PŚ w Sapporo. Kompromitacja Kamila Stocha, wygrał Anders Fannemel

Kamil Stoch był najgorszym z „Biało-czerwonych” w niedzielnym konkursie PŚ w japońskim Sapporo. Uzyskał tylko 109 metrów i nie wszedł do drugiej serii, w której zaprezentowało się m.in. czterech innych Polaków. Wygrał Norweg Anders Fannemel.

Puchar Świata w Sapporo od lat był jednym z newralgicznych momentów w kalendarzu polskich skoczków. Bo albo nasi trenerzy rezygnowali z dalekiej podróży i startów w zawodach, albo decydowali się na wyjazd, a ostatecznie konkursy w Japonii okazywały się przełomowe dla "Biało-czerwonych".

Reklama

Tym razem było jednak tak, jak przez cały sezon. W zawodach wystąpili nasi najlepsi reprezentanci, ale spisali się przeciętnie.

Niedzielny konkurs rozpoczął się o godz. 2 czasu polskiego. W zawodach wzięło udział sześciu naszych reprezentantów, a jako pierwszy zaprezentował się Andrzej Stękała.

Właśnie z nim związane były największe nadzieje. W sesjach treningowych był bowiem najrówniej skaczącym z Polaków. W pierwszej serii niedzielnego konkursu uzyskał 124 metry przy niesprzyjającym wietrze i objął prowadzenie.

Tuż po nim na belce usiadł Klemens Murańka, który jednak nie powtórzył wyczynu kolegi i wylądował na 117. metrze, co później dało awans do II serii. Jeszcze słabiej poszło Dawidowi Kubackiemu, który zmarnował próbę i skoczył trzy metry mniej od Murańki.

Przy szalejącym wietrze i kilku słabszych skokach, z dużymi obawami do ważnej próby podchodził Maciej Kot - w sobotę najlepszy z polskiej kadry. Zupełnie niepotrzebnie, bo znów potwierdził równą, wysoką dyspozycję. Uzyskał dokładnie taki sam wynik jak Stękała - 124 metry, ale miał lepsze noty i objął prowadzenie.

Polaków przedzielił... Stefan Hula. Poszybował na odległość 128 metrów przy bardzo korzystnych warunkach, i tylko dlatego nie został nowym liderem.

Po skoku Manuela Fettnera na 139 metrów jury postanowiło obniżyć belkę. I szkoda, bo za chwilę miał wystartować Kamil Stoch...

I nie wiemy, czy przeszkodził mu wiatr, czy obniżona belka, ale nasz najlepszy skoczek ostatnich lat popełnił błąd - źle wyszedł z progu, a w konsekwencji wylądował na 109. metrze. Stało się jasne, że tego dnia będzie najgorszym z Polaków i nie wystartuje w drugiej serii. Tymczasem kolejni po Stochu Joachim Hauer i Daiki Ito skakali odpowiednio 135,5 i 141,5 metra (nowy rekord skoczni).

Japończyk do końca pierwszej serii nie oddał prowadzenia, a w dodatku trzecie miejsce zajmował jego rodak Noriaki Kasai. Tymczasem po skoku na odległość 130 metrów 11. był lider Pucharu Świata Peter Prevc.

Drugą serię rozpoczął skok Murańki, ale nasz reprezentant będzie chciał o nim jak najszybciej zapomnieć. Wybił się zbyt wcześnie i uzyskał zaledwie 103 metry.

W drugiej części słabiej skoczył też Stękała. Uzyskał 120,5 metra i również spadł o kilka miejsc w klasyfikacji.

Bardzo dobrze z kolei spisał się Hula. Skoczył 128,5 metra, objął prowadzenie i wyraźnie zadowolony opuszczał skocznię.

Podobnie jak Kot, który skoczył pół metra dalej od Huli. To kolejny konkurs, w którym ten skoczek jest najlepszym z Polaków. Oznacza to, że Kot wraca do dobrego, równego skakania.

Tymczasem ostatnią próbę w konkursie zepsuł faworyt gospodarzy Daiki Ito. Wygrał Norweg Anders Fannemel, a tuż za nim był jego rodak Johan Andre Forfang. Trzecie miejsce na podium zajął ulubieniec publiczności, 44-letni Kasai.

Ostatecznie Kot zajął 13., a Hula 14. miejsce.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje