PŚ w Wiśle. Dawid Kubacki. Król lata nie celuje w tron zimowy

Wygrany sezon Letniej Grand Prix miał zmienić Dawida Kubackiego w czołowego skoczka świata także zimą. Ale czy zmienił? Po piątku w Wiśle, w którym 27-latek umilił treningi i kwalifikacje skokami co najwyżej solidnymi, o jakąkolwiek odpowiedź trudno. Sam zainteresowany też nie podsyca atmosfery i żadnych konkretnych celów nie zakłada.

Podczas jednego z treningów był nawet na miejscu trzecim, lecz w już zdecydowanie ważniejszych eliminacjach doskoczył do lokaty trzynastej. Czyli dokonał tego, czego zazwyczaj można się po nim spodziewać. Co w poprzednich latach wręcz miało być zapisane w jego DNA. Był solidny do bólu, i to zapewne w piątek bólu fanów, którzy tego dnia w mieście nazywanym Perłą Beskidów dopingowali go głośno, nawet na równi z największymi gwiazdami polskiej kadry. Trochę się przy tym rozczarowując. Publika w Wiśle liczyła na to, że Dawid wreszcie poczyni zimą milowy krok do przodu, że z marszu zacznie walczyć z samymi największymi. Nie zaczął, od świetnego Stefana Krafta odstawał niczym każdy inny skoczek.

Reklama

Z Kubackim zawsze było tak, że mogliśmy po nim spodziewać się czegoś przyzwoitego, ale na pewno nie spektakularnego. Do podium Pucharu Świata nigdy się nie zbliżył, jego najlepszy wynik to trzykrotnie lokata ósma, jedna ze stycznia tego roku z Zakopanego oraz dwie z obu konkursów na mistrzostwach świata w Lahti. I gdy nagle wystrzelił w Letniej Grand Prix, gdzie połowa z wszystkich konkursów należała do niego, to można było żywić nadzieję, że z kopniaka wejdzie też w zimę.

Na realizację tej nadziei trzeba będzie jednak poczekać. Jak długo? Czy dni, tygodnie, być może miesiące? Jak na złość Kubacki jest ostatnią osobą, która byłaby skłonna składać obietnice przy tego typu zagwozdkach i opowiadać o konkretnych (czytaj mistrzowskich) pragnieniach.

- Ja nie myślę o tym, czy ten sezon będzie przełomowy, ja po prostu nad tym pracuję. Dla mnie plany na najbliższy czas to dobre skoki i koncentracja nad tym, co mam na bieżąco do zrobienia i poprawy na skoczni. I robię to co każdy weekend, w każdych pojedynczych zawodach. To jest mój przepis na sukces, którego będą się konsekwentnie trzymał - podopieczny Stefan Horngachera był w piątek daleki od górnolotnych określeń i przede wszystkim zachowywał chłodną głowę.

- Żadnych poprzeczek do przeskoczenia sobie nie ustawiam, wydaje mi się to zbędne. Wiem, że przy dobrych skokach jestem w stanie walczyć o najwyższe lokaty, ale koncentracja nakazuje myśleć tylko o konkretnej próbie, która przede mną. Myśleniem życzeniowym jeszcze żaden sportowiec sukcesu nie osiągnął - pochodzący z Nowego Targu zawodnik, znany ze sporej wiedzy o skokach i bardzo trzeźwego podejścia do tego sportu, mimo chwały poprzednich miesięcy nie zmienił podejścia i wciąż podczas wykonywanej pracy trzyma się sprawdzonych, nawet jeśli trochę już ogranych patentów.

Warto mimo to zauważyć, że w piątek pod obiektem im. Adama Małysza zdradził też, że choć stara się osiągnięć letnich nie rozpamiętywać, to trochę miały one wpływ na jego psychikę. Dziś bowiem widzi w sobie skoczka pewniejszego siebie. - Tak, akurat pod tym względem LGP mi pomogła. Zbudowałem w wakacje tę świadomość własnych umiejętności, tę psychiczną moc i myślę, że powinno to przez całą zimę procentować - wyraził nadzieję.

Zapewne mówił wówczas w imieniu całego środowiska narciarskiego w kraju i dziesiątek tysięcy kibiców. A ci liczą na wielkiego Kubackiego, zarówno w drużynie, jak i w rywalizacji indywidualnej. Czy pochodzący z Nowego Targu zawodnik jest już teraz w stanie wykonać znaczący jakościowy skok do przodu? Odpowiedź na to pytanie otrzymamy w sobotę od godziny 15:30 i w niedzielę od 14:30 na antenie Eurosportu 1.

Z Wisły Michał Błażewicz - Eurosport.Interia.pl

Dowiedz się więcej na temat: Dawid Kubacki | PŚ w skokach narciarskich

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje