Adam Małysz: W skokach będziemy wielcy!

Po kilkunastu latach pełnych ciężkiej pracy i sukcesów kariera Adama Małysza dobiegła końca. Ale mistrz zapewnił, że to nie koniec sukcesów Polaków w tej dyscyplinie.

Tak Zakopane dziękowało Adamowi Małyszowi

Reklama

To było ostatnie spotkanie Adama Małysza z dziennikarzami, w którym wystąpił w roli zawodnika. Mimo, że było to jego pożegnanie, nie sprawiał jednak wrażenia smutnego. - Nie mówię, że się żegnam. Mam nadzieję że kibice i dziennikarze nadal będą ze mną. Byle tylko nie byli namolni - żartował bohater wieczoru na Wielkiej Krokwi.

A mówiąc poważniejszym tonem zapewnił zgromadzonych, że po jego zejściu ze sceny sportowej, polscy kibice nadal będą mogli się cieszyć z dobrych wyników naszych reprezentantów. - Na pewno będziemy wielcy - zadeklarował.

- Jak oceni pan dzisiejszy dzień? Pogoda pokrzyżowała plany, ale w końcu kilku zawodników skoczyło...

Adam Małysz: - Przede wszystkim bardzo mi przykro, że nie udało się skoczyć do celu, jak to zaplanowaliśmy. Taka przecież była idea naszego przedsięwzięcia. Może będzie okazja coś takiego zrobić w przyszłości. To przecież jest show, a jak już udowodniliśmy, zawodnicy z innych krajów bardzo chętnie przyjeżdżają do Zakopanego, bo nigdzie indziej kibice nie bawią się tak fantastycznie.

Co do naszych skoków, to organizatorzy nie chcieli się zgodzić, abyśmy wystartowali. Pamiętali o wypadku Janka Mazocha, jak potem byli ciągani po sądach i prokuraturach. Ja jednak skakałem na własną odpowiedzialność. Kiedyś w młodzieńczych latach nie w takich warunkach się skakało. Także w Pucharze Świata, gdy szedłem na całość. Dziś skakałem dla publiki i nie miało znaczenia, jak długi będzie ten skok. To był skok żegnający Wielką Krokiew. Nie myślałem, że jest ostatni, życie nie przeleciało mi przed oczami. Po prostu skoncentrowałem się na tym, żeby kibice byli zadowoleni.

Panie Adamie, czy skok w Sapporo (2007 rok - przyp. red.) na średniej skoczni, po którym zdobył pan złoty medal był najlepszy w całej karierze? Tak twierdzi Hannu Lepistoe.

- Tak, chyba tak właśnie było. Na średniej skoczni skakałem wyśmienicie. Były fatalne warunki, ale mi to bardzo pasowało. Gdy inni skakali po 95 metrów, ja uzyskałem 102 metry. Siedem metrów różnicy w takich warunkach to było naprawdę coś. Ktoś nawet powiedział, że znokautowałem przeciwników.

Który z trenerów w pańskiej karierze był tym, z którym najlepiej się współpracowało?

- Każdy wiele wniósł do mojej kariery i procentowało to wynikami. Jeśli potrafi się wykorzystać dobrze dany moment, to potem widać efekty wykonywanej pracy.

Co zamierza pan zrobić jutro? Będzie to pierwszy dzień po zakończeniu kariery skoczka.

- Aż tak daleko nie wybiegam w przyszłość (śmiech). Dziś idę na party z zawodnikami, których zaprosiłem, także zapewne będę spał.

Czy nadal trzyma pan ścisłą sportową dietę?

- Nie. Przestałem przestrzegać diety 1500 kalorii. Ale muszę przyznać, że zdziwiłem się, bo prawie nie przybrałem na wadze. Jem co chcę, ale cały czas coś robię w domu i się ruszam, dlatego przytyłem tylko 700 gramów. Chciałbym przytyć trochę bardziej, bo my skoczkowie, choć mamy mocne nogi, to jesteśmy chuderlawi i czasem wstyd nam się rozebrać na plaży. Chyba postawię na siłownię.

Czy dziś był najgorszy dzień w pana życiu?

- Był to ciężki dzień, ale spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. Właściwie, to znacznie gorsze były trzy dni przed benefisem. Telefon dzwonił bez przerwy, aż musiałem go wyrzucić do kąta. Nie odbierałem w ogóle. Jeśli dziennikarze są naprawdę zainteresowani, to zadzwonią za tydzień lub dwa, gdy wszystko nieco ucichnie.

Gdy ostatnio zapytano pana, czy pojedzie pan do Soczi, tylko się pan uśmiechnął. Czyżby szykował pan powrót na skocznię?

- Do Soczi oczywiście pojadę, ale jako attache olimpijski. Na pewno nie jako zawodnik, bo jestem konsekwentny w tym co mówię i robię. W połowie kwietnia ogłoszę, co zamierzam. Chciałbym działać w skokach, jest nawet pewna konkretna propozycja z PZN (prawdopodobnie chodzi o posadę dyrektora sportowego federacji do spraw skoków - przyp. red.). Na pewno jednak nie chcę od razu z marszu angażować się w pracę przy skokach. Trzeba odpocząć, wyluzować. Powiedział mi to nawet Simon Ammann, jak wyjeżdżaliśmy na skocznię. Poza tym, cieszę się, że wreszcie pojadę na urlop w innym terminie niż kwiecień i będę miał do wyboru więcej ciepłych krajów.

Panie Adamie, dziś cała Polska zapuściła dla pana wąsy. Czy podobał się panu ten pomysł?

- Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że ta akcja będzie cieszyć się aż taką popularnością. Dowiedziałem się o niej w Oslo i pomyślałem, że to bardzo miłe. Tak wiele osób się poświęciło i zapuściło dla mnie wąsy, a przecież nie każdemu z wąsami do twarzy. Mnie na przykład żona nie pozwala ich ogolić. Choć muszę się przyznać, że wiele razy postanawiałem to zrobić. A to po Czterech Skoczniach, a to po zdobyciu medalu. Dziś nie mogłem, bo nagle wszyscy zapuścili wąsy dla mnie, więc jak ja bym wyglądał bez nich (śmiech).

Czy teraz na urlopie będzie pan uprawiał sport razem z rodziną?

- Ostatnio dostałem w prezencie od jednej z firm konsolę do gier. Grałem na tym X-Boxie razem z córką Karoliną i powiem wam, że dawno nie wymęczyłem się tak nawet na treningu. Dlatego apeluję do tych, którzy rzadko wychodzą z domu uprawiać sport - kupcie choć takie konsole! (śmiech).

Co z rajdami samochodowymi? Mówiło się, że zamierza pan zasiąść za kółkiem jako kierowca wyczynowy.

- Co do rajdów samochodowych, a właściwie terenowych, to jest taka propozycja. Cały czas się nad tym zastanawiam. Ja tym przecież żyję cały czas. Oglądam Paryż-Dakar, Formułę 1 i bardzo przykro mi z powodu wypadku Roberta Kubicy. Mieliśmy rodzynka w F1 i przydarzyło mu się coś takiego. Wyścigi i rajdy to moja pasja, tak samo zresztą jak siatkówka, czy piłka nożna. Sportu na pewno nie porzucę.

Czy skakał pan kiedyś na symulatorach skoków narciarskich? Może warto spróbować?

- Nie skakałem i chyba nie wynaleziono jeszcze symulatora, który oddawałby warunki na skoczni w podobny sposób, jak dzieje się to w rzeczywistości. Co do gier komputerowych, to grałem w nie, ale jak chciałem skakać tak, jak robię to na skoczni, to mi nie chciało lecieć (śmiech).

Otrzymał pan honorowe obywatelstwo Zakopanego. Kiedy buduje się pan pod Giewontem?

- Mieszkam w Wiśle i Wisłę bardzo kocham, ale kocham też Zakopane. Mam nadzieję, że po otrzymaniu honorowego obywatelstwa coś się w końcu ruszy. Ktoś powiedział nawet pół-żartem, że teraz powinienem otrzymać od gminy mieszkanie, bo nie wypada, żeby obywatel miasta mieszkał nieustannie w hotelu. Ale tak poważnie mówiąc, to w Zakopanem coś powstanie, bo nawet najlepsze hotele nie zastąpią własnego gniazdka.

Kogo zostawia pan jako swojego następcę?

- Na pewno teraz bardzo dobrze skacze Kamil Stoch i to on pociągnie tę kadrę. Poza tym mamy zdolną młodzież, powstanie system szkolenia. Skoki stały się przecież sportem narodowym tuż obok piłki nożnej i siatkówki. W telewizji oglądają nas miliony ludzi. Na pewno jeszcze będziemy wielcy!

Z Zakopanego Rafał Walerowski

Adamowi Małyszowi podziękowali fani, tworząc i wręczając mu za pośrednictwem RMF24.pl album ze zdjęciami Orła z Wisły! Zobacz te unikalne ujęcia!

Podziękuj Adamowi Małyszowi!

Czym teraz powinien zająć się Adam Małysz?

Kamil Stoch następcą Adama Małysza? Dołącz do dyskusji na forum

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | skoki narciarskie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje