Australia odwróciła się od swojej tenisowej gwiazdy

Sprawiający mnóstwo problemów wychowawczych tenisista Bernard Tomić ma kolejne kłopoty. Nie dość, że zajmuje obecnie dopiero 143. miejsce w rankingu ATP, to jeszcze organizatorzy Australian Open nie chcą mu przyznać dzikiej karty. O awans do imprezy w Melbourne powalczy w specjalnych, wewnętrznych kwalifikacjach.

Tomić ma długą tenisową kartotekę. Zaczął niewinnie, bo od nagminnego przekraczania prędkości. wielokrotnie był też fotografowany kompletnie pijany w nocnych klubach. Z reguły towarzyszyły mu roznegliżowanie panie.

Reklama

Na korcie też podpadł kilka razy. Posądzano go o "tankowanie", czyli specjalne odpuszczanie meczów. Raz nawet bezczelnie zszedł z kortu, mówią, że za kilka dni zaczyna się ważniejszy turniej i on nie zamierza się męczyć. Później tłumaczył się chorobą. Uczestniczył w najkrótszym spotkaniu w historii tenisa. W Miami przegrał kiedyś z Jarkko Nieminenem 0:6, 0:6. W zaledwie 28 minut!

Tomić jest uważany za jeden z większych talentów w kraju, ale ostatni rok miał fatalny. Spadł z 26. na 143. miejsce w rankingu ATP. To oznacza, że nie może liczyć na udział w drabince głównej Australian Open. Organizatorzy nie zamierzają przyznać mu dzikiej karty.

25-latek musi więc wziąć udział w krajowych kwalifikacjach. - On potrzebuje meczów. Ma za sobą słabe miesiące. Mam nadzieję, że się odbuduje - powiedział kapitan daviscupowej reprezentacji Lleyton Hewitt.

pk

Dowiedz się więcej na temat: Lleyton Hewitt | tenis | Bernard Tomić

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje