Grand Prix Sztokholmu. Wygrana Mateja Żagara, drugi Bartosz Zmarzlik

Zwycięstwem Słoweńca Mateja Żagara zakończyła się dziesiąta runda Grand Prix na żużlu w Sztokholmie. Drugie miejsce, po kapitalnej walce na dystansie, zajął Bartosz Zmarzlik, z kolei trzeci Jason Doyle powiększył przewagę w klasyfikacji generalnej indywidualnych mistrzostw świata. Niestety dużą stratę w "generalce", być może brzemienną w skutkach, ponieśli Patryk Dudek i Maciej Janowski.

W finale zawodnicy tasowali się, niczym talia kart. Największym wygranym tego swoistego rollercoastera niespodziewanie okazał się Słoweniec Żagar, który na przeciwległej prostej pierwszego okrążenia wyszedł na prowadzenie, nie oddając go do mety. Początkowo na drugiej pozycji jechał Doyle, ale został wyprzedzony przez atakującego przy krawężniku Zmarzlika. Stawkę zamknął Peter Kildemand.

Reklama

Przedsmak wielkich emocji miał miejsce już w drugim półfinale. Najpierw upadł Emil Sajfutdinow, za co został wykluczony, a w powtórce nieprzyjemną kraksę, po walce z Chrisem Holderem, zaliczył Kildemand. Sędzia uznał, że winnym był Holder i wykluczył Australijczyka. W drugiej odsłonie powtórki gęsiego do mety dojechali Żagar i Kildemand.

W pierwszym półfinale Zmarzlik dał się wyprzedzić tylko Doyle’owi, a na dystansie wychowanek Stali Gorzów świetnie odpierał ataki Szweda Antonio Lindbaecka.

O gigantycznym pechu może mówić Maciej Janowski, który tym razem nie udowodnił, że na sztucznym torach żużlowych spisuje się rewelacyjnie. Wszędzie tam, gdzie dotąd układano jednodniowe tory, Janowski radził sobie doskonale. Wrocławianin wygrał w Horsens i w Cardiff, zaś w Warszawie na PGE Narodowym musiał uznać wyższość jedynie Szweda Fredrika Lindgrena.

Teraz stało się inaczej, ale trzeba wyraźnie podkreślić, że przygotowanie owalu w Szwecji pozostawiało wiele do życzenia. Nawierzchnia zaczęła się sypać tak szybko, że do łatania dziur zbawienna okazała się już pierwsza dłuższa przerwa, zaraz po pierwszej serii, czyli zaledwie po czterech wyścigach. Ubity materiał "rwał" się zwłaszcza na drugim wirażu.

Losy awansu "Magica" do półfinału ważyły się do ostatniego biegu w fazie zasadniczej. W nim zawodnik Betard Sparty Wrocław toczył pasjonujący pojedynek, odpierając ataki Kildemanda, a jednocześnie atakując prowadzącego Doyle’a, ale na ostatnim okrążeniu dały znać o sobie "dakarowe" warunki. Janowski wpadł w nierówność i ratował się przed upadkiem. Przez to dowiózł do mety tylko jeden punkt i w "generalce" o włos przegrał z Żagarem, mimo że obaj zawodnicy zgromadzili po siedem punktów... Szalę przechylił fakt, że w bezpośrednim pojedynku Słoweniec był lepszy od Polaka.

Spóźniony finisz zanotował Piotr Pawlicki, który w dwóch pierwszych biegach nie przywiózł ani jednego punktu i sześć "oczek" nie wystarczyło mu do awansu.

Jeszcze większy zawód przeżył Patryk Dudek. "Duzers" wprawdzie utrzymał pozycję wicelidera w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata, ale jego strata do Doyle'a wzrosła z 10 do 22 "oczek".

Drogę do złota niebezpiecznie wydłużył sobie także Janowski (strata 24 punktów do Doyle'a). Wprawdzie utrzymał trzecią lokatę, ale do końca Grand Prix pozostały już tylko dwie rundy.

Klasyfikacja generalna Grand Prix o IMŚ (czołowa "10"):

1.       Jason Doyle 132

2.       Patryk Dudek 110

3.       Maciej Janowski 108

4.       Fredrick Lindgren 107

5.       Emil Sajfutdinow 102

6.       Tai Woffinden 100

7.       Bartosz Zmarzlik 94

8.       Matej Żagar 86

9.       Martin Vaculik 85

10.   Chris Holder 75

Art

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje