Wimbledon. Timea Bacsinszky: Taki mały strach może dać kopa Radwańskiej

Timea Bacsinszky uważa, że emocjonujący i trudny przebieg pojedynku Agnieszki Radwańskiej w drugiej rundzie Wimbledonu może zadziałać na korzyść Polki w ich sobotnim spotkaniu w Londynie. "Obrona dwóch meczboli może dać jej kopa" - podkreśliła szwajcarska tenisistka.

W czwartek rozstawiona z "19" Bacsinszky potrzebowała zaledwie 48 minut, by pokonać Słowaczkę Kristinę Kucovą 6:1, 6:0. Będąca turniejową "dziewiątką" Radwańska walczyła z Amerykanką Christiną McHale dwie godziny i 43 minuty, by wygrać 5:7, 7:6 (9-7) 6:3. Wracająca ostatnio po kłopotach zdrowotnych krakowianka w tie-breaku dwukrotnie była o punkt od wyeliminowania.

Reklama

"Czy Agnieszka będzie bardziej zmęczona ode mnie? Nie, nie. W piątek ma dzień na odpoczynek, a poza tym od lat jest profesjonalną zawodniczką. Wie, jak sobie radzić zarówno po meczach trwających 50 minut, jak wtedy, gdy spędza się na korcie dwie lub trzy godziny. Spodziewam się, że będzie gotowa w stu procentach. Może nawet fakt, że broniła dwóch meczboli pomoże jej. Taki mały strach czasem może dać kopa w kolejnym pojedynku" - oceniła w rozmowie z dziennikarzami 28-letnia Szwajcarka.

Dotychczas zmierzyła się z będącą jej rówieśniczką Polką dwukrotnie i zarówno dwa lata temu w ramach Pucharu Federacji w Zielonej Górze, jak i w kolejnym sezonie w 1/8 finału w Miami okazała się lepsza. W obu przypadkach rywalizowały na korcie twardym, a w sobotę po raz pierwszy przyjdzie im rywalizować na trawiastej nawierzchni.

"Z pewnością będzie to zupełnie inny mecz niż te dwa poprzednie. W Zielonej Górze kort był bardzo szybki, nawet szybszy niż trawa. Ale kozioł piłki był niski. W Miami z kolei piłka odbijała się dość wysoko. Było wówczas gorąco, znacznie cieplej niż w kwietniu w Zielonej Górze, ale w Polsce graliśmy w hali, więc było w porządku. Ze względu na warunki w sobotę czeka nas całkiem inny mecz, ale tak czy inaczej spodziewam się, że będzie on bardzo trudny" - analizowała Helwetka.

Zwróciła uwagę, że trawa to ulubiona nawierzchnia Radwańskiej, która w Wimbledonie dotarła w przeszłości do finału (2012) i półfinału (2013). Bacsinszky przyznała, że jej zdecydowanie najlepiej idzie na kortach ziemnych. Spośród turniejów wielkoszlemowych najlepsze wspomnienia ma z Rolanda Garrosa. Na paryskiej "mączce" dwukrotnie - dwa lata temu i w tym sezonie - dotarła do półfinału.

"Ale lubię też rywalizować na trawie. Wydaje mi się, że w ostatnich trzech latach znacząco poprawiłam swoją grę na tej nawierzchni. Czeka nas w sobotę na pewno interesujący mecz. Nie mogę się go doczekać. To dla mnie ciekawe wyzwanie" - podsumowała.

Zapytana, czy ma ulubiony kort, mająca węgierskie korzenie tenisistka odparła, że wielokrotnie w ostatnich latach grała na korcie nr 18. Dodała, że miała okazję wystąpić chyba na wszystkich obiektach londyńskiej imprezy poza kortem centralnym.

"Mówiłam już we wcześniejszym wywiadzie telewizyjnym, że jestem nieco rozczarowana jakością trawy tutaj w tym roku. Zwłaszcza na korcie nr 18, na którym grałam we wtorek. Nie twierdzę, że jest tam przez to niebezpiecznie czy coś w tym stylu, ale to był dopiero drugi dzień turnieju, a kort już był w fatalnym stanie. Zazwyczaj coś takiego widzimy po tygodniu rywalizacji. Nie wiem, co się tam stało. Nie wiem też, co się stało z innymi obiektami, ale wielu tenisistów narzeka na to. Nie jestem jedyna pod tym względem. Dlatego też odważyłam się o tym powiedzieć. Przepraszam Wimbledonie, to nie jest działanie przeciwko tobie, ale są pewne rzeczy do poprawienia. Nie wiem, z czego to wynika. Może to wina pogody. Zastanawiam się, jak organizatorzy będą sobie radzić z przygotowaniem nawierzchni w najbliższych kilku dniach, zwłaszcza że tak wiele spotkań zostanie rozegranych w tym czasie" - podkreśliła Bacsinszky.

Z Londynu Agnieszka Niedziałek


Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska | Timea Bacsinszky | Wimbledon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje