Łukasz Kubot: Czuję dumę i satysfakcję, marzenia się spełniają

- Czuję dumę i satysfakcję, marzenia się spełniają - powiedział w Poznaniu Łukasz Kubot, który w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo wygrał w sobotę finał debla wielkoszlemowego turnieju na Wimbledonie. Tenisista przyznał, że sukces dociera do niego powoli.

Kubot w poniedziałek po południu wylądował na poznańskiej Ławicy i nie ukrywał zaskoczenia przywitaniem przez tak liczną, ponad 20-osobową grupę przedstawicieli mediów.

Reklama

- Specjalnie wybrałem lot do Poznania, żeby was uniknąć - wtrącił żartobliwie, ale chętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy.

- Na pewno był to spektakularny sukces. Co czuję? Dumę, satysfakcję, nie da się tego opisać świeżo po Wimbledonie. Kapitalne wspomnienia, mogę powiedzieć, że marzenia się spełniają. A ja z Marcelo zapisaliśmy się w historii tego najbardziej prestiżowego turnieju. Myślę, że przyjdzie taki dzień, że w końcu to do mnie dotrze - opowiadał.

Wracając do sobotniego finału, Kubot przyznał, że zwycięstwo tak samo należało się im, jak i przeciwnikom - Austriakowi Oliverowi Marachowi i Chorwatowi Mate Paviciovi.

- W sobotę zwycięzców powinno być czterech, ale wygrał przede wszystkim tenis. Nam w końcówce dopisało szczęście, wygraliśmy ostatnią piłkę. Myślę, że triumfowaliśmy dzięki dyscyplinie taktycznej, potrafiliśmy też zachować zimną krew w decydujących momentach. Graliśmy też bardzo konsekwentnie. Sam mecz na pewno był kapitalny i historyczny. Nie ma takich słów, którymi można by go określić - zaznaczył.

Marach był partnerem deblowym Kubota przez trzy lata. - Znamy swoje mocne i słabsze punkty. Między nami rozgrywała się taka mentalna walka. Pozytywie mnie zaskoczy młody Chorwat Pavić, który grał znakomicie od początku spotkania przez całe pięć setów. To dzięki niemu mieliśmy naprawdę wielkie widowisko, taką pasję połączoną z energią - stwierdził.

Kubot wyjawił, że mimo pięciu godzin spędzonych na korcie w finałowym pojedynku, miał jeszcze siły, by po meczu świętować sukces.

- Mogę tylko powiedzieć, że świętowanie trwało nawet dłużej niż mecz finałowy. Ale taką wisienką na torcie było niedzielna kolacja zwycięzców na Wimbledonie i uścisk dłoni Rogera Federera, co na pewno zapamiętamy do końca życia - dodał.

Teraz chce się wyciszyć, odpocząć i nacieszyć się sukcesem z rodzicami.

- Po spotkaniu półfinałowym odstawiłem telefon i przepraszam tych wszystkich, którym nie odpisywałem na wiadomości. Było ich ponad 500. Ale starałem się koncentrować nad najważniejszymi meczami. Teraz dopiero będę miał czas świętować i cieszyć się z najbliższymi. Czeka mnie regeneracja, relaks i odpoczynek, ale jesteśmy w środku lata i w środku sezonu, dlatego niedługo zaczynam przygotowania do turniejów w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście najbliższym głównym celem jest US Open - wyjaśnił.

Kubot po zwycięstwie w Londynie awansował na czwarte - najwyższe w karierze - miejsce w rankingu ATP deblistów. Jego partner - brazylijski tenisista Marcelo Melo - wrócił na fotel lidera tego zestawienia.

Dowiedz się więcej na temat: Łukasz Kubot | Wimbledon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje