Wimbledon 2015. Andy Murray - skazany na sukces

​Andy Murray - skazany na sukces. Tego można się dowiedzieć ze wszystkich angielskich gazet i to już od kilku dni. Szkot uczynił w czwartek drugi krok do spełnienia marzeń tenisowej Wielkiej Brytanii i awansował do trzeciej rundy turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie.

Rozstawiony w drabince z numerem trzecim Murray pokonał  rywala z Holandii - Robina Haase’a 6:1, 6:1, 6:4 w ciągu niespełna półtorej godziny. Zwycięstwo Szkota nawet przez chwilę nie było zagrożone, bo kontrolował przebieg meczu od początku do końca. Potwierdzając tym samym spekulacje prasy, według których jest najpoważniejszym kandydatem to triumfu w The Championships 2015.

Reklama

W sumie nie można wykluczyć takiego scenariusza, choć należy pamiętać, że w ewentualnym ćwierćfinale Murray może trafić m.in. na dwukrotnego zwycięzcę imprezy (2008 i 2010) - Hiszpana Rafaela Nadala (nr 10.), a w półfinale na Szwajcara Rogera Federera (2.), który na londyńskiej trawie był najlepszy siedmiokrotnie (2003-07, 2009, 2012).

Warto przypomnieć, że w potencjalnym finale na jego drodze może stanąć lider rankingu ATP World Tour - Serb Novak Djokovic, dwukrotny mistrz londyńskich kortów (2011 i 2014). Pamiętajmy jednak, że na kursie do obrony tytułu przez zawodnika z Belgradu wciąż znajduje się Szwajcar Stanislas Wawrinka (4.), który przed miesiącem wygrał wielkoszlemowy Roland Garros.

Sam zainteresowany, czyli Murray, zapytany po treningu przez dziennikarzy telewizyjnych ze stacji BBC jak ocenia swoje szanse na powtórkę sukcesu z 2012 roku, głośno się zaśmiał. Po czym biorąc głębszy oddech stwierdził: "może najpierw przetrwam do drugiego tygodnia?".

No właśnie, czy warto w połowie pierwszego tygodnia Wimbledonu zastanawiać się co będzie za kilka dni? To tak jak wróżenie z fusów w sprawie londyńskiej pogody, która zaskoczyła na otwarcie turnieju 35-stopniowymi upałami. W czwartek zrobiło się nieco chłodniej, ale jeśli spojrzeć na prognozy meteorologów, to miało mocno padać, a skończyło się na lekkim deszczu, no i zaledwie 20 minutowym opóźnieniu w realizacji planu gier.

Od wczesnych godzin rannych niebo przesłaniała gęsta warstwa chmur, a deszcz dosłownie wisiał w powietrzu. Biorąc pod uwagę specyfikę trawiastej nawierzchni nawet mżawka wymaga zasłonięcia kortów plandeką i uniemożliwia grę, gdy pod butami jest mokro i ślisko.

Przy subiektywnym przeglądzie prasy, w oczekiwaniu na odsłonięcie kortów, trudno było pominąć satyryczny rysunek we francuskim dzienniku sportowym "L’Equipe". Przedstawia on Murraya spieszącego się, by wygrać mecz, gdy w "player’s box" jego trenerka Amelie Mauresmo - będąca w zaawansowanej ciąży - wyraźnie dyszy i z niepokojem wskazuje na zegarek, gładząc się po brzuchu.

Podpis pod grafiką głosi: "Czy Andy zdąży wygrać Wimbledon przed rozwiązaniem?!".

W sumie nie sposób też przeoczyć informacji, że w dorocznym dodatku "ESPN Magazine - Body Issue" można zobaczyć nagiego Stanislasa Wawrinkę. Mistrz paryskich kortów w artystycznych pozach, stylizowanych w tonacji czarno-białej, odbija piłki na korcie. W tym samym wydaniu swoje wdzięki pokazuje też gwiazda kobiecej piłkarskiej reprezentacji USA - Ali Krieger.

Zdjęcia - zgodnie z konsekwentnie od lat realizowanymi założeniami magazynu - są eleganckie, wysmakowane i trudno im zarzucić elementy erotyki czy tym bardziej pornografii. Podobnie było trzy, czy cztery lata temu, gdy w sesji wzięła udział Agnieszka Radwańska. Wówczas jednak jej nagość wzbudziła sporo zamieszania na łamach polskich mediów i wiele krytycznych uwag.  

Do drugiej rundy debla awansował Mariusz Fyrstenberg w parze z Meksykaninem Santiago Gonzalezem, po wygranej z Radu Albotem z Mołdawii i Michaiłem Kukuszkinem z Kazachstanu 6:4, 6:3, 6:4.

Po południu miejsce w trzeciej rundzie będzie walczyć ostatnia Polka w drabince singlowej - Agnieszka Radwańska. Krakowianka, rozstawiona z numerem 13., spotka się w drugim meczu na korcie numer 2. z pochodzącą z Zagrzebia, ale od niedawna reprezentującą Australię, Alją Tomljanovic.

Pod koniec dnia pierwsze mecze w deblu rozegrają za to Magda Linette i Mandy Minella z Luksemburga przeciwko duetowi węgiersko-francuskiemu Timea Babos i Kristina Mladenovic (nr 4.), a także Marcin Matkowski z serbskim partnerem Nenadem Zimonjicem (7.) przeciwko Brytyjczykom Kenowi i Nealowi Skupskim.

Wyniki czwartkowych gier mężczyzn:

Roger Federer (Szwajcaria, 2.) - Sam Querrey (USA) 6:4, 6:2, 6:2

Robin Haase (Holandia) - Andy Murray (W. Brytania, 3.) 1:6, 1:6, 4:6

Gilles Simon (Francja, 12.) - Blaż Kavczicz (Słowenia) 6:1, 6:1, 6:7 (5-7), 6:1

Benoit Paire (Francja) - Roberto Bautista Agut (Hiszpania, 20.) 6:2, 6:4, 3:6, 3:6, 3:6

Sam Groth (Australia) - James Duckworth (Australia) 7:5, 6:4, 7:6

James Ward (W. Brytania) - Jirzi Vesely (Czechy) 6:2, 7:6, 3:6, 6:3

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje