Pradip Subramanian nie żyje. Kulturysta zmarł po walce celebrytów

Tragedią zakończył się pojedynek na gali w Singapurze, który z definicji tzw. freak fightów miał dać ludziom show i rozrywkę, tymczasem jego finałem jest śmierć zawodnika. Na zasadach muay-thai doszło do walki popularnego kulturysty Pradipa Subramaniana ze znanym youtuberem Stevenem Limem, po której ten pierwszy stracił życie.

Pojedynki gwiazd generują zyski

W świecie sportów walki, w tym także w Polsce, pojedynki "freak fight" cieszą się sporą popularnością. Właściciele federacji już dawno doszli do wniosku, że konfrontacja cieszących się masową popularnością gwiazd, w ogromnym stopniu wpływa na sukces finansowy gali.

Reklama

Nie jest żadną tajemnicą, że gigantyczną pracę przy popularyzacji mieszanych sztuk walki w Polsce wykonał były strongman Mariusz Pudzianowski. Walka "Pudziana" z ekscentrycznym raperem Popkiem doskonale wypromowała jedno z widowisk, mimo że było ono transmitowane w płatnym systemie pay-per-view.

Zapewne z podobnego założenia wyszli organizatorzy gali w Singapurze, ale tym razem azjatyckie widowisko zakończyło się tragedią, mimo że z przebiegu walki niewiele na to wskazywało.

Premierowa gala Asian Fighting Championship odbyła się w Marina Bay Sanda, a w pojedynku celebrytów zmierzyli się 32-letni kulturysta Subramanian z 42-letnim Stevenem Limem, osobowością singapurskiego Youtube’a.

Starcie obu dżentelmenów, co widać na załączonym nagraniu, zgodnie z przepuszczeniami nie stało na wysokim poziomie sportowym. O pokazie wysokich umiejętności nie było mowy, a rzucane "cepy" z obu rąk w najlepszym razie przypominały bijatykę.

Wyglądało na zwykły wstrząs mózgu

Na głowę Subramanian spadło kilka mocnych ciosów, ale sędzia szybko przerwał walkę i już w drugiej rundzie prezes Światowej Federacji Kulturystyki i Sportów Fizycznych (WBPF) został poddany. Pojedynek trwał pięć minut, a arbiter wkroczył do akcji, gdy po nokdaunie pojawił się krwotok z nosa kulturysty.

Chwilę później z Hindusem zaczęło dziać się coś niedobrego. W narożniku był bliski utraty przytomności, a następnie w asyście osób trzecich zszedł z ringu.

"W pierwszej rundzie wydawało się, że Pradip wygrał, ale w drugiej rundzie Steven kilkakrotnie go uderzył" - powiedziała jedna z osób, cytowana przez "The Straits Times", która chciała zachować anonimowość.

"Początkowo myślałem, że to tylko wstrząs mózgu, bo nic nie wskazywało na zawał serca. Później Pradip pojechał karetką pogotowia do szpitala. Wkrótce usłyszałem wiadomość, że zmarł" - dodał rozmówca.

Nie wytrzymało serce

Przyczyną śmierci Subramaniana, jak poinformował szpital, było zatrzymanie krążenia.

- Spoczywaj w pokoju. Wielki szacunek dla nieustraszonego wojownika - napisał Lim na Facebooku.

Organizatorzy, czyli Axseed Events i Muse Fitness Club, wyrazili głęboki smutek i zaapelowali, aby wstrzymać się od wszelkich spekulacji: "Jesteśmy w bliskim kontakcie z personelem medycznym szpitala, aby ustalić przyczynę śmierci" - zapewnili, a sami muszą liczyć się ze śledztwem, które odpowie na pytanie, czy w trakcie gali nie doszło do zaniedbań.

Art

Dowiedz się więcej na temat: Pradip Subramanian | Steven Lim | muay thai

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje