PŚ w skokach. Lepistoe: Polacy nie stracą formy do igrzysk

Były trener polskiej kadry skoczków narciarskich Hannu Lepistoe jest pewny, że forma "Biało-czerwonych" utrzyma się do igrzysk w Pjongczangu. Był zaskoczony rozstrzygnięciem zawodów w Wiśle i uważa, że sezon będzie stał pod znakiem rywalizacji Kamila Stocha ze Stefanem Kraftem.

"Skoki narciarskie to taka dyscyplina, gdzie sportowa forma nie znika. Jak się skacze od początku sezonu dobrze, to tak będzie cały czas. Może się jednak zdarzyć tak, że dyspozycja będzie rosnąć u innych. Pierwsze konkursy to zawsze loteria. Nie tylko ze względu na pogodę, ale też często dla samych zawodników" - przyznał PAP 71-letni szkoleniowiec i dodał, że zwycięstwo Japończyka Junshiro Kobayashiego w Wiśle było sporym zaskoczeniem.

Reklama

"To była niespodzianka, jakiej się nie spodziewałem. To się zdarza. Zwłaszcza jak jeszcze nie wszyscy odnaleźli swój rytm. To też nie znaczy, że Kobayashi nie będzie gwiazdą tego sezonu. Tak też może się stać" - powiedział.

Fin, który doprowadził Adama Małysza do dwóch medali olimpijskich w Vancouver (2010), uważa, że obecny sezon - jak poprzedni - może należeć do dwóch zawodników - Stocha i Austriaka Krafta. Walka o Kryształową Kulę w marcu trwała do ostatniego konkursu.

"Tak może być i tym razem. Obaj już w Wiśle pokazali, że są w znakomitej dyspozycji. Zresztą Polacy jako drużyna pokazali się z mocnej strony i podejrzewam, że tak będzie do końca. Na razie słabiej wypadła ekipa austriacka, ale oni jeszcze będą w światowej czołówce" - powiedział Lepistoe.

Zaznaczył jednocześnie, że trudno jest cokolwiek wyrokować po pierwszych zawodach. "Nie jestem już tak bardzo związany ze skokami narciarskimi. Oczywiście śledzę każde zawody, ale nie wiem, ile poszczególni zawodnicy oddali skoków treningowych, jaką pracę wykonali latem i na jakim etapie treningu są. To są elementy, które są bardzo ważne" - podkreślił w rozmowie z PAP.

Lepistoe pochwalił także pomysł Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), by inaugurację Pucharu Świata przenieść z Kuusamo do Wisły.

"To było dobre posunięcie. W Kuusamo był często problem z warunkami atmosferycznymi. Poza tym tam jest duża skocznia. Lepiej, by zawodnicy zaczynali skakanie na mniejszych obiektach. Nabierają większej pewności siebie" - ocenił.

Jego zdaniem przed igrzyskami w Pjongczangu nie należy odpuszczać zbyt wielu konkursów. To może zaburzyć jedynie rytm, a także wprowadzać nerwową atmosferę.

"W Polsce jest znakomity sztab szkoleniowy. Stefan Horngacher to specjalista i udowodnił, że należy mu ufać. U swego boku ma Adama Małysza, który doskonale zna życie skoczka i wie, co i kiedy należy zrobić. Powinniście być spokojni" - powiedział.

Kolejne konkursy Pucharu Świata odbędą się w najbliższy weekend w fińskim Kuusamo - w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Wystąpi w nich sześciu Polaków: Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Stefan Hula oraz Jakub Wolny. Ci sami zawodnicy polecą potem na zawody do Niżnego Tagiła.

Rozmawiała Marta Pietrewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje