Jacek Kasprzyk: Możliwe trenerskie trio w kadrze siatkarzy

Prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk nie wyklucza, że nawet trzech trenerów może prowadzić męską kadrę. - Widziałbym takie trio: Jakub Bednaruk, Piotr Gruszka i Paweł Zagumny. I to w różnych konfiguracjach - powiedział.

PAP: Czy zwiększyła się liczba zgłoszeń na trenera reprezentacji Polski siatkarzy?

Reklama

Jacek Kasprzyk: - Nadal jest ich siedem, ale są też prowadzone nieformalne rozmowy. Niektórzy dzwonią, pytają, jakie mają szanse, jakie są możliwości.

Czy zgłosili się też trenerzy zagraniczni?

- Formalnie CV nikt nie złożył. Jeden z trenerów bardzo dąży do spotkania. Prosił jednak, by nie ujawniać jego nazwiska, bo jest związany innym kontraktem.

Czy to ktoś, kto pracował już z reprezentacją Polski?

- Nie. Z naszą nie pracował, ale ma doświadczenie w prowadzeniu kadr narodowych.

To teraz będzie kluczowe kryterium wyboru?

- Może nie kluczowe, ale ważne.

Nie mamy polskiego trenera, który miałby takie doświadczenie.

- Mamy za to byłych reprezentantów Polski, którzy pracowali z wieloma szkoleniowcami i znakomicie wiedzą, jak wygląda praca od środka. Ta kadra wymaga większej pracy nad mentalnością, integracją grupy, by każdy za każdego dał się pokroić.

Kiedy zapadną decyzje?

- 25 października zbiera się zarząd PZPS-u, który zatwierdzi tryb wyboru trenera. Wydział Trenerski i Szkolenia na podstawie wysłanych aplikacji oceni, z którymi osobami należy się spotkać i rozpoczniemy rozmowy. Każdy ma swojego faworyta. Ja też. Serce nadal podpowiada mi, żeby to był Polak. Nawet nie jeden, a może trzech? Widziałbym takie trio: Jakub Bednaruk, Piotr Gruszka i Paweł Zagumny. I to w różnych konfiguracjach.

Ale Zagumny cały czas mówi, że nie interesuje go taka praca.

- Z Pawłem znam się wiele lat, przyjaźnimy się, rozmawiam z nim cały czas. Namawiać go nie będę, ale on ma niesamowicie analityczny umysł. Widziałbym go w sztabie, na pewno taka osoba by się przydała. On widzi rzeczy, których śmiertelnik nie dostrzega.

Z kolei Piotr Gruszka, który był asystentem Ferdinanda de Giorgiego mówi, że nadal nie dostał wypowiedzenia.

- Nie dostał. To prawda. Umowa jednak jest tak skonstruowana, że w momencie kiedy wrócił do pracy w klubie, w żaden sposób nas finansowo nie obciąża. Na Piotra patrzymy trochę inaczej, bo może właśnie to on zostanie kolejnym trenerem kadry? A z de Giorgim spotkam się w przyszłym tygodniu, ma przylecieć do Warszawy, żeby wszystko ostatecznie ustalić.

A kiedy poznamy nazwisko nowego szkoleniowca?

- Chcemy spokojnie obserwować trenerów, którzy złożyli oferty i przeprowadzić z nimi rozmowy. Nie mamy się w tej chwili do czego spieszyć, więc może pod koniec roku lub na początku przyszłego.

Nawiązał pan wcześniej do pracy nad duchem zespołu. Właśnie tego zabrakło?

- Nie wymagam, by wszyscy się kochali. Tu chodzi o to, by cała grupa dążyła do tego samego celu. Przyjacielem można być z dwoma, trzema osobami, ale ważne, by była harmonia w reprezentacji. Nie wolno umniejszać zasług innych. To praca w grupie. To trudne zadanie, bo teraz zawodnicy są ze sobą mniej zżyci. Wchodzą do autokaru, słuchawki na uszy, telefony do ręki. Kiedyś grało się w karty, rozmawiało o wszystkim.

Da się scalić jeszcze tę grupę zawodników, która była chociażby w tym sezonie w kadrze?

- To oczywiście trudne zadanie. Zresztą o takich problemach z trenerem de Giorgim rozmawialiśmy parę razy. Cały czas słyszeliśmy, że najważniejszy jest trening, bo zawodnicy mają braki. Do tego był szereg zakazów. To nie było dobre. Nawet my zwracaliśmy uwagę na to, że brakuje elementów integracyjnych - wspólnego wyjścia na kajaki, kręgle, do kina. Najważniejsze ciągle były treningi.

Polski trener to lepiej zrozumie?

- Myślę, że tak. Ale to wszystko zależy od szkoleniowca i od grupy, jaka zostanie przez niego stworzona. Trzeba zbudować monolit.

Ma pan do siebie żal, że zatrudnił de Giorgiego?

- Wybierając de Giorgiego kierowaliśmy się dwunastoma, a nawet trzynastoma kryteriami. Znaczącą większość ówczesny kandydat spełniał. Trener przedstawił też bardzo interesujący plan pracy z kadrą. Na tamten czas był to wybór optymalny, poparty rekomendacjami wielu znaczących postaci ze środowiska. Okazało się jednak, że z realizacją koncepcji przedstawionej przez trenera było gorzej. O to mam żal.

W kobiecej kadrze postawiono na odmłodzenie drużyny. Związek wykazuje się sporą cierpliwością, od lat nie ma sukcesu, ale została obrana pewna ścieżką i ją konsekwentnie się realizuje. W męskiej siatkówce wymaga się sukcesu co roku. Może warto trochę poczekać?

- Na pewno. Taki chyba będzie też plan. Jeżeli będzie to młody i perspektywiczny trener, to zachowamy się tak jak z Jackiem Nawrockim. Damy mu po prostu szansę, ale musi to być wówczas Polak.

Siatkówka to przeżyje, jak nie będzie sukcesu?

- Jestem pewien, że przeżyje, poza tym wcale nie jest powiedziane, że odmłodzenie drużyny nie przyniesie sukcesu. Tego nie wiemy. To jest sport. Nasza reprezentacja nie musi być bardzo zmieniona. Mateusz Mika wyzdrowieje, dojdzie Wilfredo Leon - zyskamy bardzo dużo. Mieliśmy problemy na przyjęciu. Bartosz Kurek wrócił na pozycję przyjmującego, a nigdy w tym elemencie nie był asem. Z kolei Michał Kubiak był po chorobie i wyraźnie nie doszedł do siebie.

Wywołał pan nazwiska Kurka i Kubiaka. Obaj powiedzieli, że zastanawiają się nad swoją dalszą karierą w reprezentacji. Będzie pan ich namawiać, by dalej grali w narodowych barwach?

- To będzie zależeć od decyzji nowego trenera. Nie wiemy jednak, czy szkoleniowiec będzie chciał na nich postawić. A może weźmie Bartosza Kwolka czy Aleksandra Śliwkę?

Rozmawiała Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Jacek Kasprzyk | Polski Związek Piłki Siatkowej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje