Alarmujący raport o dopingu młodych sportowców we Francji

Na kilka tygodni przed rozpoczęciem igrzysk w Londynie we Francji ukazał się zatrważający raport na temat stosowania narkotyków i środków dopingowych wśród dzieci i młodzieży uprawiających sport.

Według opracowania francuskiej Academie de Medecine (Akademia Medycyny) coraz więcej młodych osób nie widzi nic złego w stosowaniu niedozwolonego wspomagania, co więcej, część z nich uważa to za rzecz całkowicie naturalną.

Reklama

Według statystyk 47,1 mln osób nad Sekwaną (65 proc. populacji) uprawia przynajmniej raz w tygodniu zajęcia ruchowe. 17,4 mln, w tym 8 mln w okresie dojrzewania i 2,5 mln w wieku szkolnym, posiada amatorskie licencje w 74 700 klubach. W ubiegłym roku podczas treningu i zawodów zmarło 800 osób.

W przeprowadzonej przez Akademię Medycyny anonimowej ankiecie od pięciu do 15 proc. młodych sportowców przyznało się do regularnego korzystania z nielegalnego wspomagania farmakologicznego. Młodzież szkolna pierwszy kontakt z nim miała w wieku 9-15 lat. Źródłem zaopatrzenia były: apteczka domowa, rodzice, trener klubowy, lekarz, koledzy.

Na 2,5 mln uczniów zrzeszonych w szkolnych związkach sportowych (UNSS) 6,9 proc. uważa doping za rzecz zupełnie naturalną. Jako powód jego stosowania podają: ciekawość, antidotum na stres, zmęczenie, podniesienie sprawności intelektualnej i fizycznej, polepszenie pamięci i koncentracji, sława, pieniądze, moda...

Estelle Laure, profesor farmacji Akademii Medycznej w Besancon, autorka książki "Doping i społeczeństwo", uważa, że spośród ponad 17 mln sportowców amatorów od 1 do 3 mln stosuje środki dopingujące.

"Żyjemy w społeczeństwie, gdzie znaczenie ma tylko sukces. Nie liczą się konsekwencje. Dla wielu sposobem na sławę i bogactwo jest doping. Media nie kwapią się do nagłaśniania problemu bojąc się, że to dewaluuje "image" sportu, co może spowodować spadek oglądalności transmisji w TV, a w konsekwencji utratę sponsorów i reklam. Ci, którzy sięgają po doping, nie kochają rywalizacji, ale zwycięstwo" - podkreśliła Laure.

Ministerstwo Zdrowia i Edukacji Narodowej uruchomiło prewencyjną Zieloną Linię. Dzwoniąc pod bezpłatny numer można się dowiedzieć o problemie dopingu. Pełniący stały dyżur psycholog szkolny Dorian Martinez przyznaje jednak z trwogą, że 1/3 rozmówców to dzieci, które nie pytają o konsekwencje i ryzyko utraty zdrowia, a o podanie recepty na tzw. "Pot de Belge" (belgijski kociołek) - śmiertelny koktajl składający się m.in. z amfetaminy, morfiny i kokainy. Stosowali go m.in. kolarze grupy Festina w Tour de France w 1998 roku.

Autorzy raportu jako winnych takiej sytuacji wskazują m.in. internetowe sklepy proponujące sprzedaż wysyłkową substancji wspomagających, zabronionych prawem i znajdujących się na czarnej liście Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Grożąca kara pozbawienia wolności do pięciu lat i 150 tys. euro grzywny nie odstrasza przestępców. W marcu francuscy celnicy we współpracy z Interpolem rozbili gang, konfiskując 300 tys. pochodzących z Chin tabletek testosteronu i hormonu wzrostu.

Francuski problem dopingu jest podobny do światowego - piszą w konkluzji autorzy raportu. Według nich nie wolno zgodzić się z propozycją zalegalizowania używania środków wspomagających pod kontrolą, ponieważ będzie to przede wszystkim na rękę laboratoriom, np. Balco, proponujących klientom nowe substancje o nieznanych efektach ubocznych, jakie może spowodować choćby doping genetyczny.

Ministerstwo Edukacji zobowiązało nauczycieli wychowania fizycznego i obywatelskiego, aby w nowym roku szkolnym uświadamiali uczniom niebezpieczeństwo dopingu. Przygotowano broszurki o tytule "Dopage - degage!" (doping - wynoś się!), przewidziano spotkania z olimpijczykami, lekarzami sportowymi. "Doping nie może być tematem tabu. Tę walkę musimy wygrać!" - uznali pomysłodawcy akcji.

Dowiedz się więcej na temat: doping

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje