Dawid Kubacki: Czasem zniżka formy się przydaje

Brązowy medalista drużynowych mistrzostw świata Dawid Kubacki skacze nieco słabiej niż w poprzednim sezonie, ale jest przekonany, że zna przyczynę niepowodzeń. "Czasem zniżka formy się przydaje" - stwierdził narciarz z Szaflar.

Niebawem minie pięć lat od pana debiutu w Pucharze Świata, tj. od konkursu w Zakopanem, w którym zajął pan 49. miejsce. Jak zmienił się sportowo i życiowo Dawid Kubacki?

Reklama

Dawid Kubacki: Pierwszy start w PŚ nie był zbyt udany, ponieważ jako młody zawodnik zwyczajnie nie poradziłem sobie. Debiut wiąże się z dużą adrenaliną i stresem. Z czasem było coraz lepiej jeśli chodzi o towarzyszące presję i stres. Każdy występ, zwłaszcza udany, dodaje pewności siebie i procentuje na przyszłość. Prywatnie od tego czasu też sporo się zmieniło. Mimo, że nigdy nie miałem jakichś wielkich młodocianych wybryków, to i tak uważam, że sporo zmądrzałem i poukładałem sobie życie.

W 2009 roku sukcesem był awans z kwalifikacji. A jakie oczekiwania towarzyszą zbliżającym się zawodom pucharowym w Wiśle i stolicy polskich Tatr?

- Nie nastawiam się na jakieś konkretne miejsca w klasyfikacji. Wiem, że będę zadowolony z zawodów, kiedy wykonam swoje zadanie i będę się cieszył swoimi skokami.

Pana pozycja w reprezentacji osłabła? W marcu, kiedy zdobywaliście brąz MŚ w Predazzo, lepsze wyniki od pana miał tylko indywidualny czempion globu Kamil Stoch.

- Mam pewne kłopoty, z którymi muszę sobie poradzić. Ale ja wiem, jak wyjść z nich, choć żadnych szczegółów nie zdradzę. Niech to pozostanie moją tajemnicą. Naprawdę niewiele brakuje, aby wszystko zaczęło grać i żebym znów fajnie skakał. Mam zniżkę formę, lecz czasem ona się przydaje. Trzeba zacisnąć zęby i pracować nad sobą. Na pewno się nie załamię, zresztą wielu wybitnych sportowców nigdy nie znalazłoby się na szczycie, gdyby nie potrafiło wydostać się ze sportowego dołka. Po takich sytuacjach zwycięstwa lepiej smakują.

W tym sezonie ma pan najsłabsze rezultaty z siódemki zawodników, którzy walczą o wyjazd na igrzyska. Igrzyska w Soczi obejrzy pan w telewizji?

- Sytuacja jest jasna - na olimpiadę pojadą najlepsi. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jesteśmy drużyną, a co więcej, całe polskie skoki to jeden wielki team. Staram się wykonywać swoją pracę, po prostu robić swoje. Gdybym nastawiał się na walkę z kolegami, to nic dobrego by z tego nie wyszło.

Turniej Czterech Skoczni nie poprawił pana notowań u trenera Łukasza Kruczka?

- Założenia były takie, że odpuszczam niemiecką część zawodów, aby w spokoju potrenować nad poprawą drobnych błędów technicznych. Niestety, halny pokrzyżował plany i wraz z trenerem Zbigniewem Klimowskim miałem tylko jeden trening w Planicy. Ale i z niego jestem zadowolony, bowiem udało się solidnie popracować. W następnych startach nie wyszło tak jak bym chciał, jednak wiem, że ta praca nie pójdzie na marne i wkrótce zaskoczy.

W ostatnim czasie najlepsze skoki oddawał pan w Engelbergu. To przypadek, czy ulubiony obiekt?

- W Szwajcarii zaliczyłem dobry start w poprzednim roku, całkiem fajny również przed kilkoma tygodniami. Tym razem skocznia w Engelbergu bardzo "siadła" Jaśkowi Ziobrze. To przyjemny obiekt, ale mi najlepiej skacze się w Zakopanem. Takiej atmosfery nie ma na żadnej innej skoczni. Trudno przebić ją czymś innym. Wielki szacunek dla kibiców za niepowtarzalne widowisko.

W czwartek konkurs w Wiśle, w weekend w Zakopanem, ale śniegu jak na lekarstwo.

- Byłem pod Wielką Krokwią i widziałem, że armatki działają, więc śniegu na zawody nie zabraknie. My trenujemy na "sucho", w sali. Fajnie byłoby potrenować na własnych skoczniach, jednak nie mamy takiej możliwości, dlatego trening motoryczny musi nam wystarczyć. Można te kilka dni byłoby wykorzystać na skakanie gdzieś indziej, jednak podróże są uciążliwe i myślę, że z tego względu trenerzy nie zdecydowali się na żaden obóz.

Rozmawiał: Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: Dawid Kubacki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje