• 1 .Inter Mediolan (40 pkt.)
  • 2 .SSC Napoli (39 pkt.)
  • 3 .Juventus Turyn (38 pkt.)
  • 4 .AS Roma (35 pkt.)
  • 5 .Lazio Rzym (32 pkt.)
  • 6 .Sampdoria Genua (27 pkt.)
  • 7 .AC Milan (24 pkt.)
  • 8 .Atalanta Bergamo (23 pkt.)

AC Milan. Czy europejski futbol wykupują "szare nosorożce" z Chin?

Chiński biznesmen Yonghong Li kupił AC Milan za 860 mln dolarów, a później zaciągnął kredyt 354 mln dolarów na transfery. Zabawa za 1,2 miliarda na razie nie daje efektów. Co i kto stoi za chińskimi gigantami, inwestującymi w europejski futbol?

Chińczycy przeprowadzili w ostatnim czasie ofensywę finansową w europejskim futbolu na niespotykaną skalę. Branża mediów sportowych zajmuje się głównie przytaczaniem liczb, za jakie kluby są wykupowane oraz wymienieniem egzotycznie brzmiących nazw inwestorów, których w rzeczywistości nikt nie prześwietla. "New York Times" zajął się tym tematem.

Reklama

Wielkie sportowe dzienniki w Europie albo nie mają środków na swoje śledztwa, albo nie mają na to chęci. Chińczycy przejęli wiele klubów na Starym Kontynencie bez większych kontrowersji. Pisze się na ich temat w zasadzie niewiele. Mało informacji wypływa z klubów, zero afer. Po lekturze tekstów w "New York Timesie" ten pozorny spokój może zwiastować ciszę przed burzą.

Prestiżowy amerykański dziennik pisze o tym, że w Europie rynki finansowe martwią się tzw. czarnymi łabędziami, czyli zaskakującymi wydarzeniami mającymi wpływ na wyniki giełd, tak w Chinach istnieje obawa o to, jaki wpływ na gospodarkę będzie miało stado "szarych nosorożców".

"Chodzi o chińskie przedsiębiorstwa, które przy pomocy powiązań politycznych i agresywnej ambicji, rozbudowały się w globalne konglomeraty. Firmy jak Anbag Insurance Group, Fosun International (Wolverhampton), HNA Group oraz Dalian Wanda Group (Atletico Madryt) utuczyły się na kredytach w państwowych bankach, wydając krocie na swoje imperia" - tłumaczy "NYT".

Ogromne zadłużenie

Dla chińskich władz problem jest taki, że przedsiębiorstwa te rozrosły się do ogromnych rozmiarów, ich struktura jest bardzo skomplikowana, i co być może najważniejsze - są ogromnie zadłużone. Amerykańska gazeta wylicza, że właściciel firmy, która kupiła Wolverhampton, był dwukrotnie zatrzymywany przez chińskie władze, ale nie podano powodów. Z kolei Dalian Wanda, właściciel Atletico, działający także w branży rozrywkowej, zapowiadał pobicie w Chinach Disneya, ale jak na razie wyprzedaje swoje parki rozrywki. Finansował za grube miliardy produkcje jak "300" i "Godzillę", ale kolejne jak "Warcraft" oraz "Wielki Mur" były topieniem pieniędzy.

- Wadą tych nowych firm jest to, że nie było nikogo z ramienia politycznego albo prawnego, kto byłby w stanie je kontrolować - powiedział w lipcu "Timesowi" Brock Silvers, prezes butikowego doradcy finansowego z siedzibą w Szanghaju. Dziennik podsumowuje: wspólnym mianownikiem tych firm jest ogromny dług i wiele interesów.

Pożyczanie od państwowych banków trwało latami. Łącznie wymienione firmy miały wydać poza granicami kraju 41 mld dolarów, złożyły się na to także pieniądze wydane na zakup piłkarskich klubów w przypadku Fosuna i Wandy.

Brało się to również z tego, że w 2015 roku chińska gospodarka mocno wyhamowała i trzeba było szukać inwestycji poza granicami kraju. Ale transfery pieniężne po całym świecie niebezpiecznie wzrosły, co w ciągu roku zaczęło nawet zagrażać gospodarce w Chinach. W grudniu lokalne władze wystosowały oficjalne ostrzeżenie do inwestorów, by się opamiętali.

"New York Times" oddzielny artykuł poświęcił AC Milan, legendarnemu włoskiemu klubowi, który został w kwietniu wykupiony z rąk Silvia Berlusconiego przez człowieka imieniem Li Yonghong. Koszt operacji: 860 mln dolarów. To rekordowa inwestycja Chińczyków w piłkarski klub w Europie. Za tekst w amerykańskiej gazecie odpowiada trzech dziennikarzy.

Napisali zgodnie, że nikt o panu Li nie słyszał przed transakcją ani we Włoszech, ani - co gorsza dla fanów mediolańskiego klubu - w Chinach.

Kto jest właścicielem Milanu?

Li twierdził, że jest potentatem na rynku kopalń, ale z dokumentów, jakie przeanalizowali reporterzy gazety, wynika, że kto inny jest właścicielem firm. W rzeczywistości udziały przechodziły z rąk do rąk, niekiedy sądy rejestrowały zmiany właścicielskie za słownie zero dolarów. Tekst "NYT" jest pogłębiony. Dziennikarze relacjonują, że zgłoszona w dokumentach siedziba właściciela AC Milan jest pusta, z komputerów zniknęły twarde dyski, a w śmietnikach zalęgły się robaki. Na drzwiach z kolei wisi od sierpnia nakaz eksmisji z prestiżowego wieżowca w Kantonie.

Nie będziemy przytaczać szczegółów, te najlepiej poznać w tekście "Timesa". W skrócie można powiedzieć, że struktury udziałowców AC Milan i operacji, jakie się za nią kryją, nie powstydziłby się Ryszard Ochódzki, prezes klubu "Tęcza". Mówiąc innymi słowy to po prostu bardzo podejrzana inżynieria finansowa.

Jedna z osób, do których dotarli dziennikarze, nawet nie widziała, że jest wpisana w dokumentach jako założyciel spółki Sino-Europe Sports Investment, będącej jednym z udziałowców AC Milan! To pan Li Shangbing, który zaprzeczył, że zakładał spółkę i ma udziały w klubie.

Dowiedz się więcej na temat: AC Milan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje