Indian Wells. Joanna Sakowicz-Kostecka: Nie możemy „pompować balonika”

- Na pewno nie możemy „pompować balonika” i twierdzić, że skoro przed rokiem był półfinał, to i teraz powinien. Agnieszka Radwańska startuje z innej pozycji, a losowanie nie było łatwe – mówi w rozmowie z Interią, Joanna Sakowicz-Kostecka, komentatorka TVP i Eurosportu.

Interia: W czym upatruje pani słabej formy Agnieszki Radwańskiej na początku roku?

Reklama

- Wiele jest czynników, które powodują u tenisistek słabszy początek sezonu. Czasami organizm źle reaguje na inaczej przepracowany okres przygotowawczy. Być może kwestie mentalne? Agnieszka wystartowała z zupełnie innej pozycji niż roku temu. Już na samym początku musiała bronić dużej liczby punktów. Myślę, że w przypadku zawodniczek ze światowej czołówki to właśnie czynnik mentalny decyduje o dyspozycji lub niedyspozycji, bo na pewno nie umiejętności.

Jest pani zaskoczona słabszą postawą "Isi" w Dausze i Dubaju?

- Tak, jestem zaskoczona. Nie spodziewałam się, że tak słabe rezultaty staną się udziałem Agnieszki. Mam nadzieję, że podziałają mobilizująco i już te najbliższe turnieje w Kalifornii i Miami przyniosą odrodzenie formy.

Przed rokiem Agnieszka dotarła do półfinału Indian Wells. Powtórzy sukces?

- Na pewno nie możemy "pompować balonika" i twierdzić, że skoro przed rokiem był półfinał, to i teraz powinien. Agnieszka startuje z innej pozycji, a losowanie nie było łatwe. Być może to dobrze, bo czasami im trudniejsze losowanie tym lepiej, bo trzeba się bardziej zmobilizować.

- Może się okazać, że trudna przeprawa to najlepsze, co mogło spotkać Radwańską w Kalifornii. Myślę, że pierwszym sygnałem w jakiej formie jest Polka będzie druga runda.

Jaki wynik krakowianki na kortach Indian Wells uspokoi panią przed dalszą częścią sezonu?

- Trudno powiedzieć, bo to może być jednorazowy wyskok, ale też początek lepszego etapu w tym sezonie. Na pewno wszystko, co poniżej ćwierćfinału nie będzie satysfakcjonowało Agnieszki.

- Po ostatnich niepowodzeniach, ćwierćfinał takiej imprezy to na pewno będzie coś in plus, pomimo tego, że w stosunku do 2016 roku byłby to wynik gorszy. Trzeba pamiętać, że to turniej najwyższej rangi, zaraz po Wielkim Szlemie, więc tu nie ma żartów.  

Kto jest pani faworytką w Kalifornii?

- Pod nieobecność Sereny Williams. Ktokolwiek z czołówki wygra, nie będę zaskoczona. Tenis kobiecy stwarza równe szanse. Niespodzianki są tak częste, że nie ma co już ich nawet tak nazywać (śmiech).

Co z Angelique Kerber? Niemka też nie wystartowała najlepiej. W Dubaju nie wykorzystała szansy, aby wrócić na szczyt rankingu.

- Na pewno trochę zawodzi. Przykład Angelique pokazuje, że na szczycie najtrudniej się utrzymać. Wszystkie tenisistki chciały ją pokonać. Dla wielu z nich jest inspiracją. Pokazała, że w każdym wieku można wkroczyć na szczyt, zaliczyć kapitalny sezon i większość z nich do tego właśnie dąży.

- Trudno było jej się odnaleźć w roli liderki. Większe oczekiwania, większa presja, ale zobaczymy jak pójdzie jej w Kalifornii. Na razie jej forma jest daleka od tego, co prezentowała w poprzednim sezonie.

Rozmawiał: Kamil Kania

Dowiedz się więcej na temat: indian wells

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje