Robert Lewandowski – polski David Beckham?

Robert Lewandowski zamienił Borussię Dortmund na Bayern Monachium. Z piłkarskiego punktu widzenia mały krok do przodu, z marketingowego – prawdziwy majstersztyk. Menadżer "Lewego" - Cezary Kucharski ciągle stara się zrobić z Lewandowskiego polskiego Davida Beckhama i jest coraz bliżej sukcesu.

Lewandowski, wraz ze swoim menadżerem, dba o swój wizerunek 24 godziny na dobę, nie tylko na boisku. W ciągu dwóch, trzech lat zdobył sobie popularność, zarezerwowaną do tej pory dla ludzi ze świata show-biznesu. Sławę wykuł sobie poprzez dobrą grę w klubie, a teraz jego menadżer zamienił go w firmę gotową do zarabiania pieniędzy.

Reklama

- Póki gram w piłkę, muszę dbać też o swój wizerunek. Nie ma co ukrywać, że to też są pieniądze. Również dzięki nim mogę spokojnie zająć się trenowaniem i graniem - mówi Lewandowski w swej biografii "Robert Lewandowski. Pogromca Realu".

Kucharski w innowacyjny sposób prowadzi "Lewego". Przede wszystkim zatrudnił specjalistów, dbających wyłącznie o jego wizerunek - Mariusza Siewierskiego i Monikę Rebizant. Lewandowski przechodzi specjalne szkolenia medialne, gdzie nauczono go jak się wypowiadać - stonowanie i dyplomatycznie. Co więcej, Kucharski stara się, aby Robert obracał się w odpowiednich kręgach, zadawał z wysoko postawionymi ludźmi.

- Wierzę w to, że jeśli piłkarze chcą być poważnie traktowani, muszą spotykać się z poważnymi ludźmi. Sami piłkarze muszą traktować się poważnie. Marka polskiego piłkarza powinna być coraz silniejsza. Istnieją mechanizmy, które temu pomagają. Polscy piłkarze sami się często nie szanują, bo nie mają właściwych wzorców - mówi Kucharski.

Najważniejsze w kreowaniu wizerunku są media. Lewandowski - w przeciwieństwie do innych polskich gwiazd - od nich nie stroni i chętnie rozmawia z dziennikarzami.

- Media o piłce nożnej piszą, mówią i uważam, że jest to normalne, że chcą rozmawiać z piłkarzami. Musimy zrozumieć tę drugą stronę. Poza tym media wzbudzają zainteresowanie dyscypliną, meczem, nami. Zwłaszcza w obecnych czasach. Na wartość rynkową piłkarza media raczej nie mają wpływu, bo ona rośnie przede wszystkim na boisku. Marketingowo jednak na pewno ma to jakiś wpływ - dodaje "Lewy".

Apogeum informacji o polskim napastniku nastąpiło w czasie jego ślubu z Anną Stachurską. W tym czasie tabloidy i portale plotkarskie prześcigały się w wiadomościach o ceremonii. Nawet transfer Lewandowskiego, który już w tamtym czasie "flirtował" z Bayernem, nie był w stanie przyćmić newsów o przygotowaniach do ślubu. Co prawda, sam zawodnik starał się ukrywać szczegóły dotyczące uroczystości, ale i tak dotarły one do mediów.

Czytelnicy gazet i portali mogli więc dowiedzieć się jakie menu było na przyjęciu, jak Robert i Anna się poznali, ile planują mieć dzieci oraz co o Lewandowskim sądzi jego pierwszy katecheta. Później natężenie wiadomości o "Lewym" trochę zmalało, ale zawsze zdarzy się jakiś mandat za złe parkowanie, impreza z kolegami czy opis samochodu, którym jeździ Robert.

Nawet jemu czasem jednak puszczają nerwy. W czasie wakacji fotograf robił mu nachalne zdjęcia. Lewandowski nie wytrzymał i doszło do nerwowej scysji z paparazzim. Potem jednak sprawa została wyjaśniona, ponieważ "Lewy", wraz z Kucharskim, nie może pozwolić sobie na pogorszenie kontaktów z mediami.

Podobnie szybko wyjaśniono sprawę rzekomego pobicia młodego fana Borussii przez Lewandowskiego.

Niemcy oskarżali "Lewego" o napaść na kibica!

Kiedy Lewandowski przejeżdżał obok szkoły, 17-letni Philip pokazał mu środkowy palec. Gimnazjalista był sfrustrowany transferem "Lewego" do Bayernu Monachium. Widząc to, Robert zatrzymał się, podszedł go chłopaka i rzekomo go uderzył.

Cały wykreowany wizerunek napastnika Bayernu sprawia, że Lewandowski jest w czołówce najpopularniejszych sportowców w Polsce. W badaniach z marca 2014 roku przeprowadzonych przez Pentagon Research dotyczących rozpoznawalności sportowców, "Lewy" zajął piąte miejsce. 69 procent badanych spontanicznie rozpoznała osobę Lewandowskiego. Ciągle na pierwszym miejscu jest Adam Małysz, który wyprzedza Agnieszkę Radwańską i Justynę Kowalczyk.

Za zaciekawieniem ze strony społeczeństwa idzie zainteresowanie reklamodawców. Widać to w porównaniu badań najpopularniejszych sportowców do rankingu najcenniejszych gwiazd polskiego show - biznesu magazynu "Forbes". Zestawienie to tworzone jest na podstawie wycen dwunastu agencji reklamowych, które szacują jaką sumę byliby skłonni przeznaczyć na wynagrodzenie wybranej gwiazdy za udział w reklamie.

Po uśrednieniu wyników powstaje ranking, w którym na pierwszym miejscu znalazł się właśnie Lewandowski. Za jego udział w reklamie agencje są w stanie zapłacić 1 057 000 złotych. Za jego plecami znaleźli się: Marek Kondrat i Jerzy Owsiak, a na czwartym miejscu jet Agnieszka Radwańska, której marka jest warta 764 tysiące.

Wydaje się, że te sumy są niezwykle wysokie, ale skoro widzimy Roberta i jego żonę Annę zawsze jak włączymy telewizję, to chyba reklamodawcom opłaca się taka inwestycja. Ciekawe tylko czy Kucharski z Lewandowskim w tym całym natłoku ofert i dbaniu o wizerunek pamiętają, że nic tak nie wpływa na wartość piłkarza jak jego dobra gra na boisku i czy "Lewy" w końcu poprowadzi reprezentację Polski do sukcesów. Takim na pewno byłby awans na najbliższe mistrzostwa Europy.

Autor: Grzegorz Zajchowski


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje