Janowicz, czyli marzenia w radości

21-letni Jerzy Janowicz, rozstrzyga na swoją korzyść półfinał prestiżowego turnieju tenisowego w Paryżu. 91-letni Bohdan Tomaszewski - komentując w Polsacie Sport - wykrzyknął na koniec transmisji: "Ileż jest tam tych marzeń w tej radości". Cóż za piękna fraza, jakaż prawda w tym zdaniu wypowiedzianym przez legendę - w chwili triumfu młodego Polaka.

Skąd się wziął Janowicz? Z pasji! Rodzice grali w siatkówkę. Ojciec Jerzy Janowicz senior po karierze siatkarskiej zaczął namiętnie grać w tenisa. I zaszczepił tę miłość synowi. Jerzy Janowicz junior opowiada, że regularne treningi zaczął, gdy miał pięć lat. Jednak wspomina, że biegał po korcie z rakietą już wcześniej, tylko nie potrafił trafić w piłkę. Bohdan Tomaszewski od dziesiątków lat urządza turnieje na Warszawiance, gdzie odbywa się przegląd zdolnej młodzieży. Po jednym z nich, kilka lat temu, zachwycony siłą uderzenia młodego Janowicza, powiedział temu chłopakowi: "Tylko trafiaj w kort". Trafia coraz lepiej!

Reklama

Siła serwisu Polaka jest oszałamiająca. Forhend jest niesamowity, a i bekhend przyzwoity. Skróty po prostu bajkowe. Rok 2011 zakończył na 221. miejscu w rankingu ATP. Teraz przebojem wdarł się do pierwszej pięćdziesiątki. W Paryżu kolejno pokonał 19. w rankingu, Niemca Philippa Kohlschreibera, 15. Chorwata Marina Cilicia, 3. Szkota Andy'ego Murraya oraz 9. Janko Tipsarevicia, aby w finale zmierzyć się z 5. Hiszpanem Davidem Ferrerem.

Dziś każdy szuka przyczyn sukcesu Janowicza. Odpowiem najprościej jak to możliwe - to wszystko z pasji. Rodzice zainwestowali swoją miłość, z także środki finansowe, aby mu się udało. Niedawno musiał się liczyć z każdym groszem, podróżując na challengery, w których starał się mozolnie ciułać punkty w rankingu ATP. Sam Janowicz uwielbiając tenis, wierzył w siebie. To przyniosło już dziś oszałamiający efekt.

Przeraża mnie arogancja decydentów w Polskim Związku Tenisa. Niedawno nasłuchałem się, jak tam się dzieje i pomyślałem, że Polski Związek Piłki Nożnej zasługuje na krytykę - ze wszech miar. Jednak warto przyjrzeć się i innym związkom sportowym, w których jest pełno ciepłych posadek. Ojciec Janowicza mówi w jednym z wywiadów: "PZT mógł choćby zatrudnić fachowca od przygotowania ogólnorozwojowego - w regionie łódzko-warszawskim, bo tutaj najbardziej by się przydał". Nie mówi, że tylko dla syna - mówi i o innych talentach. Ciekawe, co myśleli sobie panowie w PZT, gdy Janowicz był na dwusetnym miejscu w rankingu ATP. Pewnie myśleli, że przepadnie, zamiast zainwestować w trenera dla niego - i kilku innych chłopaków. Przerażające! Powtórzę jeszcze raz - przerażające!

Na koniec warto przypomnieć, że pomagał mu Prokom, w ramach swojego programu sportowego. Pomagała mu firma PBG, ale upadła. Carbo-Koks opłaca trenera, Fina Kima Tiilikainena. A Peugeot Nordyński użycza samochód. Nie przypadkowo wymieniam tych, którzy uwierzyli - bez żadnej gwarancji - że ten chłopak może coś znaczyć w światowym tenisie. Ojciec w "Przeglądzie Sportowym" podkreśla: "Jesteśmy im bardzo wdzięczni. Tenis to ciągła walka. Minister Mucha informuje, jak zamierza wspierać talenty, które pokażą się na igrzyskach za szesnaście lat, a my mamy gotowego sportowca, którego można pchnąć do przodu". Minister Joanna Mucha - cóż, nie chce mi się o niej gadać... Tylko jedno zdanie - teraz zapewne rzuci się z życzeniami i może nawet jakąś pomoc zaoferuje. W wolnej chwili od zwalniania kolejnych szefów Narodowego Centrum Sportu. Taka to rzeczywistość polskiego sportu, gdzie na szczęście nie brakuje ludzi z pasją. Takich jak Jerzy Janowicz junior i jego rodzice!

Transmisja finału od 15 w Polsacie Sport.

Roman Kołtoń

Dowiedz się więcej na temat: ATP | Jerzy Janowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje