliśmy dodatkową firmę - zaznaczyła Olejkowska.

W przyszły czwartek, dzień przed walnym zebraniem sprawozdawczo-wyborczym PZPN, ustępujący zarząd prawdopodobnie poda kwotę, jakiej będzie się domagał związek od ministerstwa.

Masiota podkreślił, że największą winą ze strony operatora obiektu nie jest kwestia związana z niezamknięciem dachu, ale fatalnym przygotowaniem boiska. - Przy padającym deszczu można rozgrywać mecze, tymczasem murawa Stadionu Narodowego nie była na to przygotowana. Nie było przede wszystkim odpowiedniej warstwy drenażowej - zaznaczył Masiota.

Mecz Polaków z Anglikami rozegrano w środę i zakończył się remisem 1-1.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama