PŚ w Wiśle. Apoloniusz Tajner: Czeka nas lepszy sezon od poprzedniego

Apoloniusz Tajner na przestrzeni roku 2016 i 2017 pękał z dumy, widząc, jak znakomicie poczynali sobie polscy skoczkowie prowadzeni przez Stefana Horngachera, choć podkreślał, że jest to jedynie preludium do tego, co może ich czekać w roku kolejnym. I zdania nie zmienił. W piątek przed kwalifikacjami w Wiśle prezes PZN rzeczowo argumentował teorię o tym, dlaczego "Biało-czerwonych" czeka jeszcze lepszy sezon od poprzedniego.

Puchar Narodów, drużynowe mistrzostwo świata, zawodnicy na dwóch najwyższych stopniach podium Turnieju Czterech Skoczni, brąz na MŚ, a do tego drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i prestiżowego Raw Air - te wyniki mówią same za siebie. Pierwszy rok pracy Horngachera z drużyną przerósł najśmielsze oczekiwania fanów i ekspertów po smutnej końcówce kadencji Łukasza Kruczka. Kadra A odrodziła się, a Tajnera przepełniała satysfakcja z dokonanego wyboru. Co pokazał czas, jak słusznego.

Reklama

Tajner to już niemal człowiek-instytucja, ale zasłynął przecież najpierw jako człowiek odpowiedzialny za spektakularne sukcesy Adama Małysza. I właśnie w pierwszej kolejności wiedza trenerska nakazuje mu wierzyć w projekt budowany przez zagranicznego szkoleniowca.

Energia zamiast zmęczenia

- Z trenerskiego doświadczenia wiem, że premierowy rok jest poniekąd testowy. Wówczas należy się skupić na wprowadzeniu nowych metod, zmontowaniu sztabu, zapoznaniu się z zawodnikami, dotarciu z nimi, zbudowaniu atmosfery. A drugi rok zawsze jest lepszy, podobnie jak trzeci. A że u nas wypaliło już na starcie? No cóż, Horngacher nie był nowy, znał tych chłopaków z pracy z kadrą młodzieżową. Przecież on Kamila Stocha i Piotrka Żyłę prowadził jako juniorów. Miał więc renomę wśród chłopaków i całość szybko zaskoczyła - przypominał okres między 2004 a 2006 rokiem, gdy Austriak z powodzeniem pracował jako trener młodzieżowej.

- Teraz wszystko jest dobrze rozplanowane. Polacy nie są zmęczeni, wręcz przeciwnie, są nakręceni, a to wszystko dzięki temu, że Stefan wiedział, jak znaleźć złoty środek między ciężką pracą i odpoczynkiem. Jest pewność, że są głodni sukcesów, a Stefan ich mądrze prowadzi i zapewne mądrze wprowadzi w kolejny sezon - podkreślił.

Igrzyska szans. Nie medalowych pewniaków

Gdy więc słyszy się takie słowa prezesa, to trudno walczyć z pogodą ducha i od biało-czerwonej ekipy chce się jeszcze więcej. Na przykład medalu w "drużynówce" na igrzyskach, z którego nasza drużyna jeszcze nigdy się nie cieszyła. Ale Tajner, trochę wbrew wcześniejszym wypowiedziom, nie chce w Pjongczangu obiecywać złotych gór.

- Nasz start olimpijski to tylko szanse medalowe, a nie pewniaki do krążków. Igrzyska rządzą się swoimi prawami, nie wiadomo, kto po trzech czwartych sezonu i ponad trzech wyczerpujących miesiącach skakania zaskoczy. Kto by pomyślał, że Kamil przywiezie dwa złota z Soczi? My wtedy zakładaliśmy, że sukcesem byłby jeden brąz w którymkolwiek ze startów. A tu taka niespodzianka! Czasem jest tak, że jedzie się po złoto, a wraca z niczym. Lecz też nie zapominajmy o tym, jaki potencjał ma ta grupa. Medal może zwinąć każdy z naszej czwórki, i to niezależnie od tego, kto by jej nie tworzył. Przykład najświeższy? Mistrzostwa świata i brąz Piotrka Żyły, wydawało się najsłabszego członka zespołu - przytoczył historię z Lahti.

Prezes nie ma zmartwień

Dla Tajnera obecna kadencja to pasmo sukcesów, i to nie tylko sportowych. Wielkim wyróżnieniem dla polskiego narciarstwa, ale także dla samego prezesa był wybór Wisły na gospodarza konkursów inaugurujących tegoroczny cykl Pucharu Świata. Tym bardziej zważywszy na to, że w połowie listopada miasteczko na Śląsku Cieszyńskim nie przypomina zimowej stolicy kraju, a typowa jesienna aura zmusiła organizatorów do znalezienia niezbędnego do skakania na nartach śniegu własnym sumptem. Produkcją sztucznego białego puchu zajęła się firma Supersnow, która wyrobiła normę w iście stachanowskich standardach. Jak się okazało w czwartek, śniegu potrzebnego do zakrycia zeskoku wyprodukowano sporo za dużo.

- Nie miałem żadnych obaw dotyczących tej firmy, a jeżeli już, to tylko o to, czy uda się właściwą ilość śniegu przygotować na zawody. Reszta to już kwestie techniczne dotyczące rozprowadzania śniegu po zeskoku i ogólnego przygotowania obiektu. Dodatkowo oczekiwanego produktu nie było na styk, było go zbyt wiele - pytał retorycznie z dumą na twarzy.

Pomimo nie do końca sprzyjających warunków atmosferycznych, Wisła jest do inauguracyjnego weekendu gotowa w stu procentach. Tak jak zdaniem Tajnera gotowa do trudów sezonu jest nasza kadra.

Pierwszy poważny sprawdzian wspomnianej gotowości w sobotę. Transmisja z konkursu drużynowego na obiekcie im. Adama Małysza od godziny 15:30 w Eurosporcie 1.

Michał Błażewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama