Indykpol AZS Olsztyn - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1

Siatkarze Indykpolu, którzy przed tygodniem pokonali 3:1 Jastrzębski Węgiel, sprawili kolejną niespodziankę w tym sezonie. We własnej hali pokonali w sobotę 3:1 drużynę ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.

Gościom nie udało się przerwać passy niepowodzeń, jaka towarzyszy im w wyjazdowych meczach z Indykpolem. W Olsztynie siatkarze z Kędzierzyna nie wygrali od 2010 roku. ZAKSA grała tym razem w osłabionym składzie, m.in. bez podstawowego przyjmującego Michała Ruciaka, który leczy stan zapalny ścięgna Achillesa.

Reklama

Początkowo niewielkie prowadzenie w pierwszym secie utrzymywała ZAKSA. Siatkarze wicemistrza Polski grali jednak nerwowo, zaczęli popełniać błędy i zepsuli cztery zagrywki w tej części spotkania. Indykpol przejął inicjatywę. Trener Sebastian Świderski dwukrotnie poprosił o przerwę. Olsztynianie utrzymali jednak przewagę do końca i wygrali 25:20.

Drugi set był bardzo wyrównany, żadna z drużyn nie zdobyła zdecydowanej przewagi. Rosnące emocje udzieliły się obu trenerom, którzy kilkakrotnie prosili komisarza zawodów o wideoweryfikacje decyzji sędziowskich. Masażysta gości został nawet ukarany żółtą kartką. W końcówce bardziej opanowani okazali się olsztynianie. Przy stanie 24:24 siatkarzom Zaksy nie udało się odebrać zagrywki Rafała Buszka, a potem Dominik Witczak uderzył piłkę w aut i Indykpol wygrał 26:24.

W trzecim secie zdecydowali lepsi byli siatkarze z Kędzierzyna-Koźla. Prowadzili przez cały czas i po raz pierwszy w tym spotkaniu uzyskali pięciopunktową przewagę. Przy stanie 14:19 trener olsztynian wprowadził na boisko Bartosza Krzyśka i Grzegorza Pająka. Zmieniło to obraz gry na krótko. Siatkarze Indykpolu zdobyli trzy kolejne punkty. Potem ZAKSA była już nie do zatrzymania i wygrała do 17.

W czwartym secie obie drużyny były wyraźnie zmęczone i popełniały błędy w przyjęciu i ataku. Indykpol prowadził 24:22, ale goście obronili dwie kolejne piłki meczowe. Set rozstrzygnął się na przewagi. Po niezwykle zaciętej końcówce olsztynianie wygrali 34:32.

Siatkarze gości pod koniec gry coraz wyraźniej okazywali niezadowolenie z decyzji sędziów. Emocje udzieliły się ich trenerowi, który po meczu nie chciał komentować wyniku.

Statuetkę MVP dla najlepszego zawodnika meczu otrzymał atakujący Indykpolu Grzegorz Szymański. Spotkanie w olsztyńskiej hali Urania obserwował komplet ponad 2 tys. widzów na trybunach.

Po meczu powiedzieli:

Krzysztof Stelmach (trener Indykpolu AZS Olsztyn): "Wygrać z drużyną, która pretenduje do pierwszych miejsc w PlusLidze to duża rzecz. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że nie grali pełnym składem. My patrzyliśmy przede wszystkim na naszą grę. Mieliśmy momenty trudne, ale potrafiliśmy z tego wyjść i walczyć twardo, więc jestem szczęśliwy".

Sebastian Świderski (trener Zaksy Kędzierzyn-Koźle): "Nie wygraliśmy w Olsztynie od trzech lat. Będziemy musieli poczekać następne pół roku, może rok. Tak więc wielkie gratulacje. Tyle z mojej strony. Nie chcę za dużo powiedzieć, bo jeszcze zostanę ukarany...".

Maciej Dobrowolski (kapitan Indykpolu AZS Olsztyn): "Mecz był bardzo emocjonujący. Publiczność dopisała. Jestem bardzo zadowolony z tego, że zespół - mimo słabszych momentów w trzecim i początkowej fazie czwartego seta - fajnie zareagował i w końcówce potrafił doprowadzić do zwycięstwa za trzy punkty". 

Indykpol AZS Olsztyn - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1 (25:20, 26:24, 17:25, 34:32)

Indykpol AZS Olsztyn: Rafał Buszek, Maciej Dobrowolski, Piotr Hain, Piotr Łuka, Matti Oivanen, Grzegorz Szymański - Michał Żurek (libero) - Bartosz Krzysiek, Piotr Łukasik, Grzegorz Pająk.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle: Grzegorz Bociek, Wojciech Ferens, Dan Lewis, Marcin Możdżonek, Grzegorz Pilarz, Łukasz Wiśniewski - Piotr Gacek (libero) - Jurij Gładyr, Dick Kooy, Dominik Witczak, Paweł Zagumny.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje