Turniej ATP w Paryżu: Janowicz przez tydzień stał się gwiazdą mediów

Jerzy Janowicz ma mocny charakter, jest zadziorny i niepokorny, ale nauczył się panować nad swoimi emocjami. Polski tenisista podczas prestiżowego turnieju ATP Masters 100 w paryskiej hali Bercy stał się prawdziwą gwiazdą mediów.

Właśnie Janowicz, chociaż przegrał w niedzielnym finale z piątym tenisistą świata - Hiszpanem Davidem Ferrerem 4:6, 3:6, stał się największą gwiazdą paryskiej imprezy. Według francuskiej prasy wręcz "zahipnotyzował Bercy".

Reklama

Z jego kolejnych, dość nieszablonowych, wypowiedzi podczas konferencji prasowych dziennikarze z całego świata dowiedzieli się już m.in. o tym, że nie należał do prymusów, za to był buntownikiem.

"Byłem naprawdę złym chłopcem w szkole podstawowej. Również w średniej, gdzie walczyłem z wszystkimi, z nauczycielami też. Nie potrafię za bardzo wytłumaczyć, czemu jestem tego typu facetem. To jednak pomaga mi na korcie, bo potrafię walczyć z najlepszymi, mimo presji widowni" - zaznaczył po awansie do ćwierćfinału.

Po wyeliminowaniu trzeciego w świecie Brytyjczyka Andy'ego Murraya przyznał z rozbrajającą szczerością: "Nie wierzyłem, że mogę z nim wygrać. Jak wychodziłem na kort raczej myślałem, by nie przegrać 0:6, 0:6".

Zwycięski marsz Polaka, który do turnieju głównego przebił się przez dwie rundy eliminacji, dziennik "L'Equipe" nazwał "niewiarygodnym paryskim snem sympatycznego giganta z Łodzi", nawiązując do jego 203 centymetrów wzrostu.

Janowicz rozpoczął sezon na 221. miejscu w rankingu ATP World Tour, a w połowie lipca po raz pierwszy wszedł do "setki". Ostatnio był 69., a w poniedziałek wskoczy do czołowej "30". Tak wysoko z Polaków notowany był jedynie Wojciech Fibak 30 lat temu.

"Nie bardzo mogę objąć to, co się tu dzieje. Wiem tylko, że gram najlepszy tenis w życiu i doszedłem do finału, chociaż nie byłem na to przygotowany. Przyjechałem tu zagrać w kwalifikacjach i powalczyć o miejsce w głównej drabince. Liczyłem, że może wygram jakiś mecz. Ale pokonałem samego Andy'ego Murraya, mistrza olimpijskiego i zwycięzcę US Open. To niewiarygodne" - powiedział Janowicz, przyznając szczerze, że miał już wykupiony bilet na powrotny samolot.

Poza Murrayem w hali Bercy odprawił z kwitkiem innego gracza z Top10 - Serba Janko Tipsarevica (9.), a także trzech zawodników z drugiej "10" klasyfikacji - Chorwata Marina Cilica (15.), Niemca Philippa Kohlschreibera (19.) i Francuza Gillesa Simona (20.).

Po wygranej z Simonem w półfinale znów rozbawił dziennikarzy, mówiąc: "Kiedy miałem dziś meczbola, czułem się dziwnie. Byłem bardzo zdenerwowany, bo wiedziałem, że cała widownia jest przeciw mnie. Miałem chyba nawet gęsią skórkę. Powiedziałem jednak sobie, że nic nie będę zmieniał w swojej grze i zakończyłem spotkanie dropszotem".

Janowicz zazwyczaj mówi na głos, co myśli, jak choćby w lipcu, gdy w swoim wielkoszlemowym debiucie dotarł do trzeciej rundy Wimbledonu. Po wygranej z Łotyszem Ernestsem Gulbisem stwierdził: "Nagle pojawił się pewien rodzaj irytacji w trzecim secie, ponieważ stosowałem wszystkie przygotowane przed meczem taktyki. Wszystkie zawodziły: agresywna gra, regularność, więc wreszcie obrałem taktykę "na olewkę". Po prostu przestałem się przejmować i emocjonować tym meczem. Rozluźniłem się i nie wiem, co się stało, ale serwis powrócił w piątym secie".

Blisko 22-letni tenisista oswoił się już z zainteresowaniem mediów, ale i wyraźnie dojrzał. Ma świadomość, że nie jest już do końca osobą prywatną. Wielu pamięta jednak jego scysję z Bohdanem Tomaszewskim, nestorem dziennikarzy tenisowych w Polsce.

W 2008 roku po przegranym meczu w pierwszej rundzie turnieju ATP Orange Warsaw Open na kortach Warszawianki, Tomaszewski skrytykował jego niezbyt dobrą grę i wskazał, co powinien w niej poprawić. W odpowiedzi dziennikarz-senior usłyszał: "Wydaje mi się, że to chyba zbyt pochopne wnioski. Czy widział pan jakieś inne moje mecze?".

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Janowicz | ATP | Andy Murray | David Ferrer

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama