Michał Korościel: Terminarzowe szaleństwo

Połowa grudnia to jest już dla kibica żużlowego taki czas, kiedy za swoją ulubioną dyscypliną z tęsknoty wyje. Z finału Ekstraligi pozostało już ledwie mgliste wspomnienie, emocje związane z okresem transferowym też już raczej opadły, a do pierwszych przedsezonowych sparingów pozostał jeszcze kwartał.

Pustka, rozpacz, poszukiwania sensu życia, pytania o to kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Nic dziwnego, że w takich okolicznościach każdy najmniejszy wietrzyk dochodzący z żużlowej centrali przepoczwarza się w istną wichurę w reakcjach kibiców. Tak było z ogłoszeniem terminarza na sezon 2018. Teoretycznie to nic ważnego, bo przecież i tak każdy musi pojechać z każdym, w dodatku 2 razy, ale wziąwszy pod uwagę wyjątkową posuchę w świecie speedwaya ta informacja rozrosła się do rozmiarów gorącego newsa rozpalającego wyobraźnię tłumów.

Reklama

Nie będę tu udawał zdystansowanego stoika, który wszystko przyjmuje na chłodno i przyznaję, że również uległem temu terminarzowemu szaleństwu. Małego tego, już na kilka sposobów rozegrałem w głowie tę pierwszą kolejkę i zobaczyłem nawet tytuły, które pojawią się po inauguracyjnych spotkaniach w branżowych mediach. Jeżeli Tarnów pobije Zieloną Górą to pojawią się teksty przymierzające Unię do fazy play-off, a Falubazowi zaczniemy szukać wzmocnień na pierwszoligową kampanię w sezonie 2019. Jeżeli natomiast Zielona Góra w Mościcach wygra to trzeba się liczyć z wysypem artykułów o tym, że Cieślak nikomu nie jest do szczęścia potrzebny, a Unia bez sensu pchała się do tej elity, bo to - jak widać - za wysokie dla niej progi.

Dziennikarze to w większości ludzie w gorącej wodzie kąpani, ale ci żużlowi, w porównaniu do reszty, w swoim spontanicznym strzelaniu pointami zdecydowanie górują. Wystarczy nam jeden rzut oka na wydarzenie, żeby wyciągnąć daleko idące wnioski, stawiać mocne tezy, a wręcz ferować nieznoszące sprzeciwu wyroki. Dlatego właśnie mam przekonanie, że o obsadzie fazy play-off i strefy spadkowej będziemy czytać już po pierwszej kolejce.

Czego dowiemy się po starciu Wrocławia z Lesznem? W największym skrócie dowiemy się kto będzie Mistrzem Polski, a jak Sparta zdobędzie przynajmniej 49 punktów to przeczytamy, że zrobiła to o jakieś pół roku za późno. Jeżeli natomiast wygra Unia, to kwestie mistrzostwa będziemy mieli rozstrzygniętą i pozostanie nam się ekscytować rywalizacją o medale srebrne i brązowe.

Po pierwszej kolejce w Grudziądzu będziemy wiedzieć, czy GKM wreszcie szarpnie się na strefę medalową, czy znowu będzie się pałętał w ogonie drżąc o utrzymanie. Jeżeli w Grudziądzu wygra Częstochowa, to Marek Cieślak będzie obchodził jubileusz setnego przyjęcia miana cudotwórcy, a jak przegra to - nie ma wyjścia - trzeba będzie ogłosić, że się skończył. Inauguracyjna kolejka w Gorzowie da odpowiedź na kolejne pytania. Jeżeli Stal z Get Well wygra, to dowiemy się, że Iversen z Pawlickim nie pozostawili po sobie żadnych dziur w składzie, a poza tym będziemy musieli odnotować, że ulotniła się gdzieś magia Jacka Frątczaka. Jeśli natomiast wygra Toruń, to będziemy musieli zgodzić się z tezą, że Iversen z Pawlickim pozostawili po sobie ogromne dziury w składzie, a Frątczak to jednak nie tylko medialny celebryta, ale także kawał porządnego managera.

Gołym okiem widać więc, że ogłoszenie terminarza, to nie jakaś blada plamka w żużlowym kalendarzu, ale wydarzenie wręcz epokowe, mające kluczowe znaczenie dla ostatecznych rozstrzygnięć.

PS. Grigorij Łaguta był łaskaw powiedzieć, że rosyjscy sportowcy nie przyjmują zakazanych środków dopingujących, a całemu zamieszaniu winni są wyłącznie żądni rosyjskiego upokorzenia politycy. Zapomniał tylko Grisza dodać, że Rosjanie poza tym nie piją wódki.

Michał Korościel

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Marek Cieślak | gp żużel

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama