Trefl Gdańsk szuka pieniędzy. Nietypowa akcja

Wojciech Ferens podkreślił, że on i jego koledzy z Trefla Gdańsk razem z klubem podejmują ryzyko, ale mimo trudnej sytuacji finansowej zamierzają walczyć dalej w lidze. "My - zawodnicy - wierzymy, że się uda i jesteśmy spokojni" - zapewnił siatkarz. Klub szuka pieniędzy organizując różnego rodzaju akcje np. można wykupić obecność zawodnika na... wieczorze panieńskim.

"Jako zespół podjęliśmy decyzję, że ufamy klubowi i dla nas ten rozdział, który w ostatnich tygodniach miał taki mocny wydźwięk, jest zamknięty. Razem z klubem podejmujemy ryzyko i walczymy dalej w lidze. Staramy się skupić na swojej pracy, nie rozważamy tego, co się dalej dzieje i wierzymy, że klub całą tę sytuację rozwiąże" - zaznaczył grający na pozycji przyjmującego Ferens.

Reklama

O zespole z Gdańska zrobiło się głośno po tym, jak w sierpniu Grupa Lotos S.A., która była od 2010 roku jego sponsorem tytularnym, poinformowała, że nie przedłuży na kolejny sezon umowy. W minionych rozgrywkach ta firma przekazała na rzecz klubu blisko cztery miliony złotych.

"Sytuacja, gdy jest widmo, że klub przestanie istnieć, jest niekomfortowa. Otrzymaliśmy pewne zapewnienia, że budżet będzie spięty, to na pewno bardzo cenna informacja dla nas, siatkarzy. Staramy się teraz z naszej strony realizować to, co do nas należy, czyli przygotować się i grać. Wiadomo, że prezesi i właściciel klubu walczą o sponsorów, o budżet. To pewnie gdzieś w głowie bardziej było niż jest, bo po ostatnich rozmowach wychodzi na to, że sytuacja wygląda całkiem dobrze" - powiedział środkowy Wojciech Grzyb.

Przyjmujący Trefla potwierdził, że koledzy z innych zespołów odzywali się i starali się podtrzymać go na duchu.

"Każdy siatkarz coś takiego przeżył, gdy choćby część jakiegoś sezonu była taka niepewna. To nie jest nic przyjemnego. Tym bardziej, że niektórzy z nas mają po kilkoro dzieci i to nie jest proste. Ostatnie tygodnie były prawdziwą próbą dla tworzonych przez tyle lat struktur w klubie i zdało to egzamin. Wierzymy, że się uda i jesteśmy spokojni" - zapewnił.

Trudny moment w karierze, choć nieco innego rodzaju, ma za sobą też rozgrywający Indykpolu AZS Olsztyn Paweł Woicki.

"Ruszała liga, a ja nie miałem podpisanego kontraktu całosezonowego. W takich sytuacjach - mogę to powiedzieć ze swojej perspektywy - człowiek nie myśli o takich rzeczach, tylko koncentruje się na tym, żeby cały czas wykonywać swoją pracę. Po chłopakach z Gdańska widać, że oni dobrze pracują, a ta cała sytuacja tylko ich wzmocni, a nie rozbije. To, że zostali, jest związane z tym, iż wierzą, że tworzą bardzo dobrą drużynę. To pokazuje ich siłę i charakter" - ocenił.

Jak dodał, czasem zawodnicy muszą wybierać między "mieć" a "być".

"Mieć pieniądze, czy być dobrym graczem. Jeśli będą dobrze grać, to przyjdą i sponsorzy. To pokazuje tylko, że są wielkimi sportowcami. Bo jakby byli tchórzami i tylko by im zależało na pieniądzach, to by pouciekali i w Gdańsku byłby tonący okręt. Ale największy szacunek dla prezesa Dariusza Gadomskiego, który pewnie ma za sobą wiele nieprzespanych nocy, ale wykonał niesamowitą pracę. Ja im życzę powodzenia, we wszystkich meczach... tylko mam nadzieję, że nie z nami" - zastrzegł z uśmiechem.

W mediach pojawiły się informacje, że niektórzy zawodnicy Trefla bardzo szybko dostali szereg propozycji kontraktów od innych klubów. Na razie jednak nikt z tego nie skorzystał.

"Fajne jest to, że potrafiliśmy zachować stuprocentową koncentrację. Treningi były na wysokim poziomie i chwała chłopakom za to, że potrafiliśmy się skupić na tym, co najważniejsze" - podkreślił Ferens.

Zastrzegł, że Anastasi w stu procentach izolował drużynę od obecnych problemów klubu.

"Kazał się nam skupiać tylko i wyłącznie na naszej pracy. Staraliśmy się rozmawiać tylko o konkretach, nie poruszaliśmy nad wyraz tego tematu. Bo - nie oszukujmy się - mogłoby się to odbić na naszej formie. Robimy swoje i z podniesioną głową zmierzamy ku nowemu sezonowi" - zaznaczył.

Jednym z pomysłów jest rozpoczęta w sobotę akcja crowdfundingowa "doLEWamy do pełna", w ramach której w Gdańsku chcą uzyskać 150 tys. złotych. Zbiórka potrwa do 4 października, kiedy zgodnie z terminarzem Trefl ma zainaugurować sezon meczem z ONICO Warszawa. Do wtorkowego poranka wzięło w niej udział 853 osób, a zgromadzono 94 021 zł. Dołączył się do niej m.in. Karol Kłos z PGE Skry Bełchatów.

"Ja się nie dołożyłem. Jak wygram z nimi dwa mecze, to wtedy mogę coś wpłacić" - żartował Woicki.

Wśród opcji w ramach akcji jest np. wykupienie obecności siatkarza tego klubu na urodzinach lub wieczorze panieńskim. Trzeba zapłacić za to minimum 600 zł.

"Nikt z nami tego nie konsultował. Trochę śmiechu w nas to wywołało. Na razie patrzyliśmy, że nie zostało to wykupione... na szczęście może. A co, jeśli trzeba będzie pójść na wieczór panieński? Zobaczymy, co to będzie za projekt. Najwyżej wyślemy tam pomysłodawcę, czyli dział marketingu" - zaznaczył z uśmiechem Grzyb.

Ferens przyznał, że cała drużyna była tym przedsięwzięciem zaskoczona, ale on samą akcję uważa za ciekawy pomysł.

"Przede wszystkim ma ona na celu zacząć pewien proces pomocy klubowi i wydaje mi się, że każda taka inicjatywa jest słuszna i warto się pod tym podpisać. Wieczór panieński? Oprócz występów na boisku musimy sprzedawać też swój wizerunek i będziemy się z tego w miarę możliwości wywiązywać oraz starać się też w ten sposób pomagać klubowi. W naszej pracy są obowiązki i są przyjemności. Zobaczymy, w którą kategorię to się wpisze, ale damy radę" - zapewnił Grzyb.

Agnieszka Niedziałek

Dowiedz się więcej na temat: Lotos Trefl Gdańsk | PlusLiga

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje